Top

Debiut w półmaratonie 

KS Staszewscy / Blog  / Debiut w półmaratonie 

Debiut w półmaratonie 

Jak się debiutuje w półmaratonie? Tak się debiutuje w półmaratonie.

Komentarz, który wpisał AdamW pod poprzednim wpisem – ten Adam W., który tylko o 2 sekundy pomylił się w typowaniu wyniku MSŻ – to kropka nad finiszem. A co było wcześniej?

Rano za oknem nie wieje. Przynajmniej nie wieje 35 km/h, co jest we wszystkich prognozach na wszystkich urządzeniach. Miałeś kiedyś taki wiatr na biegu? Moja Sportowa Żona od wczoraj nie przejmuje się już ani wytrenowaniem, ani nawodnieniem, słońcem, temperaturą, niczym – poza wiatrem. Miałem, to był maraton w Chełmna do Torunia, dokładnie północ-południe i dokładnie pod masakryczny wiatr południowy, który wywalał parasole w ogródkach pod sklepami. Pocieszam MSŻ, że tutaj trasa jest po pętli, więc jej się ten wiatr „trochę” zbilansuje. Ale wiem, jakie malutkie jest to trochę, a ona wyczuwa, jakie to małe pocieszenie.

Stoją już na starcie na Błoniach, my z Sabiną (jednak nie pobiegła tym razem), Małym Yodą i dziadkami z Rabki (dojechali!) obok, już straciliśmy Kingę z oczu. I wtedy, jak w filmie nakręconym przez tępego reżysera lubiącego tanie chwyty, przychodzi pierwszy masakryczny podmuch wiatru. Takiego, który nad morzem przewraca kutry do połowu dorsza, a w górach odrywa ludzi od skały.

Czekamy na Kingę na drugim kilometrze. Robię jej z ławki zdjęcie, które trafiło na otwarcie wpisu. Wiatr, wiatr, krzyczy, przekrzykuje wiatr. Wieje, jak w Kieleckiem.

Jeszcze liczę, że nie będzie tak wykańczający, ale wiem, że liczę złudzenia przemnożone przez nadzieję. Ale jak mnożysz przez siebie ułamki liczba robi się coraz mniejsza, zamiast coraz większa.

Idziemy szybkim krokiem na rynek, Kinga biegnie, sądząc z dystansu między balonami na 1:39 a nią, idzie na złamanie 1:45, ale niewiele. Natomiast 1:43, na które była gotowa (prognozowałem jej bezpieczne 1:43:28, ale wiem, że przy dobrym układzie nawet 1:42:28 byłoby możliwe) – to 1:43 przemija z wiatrem.

Dobiegam do niej, bo miała mi na rynku oddać słuchawki, które wzięła sobie w funkcji nauszników, a przy okazji puściła przez nie Michaela Jacksona, ale po cichu. Nie chce ich oddać, bo nie chce sobie na złość odmrozić uszu. Taki wiatr. I znowu przekrzykuje, ale głośniej już z rozpaczą dręczonego człowieka, że wiatr, wiatr, straszny wiatr.

Wiecie, prawo nie działa wstecz. A wiatr działa. Szykujesz się do biegu miesiącami, wychodzisz na treningi jak piździ, jak nie piździ, jak mrozi, jak leje, jak ci się chce, jak ci się nie chce. Bo masz przed oczami cel, dobry bieg. Na bardzo dobrze, na piątkę to jest złamanie 1:45, magicznej bariery (dziwne, że nie było balonów na ten czas). Ale jesteś prymuską, zrealizowałaś wszystko, tempo progowe na treningach trzymałaś z dokładnością do dwóch-trzech sekund, umiesz się przygotować sama, a co dopiero z mężem – i możesz mieć szóstkę, maksymalny wynik do osiągnięcia, to 1:43 właśnie.

To jest osiągalne dopóki nie zacznie działać wiatr. Zatrzymywać cię nad Wisłą, przy rzece zawsze wieje bardziej. I wymazywać twoje oceny z treningów. Unieważnia jednym, drugim, trzecim podmuchem twoje przygotowania. Ile Ci odbierze.

Za rynkiem łapiemy Kingę jeszcze raz, na Plantach. Teraz jest z wiatrem, jakby lżej. Chce jej się pić, Szewczyk Dratewka się uruchomił, czy co? Nie mamy picia, nad Wisłą będzie wodopój. Wszystko w twoich nogach.

