Nowy rock i stary, dobry rock

Noc sylwestrowa, petardy błyskają, szampan musuje. I wtedy Kinga mówi, że nie lubi życzeń noworocznych, bo wtedy zawsze n się na zeszły rok, że taki był okropny, że oby następny był lepszy itp. No i jak zawsze ma rację.

Rok 2022 był dla świata ciężki. Stała się – i wciąż się dzieje – rzecz straszna, Rosja napadła na Ukrainę. Na Ukrainki, Ukraińców, a jak nigdy w życiu nie życzyłem nikomu śmierci, żadnemu wrogowi czy wrogini – to Putinowi życzę śmierci całym sercem, oboma komorami i przedsionkiem.

Rok 2022 to też dalsza dewastacja wartości przez PiS i inflacja, która podwyższyła nam ratę kredytu. I tu koniec narzekania.

Bo mój rok 2022 to masa drogocennych kamieni.

  • Udana biegowa wiosna, z maratonem w Łodzi w 3:00:11.
  • Nowa praca w Ratuszu (zaczęła się pod koniec 2021 r., ale rozpędziła w 2022).
  • Uwolnienie się od ludzi, którzy nam źle życzą. Uff.
  • Cudowne wyjazdy wakacyjne – na Mazury, na rowery do Słowenii.
  • Wyprawa z Yodą, moim młodym padawanem, na Kasprowy. I pierwsze wspólne bieganie na Maciejową.
  • Niezły Półmaraton Praski i złamana trójka na maratonie w Warszawie – o trzy sekundy, czyli po walce, którą będę pamiętał nawet na łożu.
  • Dużo radości z wyników Podopiecznych – zgubionych kilogramów, wywalczonych radości, złamanych barier, poprawionych życiówek.
  • Pierwszy w życiu wyjazd na narty w Alpy. O Madonno!

Zanim pomyślicie o postanowieniach/planach noworocznych ucieszcie się tym, co osiągnęliście w roku poprzednim. Inaczej będziecie planować na frustracji, na zgorzknieniu, na ugorze.

Rok 2023. Jeszcze jest dla mnie nieokreślony. Nawet biegowo, a mam Podopiecznych (no dobra, chodzi o jednego Maćka), którzy mają już cały kalendarz zaplanowany do grudnia. Na dziś widzę to tak:

  • W styczniu – Janosik, biegnę Bedzies Kwicoł, czyli 28 km z Górą Żar po drodze.
  • W lutym nasze DDD, będę zapraszał.
  • I chyba pobiegnę też w lutym w Biegu Chomiczówki na 15 km. To na mnie zawsze działa mobilizująco, dynamizująco.
  • Marzec – Półmaraton Warszawski. Zaraz się zapisuję.
  • A wcześniej w marcu nasz Obóz Biegowy w Rabce. Jeszcze jest parę miejsc, ale już niedużo.
  • Kwiecień – Łódź czy Kraków? Oto jest pytanie. Jeszcze się waham, który maraton wybrać.
  • Potem – coś bym jeszcze pobiegł. Najlepiej kameralny półmaraton w okolicy Warszawy, chętnie krosowy. Ktoś-coś? Podpowiecie?
  • A dalej to już naprawdę nie wiem. Poza tym, że w lecie szykujemy Mobilny Obóz Biegowy w Beskidzie Żywieckim. I że mam nadzieję na kolejne rowery w pięknym miejscu. I że będę – niezależnie od wszystkiego – atakował trójkę w Maratonie Warszawskim.
  • I na koniec roku mam nadzieję na Alpy. Tak bajecznego jeżdżenia na nartach nie przeżyłem. Rekordowego dnia zrobiłem 49 km, tak się tym jeżdżeniem nie mogłem nasycić. To już wprawdzie plany nie biegowe, ale sport niejedno ma imię.

Życzę Wam optymizmu w patrzeniu za siebie. I umiejętności wybaczenia sobie tego, co nie poszło. Wtedy można z siłą i optymizmem wejść w rok 2023. Powodzenia!

Komentarze

2 thoughts on “Nowy rock i stary, dobry rock”

  1. Przy okazji planów treningowych zawsze próbowałeś mnie namówić żeby w Alpach jeszcze znaleźć czas na bieganie. Przy czym ja przez siedem dni pod rząd robiłem tam średnio po 60-70km, 11000-15000 wertycznych metrów, z tego sporo w terenie poza trasą (generalnie ile tylko się dało od otwarcia wyciągów przed 9 do zamknięcia o 16:30 bez żadnych przerw bo i tak się dostatecznie dużo na wyciągach odpoczywa).

    Czy teraz o Madonno zgodzisz się że w takich pięknych okolicznościach przyrody całą energia jednak idzie w narty? 🙂

    1. wojtek_ksstaszewscy

      Julek, absolutnie rozgrzeszam Cię z niebiegania w Alpach. A 60-70 km na nartach robi wrażenie, przebiłeś mnie także w tym : )

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *