Bieganie w ciemności

Czy da się biegać po ciemku? To pytanie nabiera wagi, kiedy żelazne prawo – równoważne chyba prawu powszechnego ciążenia – cofa wskazówki zegara do tyłu. Odpowiedź jest prosta: da się.

Najpierw story. Z czasów, kiedy mój tata – którego właśnie odwiedziłem na cmentarzu – był sprawnym facetem młodszym niż ja dziś. A ja byłem licealistą młodszym niż córka studentka. I któregoś styczniowego dnia (to był poniedziałek) postanowiłem, że zaczynam biegać. Było ciemno, bo w styczniowe poniedziałki zawsze jest ciemno, założyłem pionierki (bo tak sobie wtedy wyobrażałem obuwie biegowe), spodnie dresowe z grubej bawełny, kangurkę mojego taty z jego młodych lat i pobiegłem z Kasprowicza Podleśną w stronę lasu.

Kiedy skręciłem w las zrobiło się jeszcze ciemniej i z każdym krokiem robiło się coraz strasznie. Na Podhalu mówią: bojno. Wyobrażałem sobie, co czai się w krzakach, a ścieżki plątały mi się przed oczami. Chciałem dobiec do placu zabaw ze słynnym bielańskim słoniem, a okazało się, że słonia już nie ma, a plac zabaw porastają zagajniki posadzone w ramach upraw leśnych.

Musiałem chyba dzięki temu szybko biec. Dobiegłem do ulicy Dewajtis, wróciłem do domu. A od następnego dnia (bo wtedy myślałem, że jak się biega, to koniecznie codziennie) znalazłem lepszą trasę – Kasprowicza do Dewajtis, potem 7 minut przez Las Bielański do Podleśnej, ale prostą, szeroką drogą i powrót do domu. Na tej pięciokilometrowej pętli zaczęła się moja – jak piszą wszyscy biegowi grafomani – przygoda z bieganiem. Chociaż wtedy myślałem, że to trening.

W te ciemności w lesie wbiegałem bez pytania, czy można biegać po ciemku. Nie wiedziałem, że nie można, nie wiedziałem, że można mieć wątpliwości. Biegłem i już.

Pamiętajcie: najgorszy jest moment, kiedy ze światła wbiegamy w ciemność. Po chwili wzrok się adaptuje i można biec bez problemu. Mam wrażenie, że ta myśl ma też pewien potencjał na metaforę. Najtrudniej wbiec ze światła w ciemność, a potem okazuje się, że dajemy radę.

Można mieć czołówkę. Przydaje się najbardziej na Treningach Wspólnych albo na zawodach w ultra, które zaczynają się o drugiej w nocy. Kiedy w grupie jest więcej osób, kiedy naprawdę trzeba widzieć z wyprzedzeniem każdy korzeń czy kamień. Normalnie – są w lesie dołki, to jasne, trzeba patrzeć pod nogi, ale naprawdę w ciemnościach biegacz zmienia się w kota, w tego, który widzi. Nie masz czołówki, to nie alibi.

Czołówka – jak już kupujecie, to ma być jasna. Dużo lumenów. My kupiliśmy sobie Petzl Iko Core, która oprócz wysokiej jasności ma kosmiczny design, jest lekka i ładuje się z kabla. Linku nie podaję, bo to nie płatna współpraca, tylko czysta informacja. Są też tańsze alternatywy, Podopieczni potrafią nas czasem tak oświetlić na Treningach Wspólnych, że nasze lampki bledną.

Ale w tamtych czasach, kiedy nie przychodziło mi jeszcze do głowy bieganie po górach – bo w góry jeździliśmy z tatą co roku na wędrówki – naprawdę dawaliśmy radę bez czołówek i licznych udogodnień XXI wieku. Na bieganiu wieczorami jest ciemno – i tyle na ten temat.

Piwniczna-Zdrój. Zdjęcie otwarciowe – Wysoka w Małych Pieninach. Rok 1977 chyba

Komentarze

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *