5:15 i inne liczby

Było zamówienie czytelnicze na liczby. I akurat ściągnąłem sobie dziś w czasie kolegium 56 minut próbnego rozdziału „Genialnych” – o lwowskiej szkole matematycznej. Słuchałem podczas 30-minutowego treningu w drodze powrotnej z redakcji do knajpki, w której dają najlepsze lancze na Ursynowie, by spożyć z Moją Sportową Żoną. Na razie się nie broni – przegadana i w ogóle nie ma liczb.

A matematykę kiedyś kochałem. Gdybyś zobaczył mnie w podstawówce, to pomyślałbyś, że wyrośnie z tego chłopca raczej liczbowiec niż słowiarz.

Trening w tempie 5:13. Czyli dobrze. A na niepełnej regeneracji, bo prawdziwy trening był dziś rano w drodze do pracy: 1 h z kawałkiem w tym 6 serii wieloskoków i 6 podbiegów na Kopie Cwila w połowie drogi. Tempem byłem trochę zawiedziony, jakoś nie szło. Dopiero pod koniec wszedłem w zakres 5:00-5:15, w który staram się celować. Wyszedł taki „trening na odkręcenie obciążeń” – zdarza mi się to po ciężkim treningu poprzedniego dnia. Rozpędzam się powoli, jak żółw ociężale, jak ta lokomotywa z wierszyka Tuwima. Sporo czytam wierszyków Małemu Yodzie nawiasem mówiąc, matematyka jeszcze czeka.

Było zamówienie czytelnicze, żeby napisać, jak się przygotowuję do jesiennych startów. Fakt, zawsze staram się mieć jakiś lejtmotyw. I te pomysły są różne w każdym sezonie, żeby zaskakiwać organizm nowymi bodźcami, bo kiedy już jesteś blisko swoich barier, rozwój bierze się tylko z zaskoczenia. Najskuteczniejsze były 4-godzinne dłuuuugie wybiegania raz w tygodniu, które stosowałem przez 2 miesiące BPS-u bodaj 5 lat temu (fajne zdanie, aż trzy liczby). Ale na to mnie teraz nie stać czasowo i życiowo.

Teraz punktem przewodnim jest korekta tego, z czym przesadzałem z roku na rok coraz bardziej. Tempa. Otrzeźwiło mnie, kiedy zobaczyłem, że robię długie wybiegania wolniej niż MSŻ (a ona robi je prawidłowo, gdyż jest podopieczną KS Staszewscy, chociaż ciągle się kłócimy, że zmieni trenera). Jak ma być 5:00-5:15 – tak wynika z tabel Danielsa, przeliczników Skarżyńskiego i wszelkich znaków na niebie i ziemi – to nie można biegać po 5:40.

IMG_0015

Piątkową trzydziestkę – 34 km w 3:06 w drodze do pracy oczywiście – zrobiłem wprawdzie po 5:33, ale to przez upał. Tak wyglądałem pod koniec. Kawał świata zwiedziłem – Konstancin, cały Las Kabacki, a potem prosto do Mordoru. W drodze myślałem dużo o wszystkich skazanych na weekendowy start choćby w Półmaratonie Praskim. Pytali Podopieczni, jak biec, i starałem się nie ulec chęci zaklinania słońca.

Gdzieś w cieniu Lasu Kabackiego znalazłem formułę, może nazbyt ostrożną dla ciepłolubnych, ale ja (i np. Henryk Szost, który rekord Polski w Japonii pobił przy 7 stopniach), więc ja jestem biegaczem zimnolubnym. Wiele zależy też od konkretnej temperatury, wilgotności (czym wyższa, tym gorzej), temperatury odczuwalnej, ale przy tych wszystkich niuansach mam chyba dobrą formułę:

JAK JEST UPAŁ, DOLICZ SOBIE JEDNĄ MINUTĘ NA KAŻDY KWADRANS PLANOWANEGO CZASU!

Czyli: chcesz przebiec dychę w 45 minut – celuj w 48. Półmaraton w 1:30 – celuj w 1:36. Półmaraton w 1:37 – mierz w 1:43:30. Maraton w 2:00 – stuknij się w głowę. Prosta matematyka.

