Komentarze do: Nowa droga ../../2009/05/nowa-droga/ KS Staszewscy – Plany treningowe i treningi biegowe – Warszawa Mon, 01 Apr 2019 13:14:21 +0000 hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.10 Autor: Archiwum Komentarzy ../../2009/05/nowa-droga/#comment-73 Mon, 01 Apr 2019 01:26:12 +0000 ../../nowa-droga/#comment-73 tomikgrewinski

2009/05/05 00:39:21

Wojtku gratulacje za Krakow,Polska Biega i za Twojego bloga.
To od paru miesiecy moja ulubiona wieczorna lektura:)
Biegam od 1 wrzesnia 2008.Dzien wczesniej poszedlem jako widz na Nike+ 10K i gdy zobaczylem ten biegnacy tlum postanowilem ze za rok wystartuje i zmieszcze sie w 60 minutach…Od tamtej pory systematycznie 3 razy w tygodniu trenuje.Zaczynalem z trudem od 1000m teraz biegam po 5000 i czuje sie naprawde fantastycznie.Wczoraj zaliczylem swoj pierwszy prawdziwy sprawdzian na agrykoli (czas netto 26.27 )czyli ponizej wymarzonych 30 minut. Oczywiscie wielka radosc i satysfakcja 🙂 A 9 w ramach Polska Biega wystartuje chyba na Malcie w Poznaniu bo akurat tam bede.Dzieki za twoj fantastyczny entuzjazm i praktyczne porady.To bardzo cenne dla wszystkich ktorzy zaczynaja swoja przygode z bieganiem.Pozdrawiam Cie serdecznie tomik.


sfx

2009/05/05 07:13:24

Niektórzy to mają parę… 🙂
PICT – gratulacje to za mało… ale może kiedyś i na mnie doczeka się taki wynik… w końcu to dopiero początki, takie pierwsze moje kotki za płotki… ale ciekawość mnie zżera, więc powiedz od kiedy biegasz i takie tam inne dyrdymały 🙂


wqu

2009/05/05 10:29:57

tomik – witaj wśród biegających. Wyniki o jakich pisze Wojtek onieśmielaja trochę nas marzących o 5 minutach na kilometr. Ale z drugiej strony to właśnie my częściej możemy cieszyć się z nowych życiówek :-). Niecały rok temu – wśród tłumu w czerwonych koszulkach, o którym wspominasz – pobiegłem pierwszy raz pragnąc zmieścić się w 60 minutach. Udało się. Zaś dwa tygodnie temu udało się już zmieścić w 50 minutach. A że marzy mi się maraton, więc przedwczoraj, po raz pierwszy w życiu, pobiegłem bez przerwy ponad cztery godziny. Wycieczka biegowa. Z Wilanowa przez Piaseczno i Tarczyn do Świętochowa. Czterdzieści kilometrów. Trasa, którą od lat przemierzam samochodem jadąc na konie. I rok temu nawet przez myśl by mi nie przeszło, że kiedyś ją przebiegnę. Biegajmy więc. Zobaczymy ile jeszcze radości znajdziemy na tej nowej drodze.


johnson.wp

2009/05/05 19:08:20

Tak Wojtku, to z czego tu wszyscy się cieszymy nie jest dalekie od tego czym są natchnienia duchowe. Ponoć każdy z nas to inny świat ale to co nas łączy wciąż na szczęście wyłazi. Nie ma co poddawać się piewcom pesymizmu, że weźmie i nam minie, a zostanie marność czyli wspomnienie. JEstem duchem i ciałem z Twoją misją budzenia pasji i chcenia!
A propos szkodliwosci biegania – żona skierowała mnie na wizytę u kardiologa i wychodzi na to, że mi maratony nie szkodzą 🙂
Poza tym od czwartku znow na ostro, bo zaczynam testować najwyższą górkę w Poznaniu (Moraska G.). 2km dobiegu z mojego uczelnianego parkingu, a potem 1.5 km podbiegu z 40m roznicy wzniesień. Razem ze zbiegiem petla ma 3km. Ile powtorzeń? Jeszcze nie wiem, zobaczę z bliska. Może uda się skrocic jakoś dystans i wykonać planowane +/-200m na raz. 5 takich treningów powinno przygotować do trawersu Karkonoszy.


johnson.wp

2009/05/05 19:10:51

tzn +/- 300m


pict

2009/05/06 07:08:49

Autorze bloga – gratulacje! i powodzenia, bo dystans na jaki się wybierasz jest naprawdę długi!
sfx – mam 30, biegam z planem, 5 razy w tygodniu, od 13 miesięcy, wcześniej pół roku chaotycznie i nieregularnie.


eba-ja

2009/05/06 09:40:50

A ja chcę bloga MSŻ! Chcę wiedzieć, jak się godzi sport z codziennym życiem żony (sorry, jeszcze narzeczonej), matki, zadbanej kobiety itd. MSŻ – do pióra (tzn. do kompa). Pozdrawiam i życzę sukcesów, zarówno sportowych, jak i małżeńskich!


kinas

2009/05/06 13:09:47

przerobilem identyczny schemat jak Tomik. 31.08 – widz, 1.09 start.. 2-3km bez specjalnych zabiegow dodatkowych jak rozciaganie, odpowiednie obuwie, itp. co doprowadzilo do pierwszych urazow i zglebienia tematu na forach i przedewszystkim na blogu WS. wszystko ustawilem pod start w PM warszawskim. myslalem, ze ukonczenie da satysfakcje, ale juz oczekuje wynikow. 3.05 Tomik pokonal mnie o jakies 20 sek co jednak takze dla mnie bylo sukcesem bo chcialem zlamac swoje tempo „przelotowe” na dlugich dystansach 6 min/km. cel – Maraton Warszawski. do zobaczenia 27.09


sfx

2009/05/06 13:30:55

PICT… napisz jeszcze, jakie były Twoje startowe założenia ? Czy pobiegłeś planowo, czy może szybciej niż zakładałeś…

Ja ostatnio mam braki czasowe i niestety opuszczam się w systematycznym bieganiu.
Wczoraj zrobiłem sobie krótki teścik (na chyba 11,7k)… …trasa, którą poruszyłem pod koniec sierpnia 2008 czasem 1:03:25 teraz nabiegałem z rezultatem 0:55:19, ale na 7km miałem 2-3 sekundy zwątpienia…

Szkielet… doradź mi coś na 18 dni przed 10k 🙂


sfx

2009/05/06 13:51:40

A teraz o obiecanych ortopedach.

Jak pamiętacie (?!), parę tygodni temu uskarżałem się na ciągłe komplikacje kolanowe. W dawniejszej fazie było to kolano lewe. Wizyta u ortopedy, błyskawiczna, i wydawać by się mogło, fachowa dała rezultat w tym, iż zacząłem stosować podpiętek w prawym bucie. Miało to na celu wyrównanie mojej postawy, właściwsze ukształtowanie kręgosłupa no i oczywiście stóp… miało to miejsce jeszcze przed maratonem w Poznaniu.
Skutek swój odniosło – przebiegłem, a dolegliwości powoli ustępowały. Niestety kilka tygodni później zaczęły się problemy z wewnętrzną częścią – tym razem – prawego kolana. Po kontrolnej wizycie, co również wam komunikowałem, zostałem przekonany, że jest to związane z przeciążeniami. W styczniu i lutym przeszedłem szereg (w sumie 6 tygodni) seansów rehabilitacyjnych – ćwiczeń wzmacniających, krioterapii, fonoforezy i laseroterapii.
Wszystko miało duży sens i z pewnością owocuje do dziś, ale kontuzja, mimo chwilowego ustąpienia pojawiła się nieoczekiwanie kilka tygodni przed Krakowem – tym razem owocowała ostrym, chwilowym bólem w zewnętrznej części prawego kolana.

Pamiętacie o podpiętkach ? Kolejna kontrolna wizyta u ortopedy rozwiała moje wątpliwości co do biegania – mogę ruszać dalej, wszystko jest o.k. Moja dociekliwość zaowocowała jednak wizytą „u konkurencji”.
Dotychczas przyzwyczaiłem się do dość krótkich 1-2 minutowych refleksji ortopedy, i kilkunastominutowych rozmów okołotematowych :). Tym razem było trochę inaczej. 15-20 minut badania kolan, mierzenia, sprawdzania, weryfikowania śladu, oględzin obuwia… potem 20-30 minut rozmowy.

