Top

Author: Staszewski Wojciech

KS Staszewscy / Articles posted by Staszewski Wojciech (Page 24)

Rabka dla rodzin

Rachunek za Radom jest wysoki. Tydzień bez biegania, to tylko napiwek, który musiałem zapłacić. Wpisowe: 50 pln. Dojazd: 15 litrów plus amortyzacja samochodu. Banan, cola, żele - ok. 20 zł. Cały tydzień samopoczucia pod psem (brak energii, podsypianie, smarkanie itp.) - niemożliwy do wyceny. Lekarstwa, które lekarz przepisał w piątek - 85 pln. Lekarstwa, które drugi lekarz przepisał w poniedziałek - 125 pln. Nareszcie skuteczne. Poczucie (wiem, że nieuzasadnione, ale chyba możecie mnie zrozumieć), że to jest tak jak z Jankiem, którego na początku lata 2013 zaczęła boleć głowa i we wrześniu okazało się że glejak - nie mieszczą się w żadnym excelu. Koszty uboczne, pisanie tego odcinka na raty z przerwą na półtoragodzinną drzemkę rekonwalescencyjną - też nie wiadomo, jak to skalkulować. Zapalenie zatok, to dziwna...

więcej...

Share

Zimny prysznic

Zadzwonił do mnie jak druga żona, że się martwi, czy na pewno powinienem jutro pobiec. Moja Sportowa Żona siedziała obok, wracaliśmy właśnie ze spotkania reporterów u Małgorzaty Szejnert pod Kazimierzem, i potakiwała, żebym nie jechał do Radomia. Wzięty w dwa ognie nie poddawałem się. I wtedy Dziki zapytał: po co biegnę? Odpowiadałem sobie na to pytanie już na trasie. Bo wcześniej wiedziałem: napisałem na blogu, że biegnę, rozpisałem konkurs, umówiłem się z Podopieczną Alicją, że ją zabieram z parkingu pod Go Sportem i jedziemy razem. Czyli, że ważne jest dla mnie, żeby dotrzymywać postanowień i nie cofać się z byle powodu. Tyle że fakt, że powód był. Do połowy tygodnia byłem w idealnej formie. Wtorek – interwały z podopiecznymi KS Staszewscy w rewelacyjnych tempach i to po...

więcej...

Share

Obóz w Rabce – final call

Na obozie w Rabce też gramy w piłkę. Ale nie po to, żeby sobie pograć, tylko żeby zrobić trening krosowy z niespotykaną motywacją. Gramy na naprawdę stromym zboczu i jedna bramka jest na górze, a druga na dole, po przerwie zmiana stron. Piłka jest teraz dookoła. Stukam w klawiaturę, a w tle szemrze mi strumyk meczu Irlandia-Szwecja. Niestety wzrok mi poleciał i do pisania muszę zdejmować okulary, a kiedy komentator się podnieca, to szybko je zakładam, żeby zobaczyć bramkę. Do przerwy 0:0. Wczoraj niespotykana emocja - wygraliśmy mecz na turnieju. Wprawdzie prawdopodobnie z najsłabszą drużyną mistrzostw, ale piłka jest okrągła i nie wiadomo, co za historia tu się zaczyna. Oglądaliśmy mecz rodzinnie - z Moją Sportową Żoną, córką gimnazjalistką i Małym Yodą. MSŻ uwijała się, jak żona z...

więcej...

Share

Greckie truskawki

W połowie dystansu biegnę na czele grupki, która walczy o srebrny medal. I zaczynam niepotrzebnie kalkulować: jeśli nikt nas nie dogoni, to mam miejsce w szóstce, to spełnione marzenie. A jeśli nikt z tej grupki mnie nie przegoni, to mam spełnione sny, bo marzyć bym o tym nie śmiał. Gdyby była inna, to wstałaby w niedzielę leniwie, bo w niedzielę się człowiek nigdzie nie spieszy, zwłaszcza w Grecji, zwłaszcza na wakacjach, zwłaszcza zwłaszcza. Zeszłaby w szlafroku na śniadanie, bo gdyby była inna, to chodziłaby rano w szlafroku białym, kąpielowym. Po drodze hotelowym ręcznikiem zajęłaby najlepszy leżak, taki, który złapie dokładnie tyle słońca i tyle cienia, ile trzeba. Zjadłaby pół avocado, serek kozi skropiony oliwą balsamiczną i delektowałaby się smakiem kawy pod greckim niebem. Ale taka Moja Sportowa...

więcej...

Share

Witajcie w nowych stronach

Zachwytu doznałem w drodze na wtorkowy trening. Mieliśmy interwały na Agrykoli z Podopiecznymi, a ponieważ człowiek przed Półmaratonem w Radomiu musi też nawrzucać sobie trochę wytrzymałości, to dobiegłem na Agrykolę z Kabat, godzinę. I tę godzinę, w najprawdziwszym pierwszym zakresie - tętno 145 - zrobiłem w średnim tempie 4:56. Jak się kliknie tutaj, to wszystko można zobaczyć. Ileż czasu zmarnowałem na truchtanie. Nigdy więcej treningów po 5:40. A przynajmniej póki będę łamał trójkę, nie 3:30 w maratonie. A przynajmniej, jeśli ten trening nie jest rodzinną wycieczką biegową z Moją Sportową Żoną do Konstancina. Ale wtedy mocniejsza końcówka na dokrętkę. Przed tym biegiem wyglądaliśmy tak: Pamiętam, jak zaczynałem prawdziwe bieganie po prawdziwej Warszawie. Jak przestała mi wystarczać dzielnica Wola, w którą rzuciły mnie wtedy rozstania i powroty - i...

więcej...

Share

Na początku był Rzeźnik…

Już na początku pierwszej kadencji rządów PiS rozpoczął się atak na biegaczy. W maju 2016 roku odbyła się tzw. Pierwsza Batalia o Rzeźnika. Władze Bieszczadzkiego Parku Narodowego nie zgodziły się na organizację kolejnej edycji kultowego biegu ze względu na natłok biegaczy na trasie oraz erozję gleby. Nikt w środowisku biegowym nie dysponował danymi o ruchu turystycznym ogółem ani tym bardziej o wpływie zwiększonego ruchu na glebę, dlatego środowisko spolaryzowało się - część zarzuciła nowej władzy sprzysiężenie przeciw biegaczom, część zarzuciła biegaczom brak patriotyzmu. Sytuację komplikował fakt, iż organizatorzy Biegu Rzeźnika rzeczywiście "podłożyli się" opinii publicznej. Komercyjny rozmiar biegu, a zwłaszcza ukrywanie problemów z trasą (mimo pobrania opłat) spowodowało, że dyskusje w środowisku biegowym koncentrowały się wokół tego, kto winien - organizatorzy czy władze parku. Zwyciężyło w...

więcej...

Share

WWW 20.16

Wiosenna Wyprawa Wujów - WWW - zmasakrowała mnie energetycznie jak maraton. Jechaliśmy już czwarty rok z rzędu w gronie tzw. wujów, który to termin powstał na pępkowym Małego Yody. Każdy wuj wie, że jest wujem i już. Dziewiąta rano, niedziela, zbiórka przy Dworcu Gdańskim. Ruszamy, najpierw przez most, przez industrial kolejowy, Dziki, który jest odpowiedzialny za ten odcinek oprowadza po resztkach konstrukcji starych mostów w Instytucie Dróg i Mostów. Dla mnie to lekki surrealizm, a na blogu biegowym ten akapit broni się o tyle, że tam pracuje Rob, który jest świetnym facetem i złamał właśnie 3:24 w maratonie. Brawo. Mam nadzieję, że nie złamałem tajemnicy państwowej. Potem wzdłuż Kanału Żerańskiego. Tam wujowi Grzegorzowi pęka siodełko, nie żeby był ciężki, tylko taki przypadek. Naprawianie, kupa śmiechu. Wuj Daniel...

więcej...

Share

Więź

Na starcie staje Paweł. Paweł, człowiek-historia, inna historia. Trzy razy zacząłem pisać, jaka, ale wykasowałem. Człowiek-tajemnica. Fot. Wojtek Już rok temu biegał w reprezentacji Kancelarii na Ekidenie, finiszował na piątkę. Teraz otwierał siódemką. 29 minut i po ptakach, dobra robota. Potem biorę pałeczkę od Pawła i ruszam. Zdjęcia zrobiła podopieczna Alicja (mniejszość fińska pod blogiem). Fot. Alicja No i co, staruszku? Rozjechał cię trochę ten maraton. Tydzień regeneracji już nie wystarcza. Szybkość umarła, wyparowała. Grzałeś na półmaratonie z tętnem blisko 180, a tu zaczynasz po 171 i nie idzie się bardziej rozpędzić. Słońca coraz więcej, glikogenu coraz mniej. Kończy się w 38:58, słabo, chociaż ciągle daje to szanse na złamanie trójki. Bo jesteśmy drużyną. Oddaję pałeczkę Adamowi. Fot. Alicja Na miejscu jest już cała ekipa. Siadamy na ławce przy trasie i żyjemy biegiem....

więcej...