Zeszły tydzień zakończyłem biegiem zmiennym z MSŻ – liczby składają się nam tu w miłosną harmonię: kiedy MSŻ robi wolny kilometr (5:45), ja robię szybki (3:55), nawracam i kiedy ona robi szybki (4:50), to ja robię wolny (4:50). Wyszło mi 69 kilometrów, wprawdzie jak zwykle mniej niż u b. Podopiecznego Bartka i Podopiecznego Mariusza, który za miesiąc złamie trójkę (to też liczba), ale jestem z tego kilometrażu zadowolony, dużo w nim było kilometrów jakościowych.

A potem pojechaliśmy sobie na rowerach do Lasu Kabackiego na ścieżkę zdrowia. I swój trening zrobił Mały Yoda. W tę liczbę pewnie nie uwierzycie, ale utrzymał się 15 sekund w zwisie. Myślę, że to lepszy wynik niż ja zrobię w najbliższą niedzielę w Biegu przez Most.

IMG_0021IMG_0016

Jak nie będzie upału, to jadę na 38 minut, ale obawiam się, że nie złamię. Chyba że już zadziała.

A jak upał, to doliczam 2,5 minuty. No nie. Doliczam 1.50, bo nie pogodziłbym się z niezłamaną czterdziestką. Liczby liczbami, a zawsze na koniec zostaje zaklęcie. Tylko nie zawsze działa.

 

Komentarze

24 thoughts on “5:15 i inne liczby”

  1. Dzięki – ale to się fajnie czyta. Kawa i cyferki i dzień udany. Szkoda, że nie mogę się podpiąć pod Garmin Connect, bo jestem tylko na Polar Flow i Endomondo. Powodzenia na 'Biegu przez Most’. Cyferki będą sprawdzone.
    P.S. Śmieszne jest to, że jako dzieci cieszymy się z ilości sekund w zwisie, a jako starcy wręcz odwrotnie.

  2. A ja powiem, że kalkulator na upał na mnie nie działa.
    W niedzielę na starcie miałem w głowie Twój film-straszak. Więc zacząłem na tempo 5 minut gorsze niż powinno być (1:35).
    Dużo osób mnie mijało, a ja spokojnie biegłem swoje, nogi nie niosły, pogoda nie rozpieszczała. Ale koło 9 km coś się ruszyło, nogi zaczęły się kręcić szybciej, głowa zapomniała o ostrzeżeniach Wojtka i tempo podskoczyło do 4:10. I tak do końca: przyjemność z wyprzedzania.
    Wyszło 1:31:05 – przy tych warunkach pogodowych bardzo ok.
    A filmik obejrzę sobie ponownie przed MW 🙂

  3. Tu Dziki
    Tak, John (czyli tzw. Wojtek Staszewski) w liceum był zwierzęciem matematycznym, chodził do klasy matfiz. Przez kilka semestrów przygotowywał Dzikiego (biolchem) do zaliczeń z matmy na półrocze i na cały rok u profesora Perego. Dzięki John! 🙂
    A Dziki jest w zachwycie nad moją Zawodniczką Zuzanną, córką Dzikiego. Wygrała ParkRun w debiucie. Potem na treningach kilka razy przebijała ten wynik na 5 km, Zuzia schodzi już poniżej 23 minut na piątkę! Przygotowujemy się stopniowo. Najpierw na 10 km w Biegu Wegańskim (Zuza jest wegankå, Dziki tylko wegetarianinem), te zawody już pod koniec września. Idziemy po 48 minut jak po swoje. Potem półmaraton wiosną, cel 1:50, potem maraton jesienią 2017, cel < 4:00. Zuzia robi treningi, przy których Dziki by już dawno zemdlał na samą myśl 🙂 Dziś 3 X 2 km po 4'30, proszę bardzo 🙂 I chce jeszcze! Naprawdę to oswajamy głowę z prędkościami, bo Zuzia jest w rzeczywistości gotowa na 46 minut na 10 km, na 1:45 na połówce, na 3:50 w maratonie. Tylko jeszcze o tym nie wie. Ale spokojnie. Będziemy spokojni. Moim najciekawszym serialem jest obecnie rozmowa z Zuzią o treningu po treningu. To lepsze od PokemonGo, lepsze niż Star Wars, tak samo fajne jak ping pong z Johnem – znów Dziki wygrał dziś 🙂
    A Dziki w niedzielę na własne oczy widział jak Anita Włodarczyk pobijała rekord świata na Stadionie Narodowym. Cudownie! Mała Hania siedziała jak w hipnozie przez 2,5 godziny: skoki, rzuty, biegi, skoki, rzuty, biegi, biegi, skoki, rzuty… Zawody LA na żywo to jest coś!
    A John w weekend biegnie kontrolny start na 10 km przed atakiem na życiówkę w Maratonie Warszawskim. Jak złamie 38 minut to wszystko może być! To wstajemy z krzesełek i klaszczemy. Jak w 4. serii rzutu młotem podczas Memoriału Kamili Skolimowskiej. To pomaga!
    Dziki

