polska – 30 września 2007

Polska dziś biegała. Ja i córka przedszkolak z nią. Moja Sportowa Żona założyła rano lakierki, dżinsową spódniczkę, białą bluzeczkę i oświadczyła: – Nie jestem biegaczką. Mieliśmy pewną polemikę, co do promocji sportowego stylu życia. MSŻ stanowczo jednak stwierdziła, że jak Gazeta zorganizuje maraton fitness, to ona chętnie, ale biegać nie zamierza, bo nienawidzi. Że jest za bieganiem, że chodzi na biegi, że w każdym biegu na 42 lub 21 km chętnie potowarzyszy mi na rolkach, że potrenuje ze mną na rowerze, może nawet w najbliższą środę. Ale biegać sama nie zamierza. Na marginesie: użycia słowa "maraton" w poprzednim akapicie nie należy uznawać za złamanie przedwyborczej obietnicy, bo nie mogłem przecież napisać "42 kilometry fitness". Swoją drogą muszę dać kiedyś MSŻ na fat burning mój sprzęt firmy jak pomnik mierzący kilometraż, ciekawe ile te dziewczynki wybiegują na godzinie zajęć. Dziś próbowałem sprawdzić biegalność badmintona. Wyszło, że jeden set to zaledwie 250 metrów biegania. Polska biegała dziś wszędzie, a Warszawa w Powsinie, na skraju Lasu Kabackiego. Najpierw przedszkolaki. Córka przedszkolak ustawiła się w pierwszym rzędzie i ruszyła pierwsza (to po mamusi). A dobiegła czwarta i podobnie jak nasze Złotka zalała się łzami. Była pewna, że wszyscy ją wyprzedzili. Istotnie wyprzedzili ją wszyscy, którzy byli przed nią, a 20 dziewczynek, które były za nią po prostu nie zauważyła. Po pięciu minutach łzy ustąpiły miejsca dumie, zwłaszcza po obdarowaniu wszystkich uczestniczek biegu linijką przezroczystą 20 cm, batonem czekoladowym ok. 25 cm i długopisem barwy żółtej. Konferansjer zawodów, biegacz z pasją Wojtek G., robił z nas gwiazdy wieczoru, opowiadając przez megafon o moich życiówkach i pasjach sportowych MSŻ. Wszystkim, którzy mają mnie teraz za dupka, mówię sorry. MSŻ została wykreowana na sławną biegaczkę (pokarało ją za poranne demonstracje). A oboje zostaliśmy starterami – ja w biegu młodzieżowym, a MSŻ w naszym, dorosłym na 5 km. Stanęło nas na starcie z 200 osób. Niewielu znajomych z kabackich biegów – to dobrze, znaczy, że na zawodach zameldowała się nowa Polska, która jeszcze nie biegała. Stanąłem w drugim rzędzie (to moja cecha osobowościowa) i na strzał MSŻ wyrwałem co sił. Kiedy z polany zbiegaliśmy na ścieżkę byłem siódmy i miałem namierzonych paru niedoświadczonych biegaczy, którzy ruszyli za szybko. W połowie kółka – czwarty. Wtedy przegonił mnie biegacz w szarej koszulce. Niczego nie mogłem zrobić. Tylko pocieszyć się, że on wczoraj nie obchodził 40. urodzin do późnej nocy i nie nadużył. Na drugie, ostatnie kółko wbiegłem piąty. I miałem trochę emocji, bo w połowie za moimi plecami pojawiło się dyszenie. Człowiek siedział mi na plecach przez ponad kilometr. Ale tym razem na ostatniej prostej, to ja byłem górą. Polska biega, a ja się ścigam. Rano myślałem, że pobiegnę dziś spokojnie z MSŻ. Potem jeszcze szukałem innego powodu do wolniejszego, przyjemnościowego biegu. Ale jak staję na starcie, to mnie coś dźga, żeby lecieć do przodu. Też cecha osobowościowa. A teraz błogosławieństwo na koniec. Specjalnie napisałem tu dziś o swoim polskobieganiu bez publicystycznych opisów całej akcji, ponad 400 biegów jesieni itp. Bo pewnie każdy z czytelników miał swoje przeżycia, i to się liczy. To zadowolenie, ta euforia, to szczęście, ten zawód, ten ból. W biegu uczucia są głębsze, a przeżycia bardziej wyraziste. Zostańcie z nami na biegowej ścieżce, przetrenujemy zimę, a wiosna będzie nasza.  Â

Updated: 12 marca 2009 — 18:55

Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.

Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.