Share

Nie od razu Radom zbudowano

Polska Radomiem Europy. Dowcipne? Sorry, jeśli ktoś z Radomia, ale dla mnie tak. Jest taki fanpage na FB. A Radom puentujący niezłą "Siódemkę" świetnego Ziemowita Szczerka jest w tym kontekście zabawny. A: nie od razu Radom zbudowano. Też śmieszne? Nie wiem, to moje. W mojej świadomości Radom budował się skokowo. Najpierw pojechała tam ze mną mama, miała w Radomiu jakąś daleką rodzinę, chyba chciała mnie pokazać im pokazać w 1977. Rok później mama umarła, a ja dalekiej rodziny już nigdy nie zobaczyłem. Z tamtego wyjazdu pamiętam nędzę i grozę po Radomiu 1976 (młodsi: google). Potem słuchaliśmy o tym na kasetach Jana Krzysztofa Kelusa. Teraz Kelusem podnieca się prawica, która KOR (młodsi, wiecie co) uważa za piątą kolumnę, a KOD za szóstą. Pokręcone. Ja wciąż czerwony Radom pamiętam siny,...

więcej...

Share

Srebrny medal

Stajemy na starcie, zimno, cudownie i jedziemy. W głowie mam liczby, które mają określić moją wartość. Tak jak euro wart jest ileś złotych, tak Staszewski wart jest ileś minut, ileś minut poniżej trzech godzin, a ile, to się okaże właśnie za niecałe trzy godziny. Ruszamy o 8.45. Pod wiatr, ale się tego nie czuje. 4:06, 4:03, 4:01 i podbieg, tu 15 sekund planowo tracę. Na górze Dziki na rowerze, dołącza, zrobi mi ajfonem fotoreportaż z biegu, z chwil chwały i z momentów zdychania. To koło Kancelarii Premiera. Beata podpisz. 4:03, 4:00, 4:07, 4:02, 4:00. Tempo-cieszynka. Dziki co jakiś czas mnie stopuje ostrzegawczym "3:59", robię rzut oka na stoper i odpowiadam "tętno 168". Czyli, że mogę, parametry pozwalają tak biec. I wiatr pomaga. Potem odbierze. Bo ja już wiem, że...

więcej...

Share
staszewskibiega_ksstaszewscy
163
 Zdjęcia
444
 ludzie
559
 Następujący
Tak było w marcu’18 na mini-obozie biegowym. Uwielbiam to zdjęcie, my styrani podbiegami w brei, krajobraz polodowcowy. Tak będzie pewnie na mini-obozie w marcu’19. 🏃🏼‍♀️Zapisy otwarte: https://ksstaszewscy.pl/mini-oboz-2018/ 🏃🏼‍♀️A tu krótka literatura na blogu: https://ksstaszewscy.pl/mini-oboz-bedzie-w-marcu/ 🏃🏼‍♀️A kto powiedział, ze przy minus 5 nie jeździ się na rowerze? Na pewno Mały Yoda o tym nie słyszał. #mroz #rower #hardcoreowychlopczykMój syn ma na imię Yoda. Drugie imię. Jak to się stało, co na to Rada Języka Polskiego, a co USC - na blogu: https://ksstaszewscy.pl/maly-yoda-z-warszawy/ #staszewskibiega #ksstaszewscy #malyyoda #wyroznijsieDzisiejszy #parkrunursynów w obiektywie wolontariusza 😎 Na ostatnim zdjęciu asystent 😘 wsiada na rower 👍I ❤️ Veturilo. Roztrenowanie w drodze do pracy: #rowermiejski #warszawa #skarpawarszawska #przyrodawmiescie #ksstaszewscyWiesz, ze #roztrenowanie po sezonie to nie jest stracony czas? To szansa na nowe przyjemności. Radość z wykonania serii pompek na specjalnych uchwytach od @kinga_z_ks_staszewscy 😃 #bezcenne #bieganie #niebieganie #pompkiŁadniejsza twarz roztrenowania #niebiegamy #rower #randkazzonaWtorkowy #treningwspolny z #ksstaszewscy - na początek roztrenowania #tabata dla biegaczy. Tak skacze tylko #grupamlodziezy 🏃🏼‍♀️🏃🏻😃👍W drodze do pracy #roztrenowanie #rower #przyrodawmiescie