Top

Author: Staszewski Wojciech

KS Staszewscy / Articles posted by Staszewski Wojciech (Page 22)

Parkrun na medal

Jak przebiec 5 km i na mecie cierpieć ze szczęścia? W sobotę mogłem to oglądać z bliska na parkrunie Ursynów. Konkretnie z rowerowego siodełka. Podopieczny Adam 20 minut na piątkę złamał tylko raz, ale po pierwsze o trzy sekundy, a po drugie było z górki. Potem przez dwa sezony ciągle był blisko, ale bardziej pracowaliśmy nad wytrzymałością, były życiówki w maratonach, ale piątka stała w miejscu. Albo odwrotnie: nie dała się dogonić. Adam próbował tydzień temu, tak jak było w planie, ale paru sekund zabrakło. Do powtórki (zrobiliśmy korektę w planie przed startem Adama w Ostatnim Maratonie w Europie, bo psycha i "jesteś zwycięzcą" też się liczy na biegu) Adam przygotował się metodycznie. Jakby był dyrektorem w wielkiej firmie, którym zresztą jest. Więc na start idzie na...

więcej...

Trasa w Lesie Kabackim – 5 km

5 km od budżetu partycypacyjnego. Nowa trasa biegowa w Lesie Kabackim działa od października. Przejechałem ją w całości, żeby ją w całości pokazać (film niżej). W trzy minuty, nie bójcie się :-) Start i meta trasy 5 km jest tam, gdzie w epoce "starego biegania" rozgrywane było Grand Prix Warszawy - 150 metrów za szlabanem "róg Moczydłowskiej i Leśnej". Tak naprawdę nie ma tam żadnego rogu, tylko prawdziwy Las Kabacki, ale na mapach, na GPS-ach to miejsce tak się nazywa. Czy to nie po tej trasie rozgrywaliśmy wtedy wymyślony przez Mel i organizowany przez nią oraz Laski Kabackie bieg "Guzik z Pętelką"? Teraz jest wypas: oznaczenia co 500 m, a na pierwszym kilometrze nawet co 100 m. Można precyzyjnie ustalić sobie tempo i lecieć nim w las. Oprócz...

więcej...

Roztrenowanie, praca i krew

Roztrenowanie zaczyna się od oddania krwi. Poszedłem do punktu krwiodawstwa prosto z fizykoterapii, żeby mnie nie podkusiło wystartować w Biegu Niepodległości. Jeśli mam wstać z kolan i wrócić do biegania na swoim poziomie, to muszę teraz zadbać o łąkotkę. Albo łękotkę, to oboczność. Sezon się skończył. I nie wiem, czy coś jeszcze się nie kończy (młodsi: to tzw. suspens, dalej będzie wyjaśnione o co chodzi). W krwiodawstwie dosłużyłem się właśnie srebrnej odznaki – przekroczyłem właśnie 15 litrów oddanej krwi. Jeszcze trzy lata i będzie złoto. Bo oddaję krew dwa razy w roku, na koniec sezonu wiosennego i jesiennego. Hemoglobina (miałem piękne 15,0) leci wtedy na łeb na szyję, na jej odbudowanie potrzeba przynajmniej dwóch miesięcy. A przy niskiej hemoglobinie szwankuje transport tlenu do komórek i silnik się...

więcej...

Share

Półmaraton w Mławie i po sprawie

Półmaraton w Mławie. Kronika zapowiedzianego smutku. I najlepsza weekendowa wyprawa od dawna. Reset. Bo pora na reset. Ta historia kończy się tak: Ze spuszczoną głową, powoli Wojtek Staszewski przekracza ostatnią w tym sezonie linię mety. Na pierwszym planie widzimy podtrzymywany przez opaskę staw kolanowy. Łękotki gotów byłem wtedy szukać gdzieś w kieszeni albo zaplątanej w sznurówki. Kiedy Moja Sportowa Żona dała mi spodnie od dresu, żebym je założył, to żeby stanąć na lewej nodze musiałem się przytrzymać Lubomira z wielką brodą, który postanowił zostać naszym Podopiecznym. Półmaraton zasmucony. Półmaraton w małym mieście. Półmaraton taki jak miał być. Półmaraton spokoju, bo nie było się na co napinać. Półmaraton w idealnych warunkach, tylko nie wiadomo po co te warunki. Półmaraton bez szans. Półmaraton półsraraton. Spróbowałem napisać pod SEO. Jak nie wyszło,...

więcej...

Share

Kości to horror

No i jestem w wielkiej, ciemnej. Głębokiej. W wielkim, niezbudowanym mięśniu pośladkowym. To co boli w Izraelu, w ojczyźnie boli może mniej, ale przecież się nie rozpływa. Nawala mnie to kolano raz bardziej, raz mniej. Na prochach prawie wcale, ale po interwałach jednak trochę. Kiedyś było z takimi kontuzjami czarno-biało: boli, to nie biegaj. Teraz fizjoterapeuci XXI wieku mówią, że ruch leczy, a bezruch utrwala kontuzję. Trzymam się tej ideologii, pozwalam sobie na bieganie, chociaż jest go mniej. W zeszłym tygodniu były interwały, taki wymyślony przeze mnie kiedyś w czasie zabawy liczbami trening do zrobienia raz-dwa-trzy. Czyli: trzy razy narastająca seria 1, 2, 3 minuty w tempie interwałowym z przerwami po 1 min., a na koniec serii 2 minuty. Taka łatwiejsza wersja klasycznych trzyminutówek, w których...

więcej...

Share

Israhell

W lobby hotelowym kończę wywiad, Eyal, szef wszystkich szefów już jest po porannej przejażdżce na rowerze, a ja patrzę smutnym, psim wzrokiem na plażę za oknem i żal mi kolano ściska. Ściska i rozpiera, fizjoterapeuta-osteopata już w Polsce powie, że to chyba łękotka. Agnieszka z pi-aru, która ratowała mnie ze wzburzonych odmętów angielskiego, z którymi sobie wyjątkowo słabo radziłem opowiada, co powinno być na blogu, żeby się klikał i monetyzował. Serial z własnego życia z emisjami co kilka godzin. Powinniśmy sobie razem strzelić selfika i podpisać "po wywiadzie w Tel Awiwie". Mini-Max XXI wieku (młodsi: guglajcie Piotra Kaczkowskiego): minimum słów, maksimum radości. No i nie wytrzymuję po wywiadzie. Zakładam na kolano opaskę, wybiegam w butach, ale szybko docieram do plaży, boso biega się świetnie. Znów z sympatią...

więcej...

Share

Biegnę Mławę

Pomalowałbym sobie na policzkach wojenne barwy, jak widziałem na Facebooku ostatnio i w takim nastroju trenowałbym do półmaratonu na koniec sezonu. Sezon frustracji. Trochę, jak z KOD-em. Dużo pracy organicznej i nic z tego nie wynika. Wszystko mi się dzisiaj z polityką kojarzy. Energia #czarnegoprotestu jest niesamowita. Trudno ją zmieścić w jednym akapicie. Właśnie jeden napisałem, ale energia go rozsadziła, więc kasuję i wracam do biegania. Bodajże pięć lat temu postawiłem sobie zadanie: maratony jak bądź, ale robimy życiówkę na piątkę i na dychę. Cały sezon trenowałem pod tym kątem i chociaż moralnie życiówki mi się należały, to były ciągle daleko. Aż do ostatniej piątki i ostatniej dychy w roku. Na początku listopada przebiegłem piątkę w 17:52, a dziesiątkę w 36:30. I nigdy już szybciej nie będzie...

więcej...

Share

Epicki prysznic

To paradoks. Na czterdziestym kilometrze Dziki traci poczucie realizmu, krzyczy że mogę pobiec 2 kilometry po 3:45.  Ja o dziwo jestem realistą, wiem, że to niemożliwe, bo kiedy zrywam się do boju jak wszystkie hufce Macierewicza, to udaje się ledwo osiągać 4:18-4:20. Ale ulegam epickiemu nastrojowi, łapię całą butelkę z wodą od dziewczyn na punkcie, nie piję ani łyka, tylko całość wylewam sobie na głowę. Leci dobre pięć sekund, robię sobie szok jak splash. Mógłbym zacząć tę historię od zdania "Maraton skończył się dla mnie we wtorek". To byłaby prawda, ale niepełna. Bo we wtorek zaczęła się jakaś historia, która się nie kończy. Rano czułem się podziębiony, nafaszerowałem się, podjąłem decyzję o rezygnacji z wieczornych interwałów z Podopiecznymi (że jadę na Trening Wspólny tylko jako trener...

więcej...