  4. @gz81 – jest jeszcze wiek pośredni, kiedy wciąż cieszymy się zwisem na drążku, a nie martwimy się żadnym innym zwisem 😉
    @Torex – widać jesteś ciepłolubny. Ale może twój wynik – świetny, gratulacje – to w jakiejś części efekt spokojniejszego początku.
    @Dziki – dobrze zajrzeć na bloga i się dowiedzieć, że przeszedłeś na wegetarianizm 🙂

  5. Brawo Zuzia! Dziki Twoja Zuza biega tak jak ja bym chciała biegać!! Walczę o powrót na te tempa. Głowa jest gotowa tylko jakoś reszta ciała nie…

  6. Dziki, czy ja Cię nie widziałem czasami dzisiaj rano dumnie maszerujacego z córką na Kabatach? Choć właściwie to jeszcze Natolin był…
    Jak poszło?

  7. Tu Dziki
    OK! Tak, to był Dziki!
    Poszło tak jak miało pójść, a raczej jak miało pobiec, a jeszcze bardziej raczej, jak miała Zuzia pobiec. To był kontrolny start przed dyszką za trzy tygodnie. Plan na dziś: 23:30, wyszło 23:13 i życiówka. Zuzia trochę zła o te 13 sekundeczek ale wykonała trening optymalnie, jak wszystkie do tej pory. Zuzia biegła jak mistrzyni japońskich linii kolejowych, każdy kilometr po 4’38 – 4’39, jak metronom, jak Zegar Galaktyczny! Zuzia na ParkRun na Ursynowie dziś czwarta. Na Żoliborzu i na Bródnie byłaby dziś pierwsza. Ale to był Ursynów, największy ParkRun w stolicy pod dyrekcją Basi MEL. Pierwsza zawodniczka złamała 21 minut z PB, druga zawodniczka 22:26 i też PB. Drugą zawodniczką była Kinga Staszewska z Kancelarii Sportowej Staszewscy. Znacie? Trzecia zawodniczka debiut i PB. To było coś! Startowała też Jakże Piękna Żona, na przebiegnięcie, bo ze trzy lata nigdzie nie startowała, Agata – najbardziej uśmiechnięta zawodniczka, jak stwierdził John, bo tzw. Wojtek Staszewski też był na Natolinie, z Igorem i zapewne po motywacje przed jutrzejszym startem na 10 km na Tarchominie – Bielanach – Tarchominie. No to dostał mnóstwo motywacji John! Ale Kinga walczyła! Drugie miejsce na wygrała na ostatnich dwudziestu metrach, życiówka poprawiona o 25 sekund! Na 5 km to potęga! A Zuzia, córka Dzikiego? Życiówka 38 sekund w półtora miesiąca od poprzedniego startu! Nieźle. Szykuje się „rodzinna” rywalizacja. Na zdrowie! Agata zadowolona, Zuzia zadowolona, Dziki szczęśliwy.
    To Dziki dziś obstawiał trasę jako wolontariusz na ParkRun Ursynów. A jutro Dziki w tej samej roli wystąpi w Biegu Ordona w Parku Szczęśliwickim.
    Pa. Dziki

  8. No to pięknie! Wielkie gratulacje dla wszystkich startujących dziewczyn!
    Mogę tylko patrzeć z zazdrością na biegających, jeżdżących na rowerach, powiedzmy sobie szczerze – również na po prostu idących.
    Od tygodnia mam nogę w gipsie – pierwsze złamanie w życiu.
    Zaczaił się na mnie podły głaz na pięknym tatrzańskim szlaku…

  9. ok, przykra sprawa, trzymaj się:), pewnie z pół roku przerwy?
    torex- gratulacje, świetny wynik przy tych warunkach!
    dziki – zachęcenie własnego dziecka do wspòlnego biegania/trenowania oceniam na 2:15 w maratonie
    rob i tomik w pile 1:33xx, a kiedy ten twój pomostowy pòłmaraton Wojtku?
    marsz