Zalecenie ? Bezwzględna rezygnacja z podpiętka. Nie wiadomo dlaczego został mi „przepisany”. Ale z perspektywy czasu, wydaje mi się, że miał on bezpośredni związek z trapiącym mnie bólem lewego kolana – czyli jego odciążenie było istotą tego zabiegu – a ortopeda nie zastanawiał się nad ewentualnymi skutkami jego stosowania. Nie rozwiązało to przyczyny, lecz przeniosło się na prawo – bo tu sobie dociążyliśmy :).

Rezultat ? Dzień po wyjęciu – brak jakichkolwiek dolegliwości !!!

Efekt podczas kolejnych treningów ? Bez zmian – brak jakichkolwiek dolegliwości.
Dziś ? Mam polecone przez nowego ortopedę wkładki cośtam-thotics, coby reklamy nie było 🙂 – zacząłem ich używać już po biegu w Krakowie – na razie jest o.k.

Morału nie podaję, bo różnie z tym wszystkim może być. Ale mam nadzieję, że nie będą mi się przytrafiały podobne historie w przyszłości 🙂


ocobiegatu

2009/05/06 16:32:42

z konstrukcyjnego punktu widzenia ortopeda zastosował jedynie podparcie awaryjne …)),
analiza i naprawa konstrukcji nie nastąpiła..
Oczywiście sie nie znam na ortopedii ale sam to bym sie bał stosowac jakiekolwiek podkładki. No chyba , że ktos ma krótszą nogę ale wtedy i wstając z łóżka i nakładając kapcie musiałby miec podkładke.
W momencie podparcia następuje redystrybucja sił w pozostałych elementach – wszystko w konstrukcji inaczej pracuje. Po wojnie czasem podpierano nierozsądnie elementy budynku i budynek jeszcze bardziej „siadał”…Gdyby nie podparto – to wtedy wszystkie elementy wspolnymi silami by przjmowaly obciazenie – az do wlasciwej naprawy..Wystarczy zwykłą belke żelbetową podpartą wolno na obu końcach podeprzeć w środku – porysuje sie , popęka bo nie jest dostosowana pod kątem zbrojenia do takiego nowego podparcia..
Ech ta biomaszyna..Ta siła się przekazuje nie wiadomo w jakich proporcjach na rózne części ciała…Nie wiadomo czy jak boli – to dlatego ,że to co boli jest przeciążone czy dlatego , że ..pomaga innemu organowi , który dla niepoznaki siedzi cicho gdzieś w odległej części ciała..


kalabris

2009/05/07 08:33:09

Wojtku! ja od dawna myślę o małżeństwie jak o biegu długodystansowym. Mój trwa już prawie 16 lat. Właściwie można uznać własnie małżeństwo jako rodzaj dłuuugiego biegu. Też, jakTy, nie lubię sprintów. Cenię to, co trwa, co się rozwija, zmienia… Jak biegniemy na długim dystansie, to przecież są różne „kawałki” – spadek sił, poczucie mocy, radość, smutek, przygnębienie i euforia. Jak w życiu… My z małżonkiem biegamy często razem – jak czas pozwoli. I razem startujemy. Nasza biegowa radość trwa trochę ponad rok. Melduję, że zblizyłam się do wymarzonego 5:00 na km w starcie na 7,5 KM – 5:08 przy trenowaniu 2-3 razy w tygodniu. 3 maja po starcie na 15 KM endorfiny tak bardzo mi zalały mózg i całe jestestwo, że zachowywałam się jak „po kilku”. Niesamowite uczucie. Nie mogłam iść szybko spać, bo nie zasnęłabym… tak to działą!
Zyczę, aby wszystko Ci się udało!! I szczęścia ciągu dalszego….


wojciech.staszewski

2009/05/08 09:04:37

Dzięki, dzięki. Nie mam teraz jak poodpisywać na wszystko, ale obiecuję to zrobić w tygodniu po ślubie. Biegnę dalej 🙂


frutak

2009/05/09 01:41:48

gratuluje nog, pluc, piora i zaslubin

i cieplo pozdrawiam
Szymon

]]>