Share

Olga, Garmin i ja

Opowiem Wam o Oldze. Tej z dopingowymi zarzutami po tegorocznym półmaratonie w Poznaniu. Wykonałem z ciekawości robotę dziennikarską. Ale na blogu nie muszę zaczynać od niusa, mogę od początku. To była konferencja prasowa któregoś Maratonu Warszawskiego. To znaczy Tego maratonu, jesiennego, odwiecznego, niezależnego od koniunktur w polityce i ceny ropy na giełdach - tylko nie pamiętam w którym roku. Na telebimie pojawiła się Olga wówczas Kalendarova, a może już Kalendarova-Ochal, Ukrainka z krwi i kości, Polka z miłości, nowego domu i języka. Nowa nadzieja, jak powiedzieliby fani gwiezdnych wojen. To jakaś bardzo ładna historia w ogóle. Olga, Wanda, co chciała Niemca. A ściślej Polaka z Brombergu zwanego też Bydgoszczą, Pawła Ochala. Paweł też był kiedyś nową nadzieją. Pisałem o nim i o Henryku Szoście tekst do Biegania...

więcej...

Share

Dźwięk, którego nie zagrałem

Pan Juliusz miał sporą otyłość brzuszną i świetnie grał na pianinie. Występował podobno kiedyś z zespołem Dżamble albo inną big-beatową kapelą, ale tego nie byliśmy pewni. Znaliśmy go jako kierownika muzycznego ze szkoły podstawowej na Astronautów, gdzie mieliśmy próby naszej kapeli, Blues 66. Czasem na próbie pan Julek siadał do pianina i wymiatał. Starałem się podpatrzeć bluesowe grepsy, kiedy wstawić es zamiast e, ges zamiast g albo b zamiast h. Ale najważniejsze, co zapamiętałem, to była sentencja: dobry pianista, to nie ten, który wie, gdzie zagrać dźwięk, ale ten, który wie, gdzie nie zagrać. Myślałem o tym przed niedzielnym półmaratonem na Festiwalu Biegowym w Krynicy. Wiem, że mógłbym go pobiec mocno, powalczyć. Niby podbieg - 130 metrów w drugiej części trasy - utrudnia harce, niby upał...

więcej...

Share
staszewskibiega_ksstaszewscy
163
 Zdjęcia
444
 ludzie
559
 Następujący
Tak było w marcu’18 na mini-obozie biegowym. Uwielbiam to zdjęcie, my styrani podbiegami w brei, krajobraz polodowcowy. Tak będzie pewnie na mini-obozie w marcu’19. 🏃🏼‍♀️Zapisy otwarte: https://ksstaszewscy.pl/mini-oboz-2018/ 🏃🏼‍♀️A tu krótka literatura na blogu: https://ksstaszewscy.pl/mini-oboz-bedzie-w-marcu/ 🏃🏼‍♀️A kto powiedział, ze przy minus 5 nie jeździ się na rowerze? Na pewno Mały Yoda o tym nie słyszał. #mroz #rower #hardcoreowychlopczykMój syn ma na imię Yoda. Drugie imię. Jak to się stało, co na to Rada Języka Polskiego, a co USC - na blogu: https://ksstaszewscy.pl/maly-yoda-z-warszawy/ #staszewskibiega #ksstaszewscy #malyyoda #wyroznijsieDzisiejszy #parkrunursynów w obiektywie wolontariusza 😎 Na ostatnim zdjęciu asystent 😘 wsiada na rower 👍I ❤️ Veturilo. Roztrenowanie w drodze do pracy: #rowermiejski #warszawa #skarpawarszawska #przyrodawmiescie #ksstaszewscyWiesz, ze #roztrenowanie po sezonie to nie jest stracony czas? To szansa na nowe przyjemności. Radość z wykonania serii pompek na specjalnych uchwytach od @kinga_z_ks_staszewscy 😃 #bezcenne #bieganie #niebieganie #pompkiŁadniejsza twarz roztrenowania #niebiegamy #rower #randkazzonaWtorkowy #treningwspolny z #ksstaszewscy - na początek roztrenowania #tabata dla biegaczy. Tak skacze tylko #grupamlodziezy 🏃🏼‍♀️🏃🏻😃👍W drodze do pracy #roztrenowanie #rower #przyrodawmiescie