  10. ja biegnę połòwkę za tydz., zakładane tempo to 4’25, a poza tym zostały już tylko dwa mocne treningi: tydzień przed maratonem kilometrówki po 4’15/p 400 m i dziś wieczorem duże wyzwanie czyli 30’e + 10 km/4’35+5km/5’20+10km/4’30
    marsz

  11. Marsz, jak to pół roku??? Mi mówili na razie o 6 tygodniach w gipsie… A i tak po pierwszym tygodniu dostaję już świra w domu.
    Zwłaszcza w taką piękną słoneczną niedzielę.

  12. Marsz – biegasz/biegałeś w deszczu? Do swojej przedmaratońskiej (dżsas! za tydzień trza przebiec maraton) 25ki startuję ok 21 Będzie chłodniej!

  13. A wiesz Pjachu, że mnie zmobilizowałeś?
    Do tej pory oswajałem traumę, a po Twoim poście trochę poćwiczyłem.
    Okazało się, że mogę robić brzuszki, pompki z nogami na kanapie, ćwierćprzysiady na zdrowej nodze, rowerek na leżąco…
    Nie mam drążka w domu, ale gdyby ktoś miał ciekawe pomysły na ćwiczenia to bardzo proszę o podpowiedzi.
    Niekoniecznie ćwiczenia biegowe, chodzi o podtrzymanie jakiej takie sprawności ogólnej.
    Zagipsowana jest stopa i nie mogę stawać na prawej nodze.

  14. Paradoksalnie – im więcej ruchu w uszkodzonej kończynie, tym lepsze krążenie = szybsza regeneracja. Oczywiście wszystko z umiarem i rozsądnie. Ważne, aby ortopeda chciał z Tobą współpracować. Ortopedom najłatwiej (bo najbezpieczniej) zakazać aktywności u pacjenta. Bardzo ciekawe podejście ma australijske stowarzyszenie medycyny sportowej (nie pamiętam dokładnej nazwy) Poszukaj informacji u rehabilitanta lub ortopedy – sportowca

  15. sorry ok, umówiliśmy się z pjachem, że ja cię trochę postraszę, a on zmobilizuje:)

    uciekłem przed burzą (której nie było) na siłownię ale to nie pomogło; trening zawaliłem do imentu choć poddawałem się powoli: po każdej biegunce odejmowałem sobie 2/3 km więc po piątej było po zawodach…, ponieważ zależało mi bardzo na tym treningu wziąłem, jak przed startem, przeciwbiegunkowy loperamid, i najbardziej dobiło mnie to, że nie zadziałał…, wystartuję w maratonie i ukończę go ale to chyba będzie mój ostatni:(
    marsz

  16. Biegł ktoś w tych Business Run’ach? Ja owszem, wczoraj w Poznaniu, fajna zabawa, 3000 uczestników prawie, zespoły 5 osobowe, pałeczka, telebeamy, makarony, piwa bezalkoholowe. 4km, ale jeden mocno pod górę. Szczytny cel. fajnie.

  17. @ gz_81 – a wynik? Że Ty nie podasz liczb, to bym nie pomyślał 😉
    @ ok123 – Piotr, skoro nie masz drążka, to może go właśnie teraz kup. Kilkadziesiąt złotych, Go Sport mamy blisko. Tylko zmierz framugę. A do ćwiczeń fantastyczny. Bo skoro masz kontuzjowaną stopę, to nawet prosta deska może być problemem.
    @ marsz – pomostowa była dziesiątka – i się odbyła, a wieczorem trafi na blog :-/

  18. Lepszy efekt jest teraz, kiedym zapytany – otóż zespołowo, jako firma, zajęliśmy 45’te miejsce z prawie 600.
    Ale….indywidualnie miałem najlepszy czas na całym biegu! 13:17, z dłuuugim podbiegiem na 2k: 3:17, 3:33, 3:22, 3:10. Byli to głównie amatorzy, a nie biegacze-wyżeracze, więc nie ma się co chwalić. Indywidualnej kategorii nie było… i znowu tu muszę szukać poklasku… 🙂
    A jak na 'Biegu przez Most’? Pewnie do jutra przyjdzie poczekać..

  19. Pingback: free downloadable creative resources - EXCLUSIVE

  20. Pingback: best rock from balkans

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *