Zaorałem w te dwa dni. Teraz będę siał, a w niedzielę pierwsze zbiory. Warszawa w poniedziałek obudziła się jakby wiosną. Słońce, lekki plus, prawie że pączki na krzewach. Dopiero jak po 15 minutach biegu znalazłem się na Polu Wilanowskim spotkałem zimę, drzewa mrozem ścięte, trawy szronem pobielone i zlodowaciała ścieżka. Ale to nie tak źle, bo lód był trochę wymieszany z ziemią, wywaliłem się tylko trzy razy. Bieganie po lodzie to nałożenie na wybieganie odrobiny treningu siłowego. Mięśnie lekko napięte, bieg mocno na nogach. Poleciałem pod Konstancin, nawrót przez Las Kabacki i dwie godziny zaliczone. Tempo na wymierzonych kilometrach mnie zaskoczyło – po 5:10 kilometr bez specjalnego napinania. Pod koniec sześć 30-sekundowych przyspieszeń (na 80 proc. prędkości) z półminutowymi przerwami w truchcie. Pod blokiem podskoki, cwał, wymachy, a przy windzie rozciąganie. Dziś kolejny długi trening, półtorej godziny. W środek włożyłem sześć serii skipów i wieloskoków, więc nawet się zbytnio nie dłużyło. I spotkałem pana spacerującego z kijkami, trochę pogadaliśmy w trakcie skipów. Pomyślicie może, że mam obsesję. Ale niech mnie Bóg (jeśli jest) pokarze, jeśli coś przekręcam. Pan z kijkami po minucie pogawędki zwierzył się, że ma żonę, która go nienawidzi. Tylko go do sklepu pośle po zakupy. Albo każe chodzić przez trzy godziny z psem dookoła kościoła. Sama się modli w środku, wychodzi i na wstępie obrzuca męża wyzwiskami. Nie chcę oceniać winy w tym związku, może żona mogłaby opowiedzieć podobnie straszne rzeczy o mężu. Ale jednego jestem pewien – w tym związku Boga nie ma, chociaż jest różaniec. To w tygodniowym mikrocyklu etap orki. W środę-czwartek zasieję jakimś szybszym treningiem, poprawię w piątek podbiegami. A w niedzielę zawody czyli pierwsze, próbne zbiory w sezonie. Wieczorem miałem jeszcze zajęcia u trenera R. Był fitness na piłkach, potem trochę ćwiczeń z piłkami lekarskimi, a na koniec 20 minut unihokeja. Uprawiałem pierwszy raz w życiu, bo za moich czasów unihokeja się nie znało. Fajna zabawa. Wróciłem do domu naładowany dobrą energią. I Moja Sportowa Żona na wstępie dała mi całusa. Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.