trening – 16 października 2007

Dziś o tym, czym się różni trening od biegania.  Poniedziałek i wtorek to jedna niezbyt mocna debata, jedna niezbyt poważna awaria komputera i dwa mocne treningi. Mój kandydat na początku został trochę w tyle za przyszłym oby koalicjantem (te podatki w Irlandii). Ale przy polityce zagranicznej dogonił rywala, przeszedł przez niego jak przez masełko, a finisz miał taki, jak Krzysiek Rajzer w Kabatach. Z Krzyśkiem pościgamy się może w sobotę, on jest lepszy, ale ja teraz jestem dobrze przygotowany. W poniedziałek z biegającym szefem robiliśmy ostatnie podbiegi. Trening wyglądał tak: zbiórka o 8.30 i parominutowy kross po górkach (strażnicy miejscy nas przy okazji pouczyli, że nie wolno). Cztery 400-metrowe podbiegi w tempie planowanym na sobotni start – 10 km w Lesie Kabackim. Najpierw startował biegający szef, ja 10 sekund za nim, na metę powinniśmy wpadać razem, co nie zawsze się udawało, bo biegający szef się ścigał. Dzięki temu obaj robiliśmy podbiegi w szybkiej strefie czasów szybkich – ja po 1:20 (dozwolony zakres 1:20-1:25), a biegający szef zwykle szybciej niż 1:30 (a powinien 1:30-1:35). Potem była siła biegowa, cztery serie po 100 skipów i 50 wieloskoków. A potem wróciliśmy na podbieg i zrobiliśmy jeszcze jedną czwórkę. Nie wiem, jak nam się to udało, ale utrzymywaliśmy poprzednie tempo. Na koniec kilometr truchtu do samochodu. I trochę za krótkie, wstyd powiedzieć, rozciąganie. We wtorek też mieliśmy biegać razem, ostatnie szybkie odcinki po stadionie na Agrykoli – ale biegający szef odwołał. A ja miałem inny problem – popsuł się komputer, w którym miałem napisany prawie cały tekst do gazety, taki który koniecznie dziś potrzebowałem. No, sorry, śrubokrętem go sobie nie wydłubię. Wybrałem się więc na szatański stadion przy Koncertowej. Szatański, bo dwa okrążenia mają 666 metrów. Zrobiłem je sześć razy w około 2:20 (czyli tempo 3:30 na kilometr, parę sekund lepsze niż potrzebuję w sobotę). Przerwa między odcinkami – jedno okrążenie w leciutkim truchcie. A na koniec trzy odcinki po 333 m w tempie po jakieś 3:21 na kilometr. To już głównie po to, żeby się uskrzydlić. Chory komputer czekał w tym czasie w samochodzie pod serwisem, bo serwis otwierali o 10. Dotarłem tam 13 minut wcześniej, dzięki czemu zrobiłem sobie wreszcie porządne rozciąganie. Po dzisiejszym treningu się przydało. Jeśli zaczynasz biegać, to czego byś nie zrobił, będzie super. Kiedy zaczynasz startować, to wystarczy, że będziesz biegał coraz więcej, a będzie coraz lepiej i szybciej. Ale kiedy masz już na koncie ponad 30 maratonów i kilkadziesiąt krótszych biegów – to do bicia rekordów życiowych musisz się specjalnie spiąć. Opracować sobie trening, a którym umiejętnie będziesz podbijał swoje możliwości. W którym będziesz ćwiczył trzy składowe długodystansowego biegania – siłę, szybkość i wytrzymałość. Siłę ćwiczyłem w poniedziałek – podbiegami, skipami i wieloskokami. We wtorek szybkość. Na środę planuję wytrzymałość, czyli zwykłe transowe bieganie – opiszę to pojutrze. A na czwartek – odpoczynek, to też ważna część treningu biegacza. Jeszcze w sobotę start. A w niedzielę wybory. Â

Updated: 12 marca 2009 — 18:55

Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.

Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.