Denerwuję się tym biegiem. Pamiętam jeszcze sprzed kontuzji swój smutek z niezłamanej o półtorej minuty trójki w maratonie. Wiem jak smutno byłoby nie złamać 1:45. Ale niewiele mogę zrobić.

Wracamy na Błonia, rozdzielamy się, Mały Yoda z dziadkami, Sabina rusza na metę w kurtką Kingi i stosikiem ulotek zapraszających na 7. edycję obozu biegowego w Rabce Zdrój. A ja idę pod prąd. Ze stolika nakrytego obrusem, jak w stoliczku nakryj się, biorę dla Mojej Sportowej Żony kubek wody.

IMG_3729

Po stoliku hula wiatr. Jeden kubek i jedno ciasteczko odfruwa na moich oczach, a obrus bawi się w żagiel.

I leci, w końcu leci moja sportowa. Stoję równo przy łopocącej jak popieprzona fladze 2 km i liczę na jej widok. Źle. Musiałaby utrzymać tempo 4:45 przez dwa kilometry. A widzę, że nie tym razem, bo nawet z wiatrem jest ciężko, widać, że wymęczona walką. A za kilometr będzie zawrotka i wtedy na pożegnanie z Półmaratonem Marzanny ostatnia porcja wiatru w twarz.

Daję jej kubek wody. Nie krzyczy, że wiatr, wiatr, o oczywistościach nie będziemy rozmawiać. Krzyczy, że mnie zabije.

Podbiegam, przekazuję jej liczby. Oczywiście się w nich pogubiła, nie wie, na ile biegnie. Mobilizuje się, ja lecę skrótem przez łąkę i łapię Kingę znów pół kilometra przed metą. I tu się orientuję, że ja się też w liczbach pogubiłem. Zapomniałem, że ma zapas brutto nad netto, bo ja włączyłem stoper razem ze strzałem startera.

Wyciągam ze skrytki wszystko, co wiem o kobietach. Jak wysłuchać, jak potwierdzić, jak zmotywować. To trudne na ostatniej prostej, zwłaszcza, kiedy kobieta nie słyszy, kiedy ma na twarzy pianę albo sól, kiedy jest taka wymęczona, że chciałoby się ją wziąć na ręce i przenieść przed linię mety.

  • Zemdleję – mówi Kinga półprzytomnie 150 metrów przed metą.
  • Dobrze, ale za linią mety – odpowiadam, bo nic mądrzejszego nie przychodzi mi do głowy.

Nie mdleje. Dobiega, dociera ciężko, bez radości, bez lekkości. Ale z tą hardością Janosika, co przyjechał do Krakowa jak po swoje. I swoje wziął. Złamane 1:45. Tak się debiutuje w półmaratonie, dziewczyny.

MSŻ zapewnia, że to jej ostatni maraton. Debiut i wystarczy. Cieszy się, że złamała, bo gdyby nie dała rady, musiałaby jeszcze to kiedyś zrobić, a tak to nic nie musi.

Na zdjęciu czas z zegarka, oficjalny o sekundę gorszy. Idziemy na makaron party w trzy rodziny. Potem na pociąg. Zanim wsiądziemy wiatr ustanie praktycznie zupełnie, 5 km/h. Następny półmaraton – mówi Kinga – biegnę, jak nie będzie wiatru.

 

 

Share
Wojciech Staszewski

Komentarze:

  • MSŻ
    20 marca 2017 at 19:45

    Wspaniale, że jesteście! Przemiło było mi czytać (e-maile, esemesy, komentarze te przed i po), że tyle osób gdzieś tam ma w głowie i w myślach mój start :). Bez Was nie byłoby 1:44:38. A Mąż Trener dostał już całusy i przeprosiny za wulgaryzmy na trasie ;). Niestety huragan Tracy co najmniej na rok odebrał mi chęci na kolejny debiut ;). Kto biegł ten wie, że trzeba było ciałem napierać i przebijać się interwałowo przez kilometry wiatru, a nie jakieś tam podmuchy. Dzięki jeszcze raz!
    Adamie W, pisz na maila, bo nagroda czeka.
    Dziki, dzięki i powodzenia dla Twojej Zawodniczki :)!

  • Norbert
    20 marca 2017 at 20:04

    Jeszcze raz brawo brawo brawo. Cieszę się, że sąsiadka z Kabat taki czas w debiucie wykręca. Chciałbym mieć podobny w nie debiucie za tydzień na połówce warszawskiej. Podobno ma nie wiać :-))))

  • Marzena
    20 marca 2017 at 20:44

    Gratulacje Kinga! Niesamowity wynik! I Wojtek tak pięknie o Tobie pisał i pisze.
    Taki wiatr nie zdarza się często. 🙂 Masz co wspominać. Następnym razem będzie lepiej.
    Może Tarczyn? Tam zazwyczaj świeci słoneczko. 🙂

  • Kwasnaali
    20 marca 2017 at 21:19

    Kinga gratulacje!!! 🙂 to teraz maraton 🙂

  • Dj rav
    20 marca 2017 at 22:17

    Super Kinga wyszło, masz z głowy juz to. Gratki!!

  • MartaWith2Eyes
    21 marca 2017 at 08:50

    Kinga-mistrzosko!!!gratulacje!!! Wojtek-mistrzosko napisane,zawialo mnie normalnie po przeczytaniu!

  • rob
    21 marca 2017 at 10:42

    Kinga, zapisz się na BMW Półmaraton Praski. Zapewniam Cię, że zanim dobiegniesz do 10 kilometra już zatęsknisz za tym krakowskim wiatrem 🙂
    brawo!!

  • Beata Wdowczyk
    21 marca 2017 at 21:05

    Fantastycznie Kinga!!! Brawo, rewelacja!!! ❤️️

  • Staszewski
    21 marca 2017 at 21:56

    Kochani dziękuję Wam bardzo za ciepłe słowa dla Kingi. Beata, jeszcze Cię tu chyba nie było.
    Marta2eyes – pamiętam, że zaczęłaś biegać – i jak?
    Adam W – pisz na mail (adres na ksStaszewscy.pl)

  • MartaWith2Eyes
    21 marca 2017 at 23:05

    Wojtek,zaczelam,nic sie nie odzywam bo mam po bieganiu obolale plecy a to przez to ze olalismy brzuszki ostatnio. Brzuch musi byc silny przY bieganiu,to wiem nawet ja.Takze wracamy z Mikiem do regularnych 10 minutowek. A moj pierwszy trening nie tak zle,15min biegu w tempie waszego marszu czyli 8semka na bizezni,2min marszu,10 biegu,2 marszu,5 biegu. Odezwe sie jak sie lekko rozbiegam. Paaaaaaaa

Dodaj komentarz

staszewskibiega_ksstaszewscy
163
 Zdjęcia
444
 ludzie
559
 Następujący
Tak było w marcu’18 na mini-obozie biegowym. Uwielbiam to zdjęcie, my styrani podbiegami w brei, krajobraz polodowcowy. Tak będzie pewnie na mini-obozie w marcu’19. 🏃🏼‍♀️Zapisy otwarte: https://ksstaszewscy.pl/mini-oboz-2018/ 🏃🏼‍♀️A tu krótka literatura na blogu: https://ksstaszewscy.pl/mini-oboz-bedzie-w-marcu/ 🏃🏼‍♀️A kto powiedział, ze przy minus 5 nie jeździ się na rowerze? Na pewno Mały Yoda o tym nie słyszał. #mroz #rower #hardcoreowychlopczykMój syn ma na imię Yoda. Drugie imię. Jak to się stało, co na to Rada Języka Polskiego, a co USC - na blogu: https://ksstaszewscy.pl/maly-yoda-z-warszawy/ #staszewskibiega #ksstaszewscy #malyyoda #wyroznijsieDzisiejszy #parkrunursynów w obiektywie wolontariusza 😎 Na ostatnim zdjęciu asystent 😘 wsiada na rower 👍I ❤️ Veturilo. Roztrenowanie w drodze do pracy: #rowermiejski #warszawa #skarpawarszawska #przyrodawmiescie #ksstaszewscyWiesz, ze #roztrenowanie po sezonie to nie jest stracony czas? To szansa na nowe przyjemności. Radość z wykonania serii pompek na specjalnych uchwytach od @kinga_z_ks_staszewscy 😃 #bezcenne #bieganie #niebieganie #pompkiŁadniejsza twarz roztrenowania #niebiegamy #rower #randkazzonaWtorkowy #treningwspolny z #ksstaszewscy - na początek roztrenowania #tabata dla biegaczy. Tak skacze tylko #grupamlodziezy 🏃🏼‍♀️🏃🏻😃👍W drodze do pracy #roztrenowanie #rower #przyrodawmiescie