rozbieganie – 3 marca 2008

Wiecie co się robi dzień po zawodach? Biega się! Ludzie myślą czasem, że dzień po zawodach człowiek powinien się zgłosić na oddział reanimacyjny. A to nieprawda. Wolno być zmęczonym, powiem wam, że w niedzielę po biegu czułem się nieco wymęczony, położyłem się nawet na 15 minut w dzień i nie było mi się łatwo zwlec, żeby pojechać do ojca. Ale co najlepiej zrobić ze zmęczeniem następnego dnia? Rozbiegać je. Po ostrych zawodach rozbieganie powinno być łagodne, pół godziny truchtu i wolnego biegu. A po zawodach testowych, przebiegniętych na 99 proc. można zrobić normalny trening. Rano zrobiłem siłę biegową – sześć serii skipów (opis jest w planie treningowym Tydzień w Biegu) i wieloskoków. Doskakałem tak do górki zwanej Mount Kazoory i tam zrobiłem sześć ostrych podbiegów – dystans ma pewnie ze 100-120 m, ale potworne nachylenie, rowerem nie wjedziesz. A wbiegniesz. I to zawsze jest dla mnie tajemnicą – jak układając tak krótkie klocki, obudowując je paroma minutami truchtu z przodu i z tyłu, dodając tylko kwadrans normalnego biegu w pierwszym zakresie osiąga się ponad godzinny trening. Po pracy sobie jeszcze chwilę porolkowałem, bo córka przedszkolak była dziś na rowerze. Odebrałem ją (po kung fu) i objechaliśmy osiedle na kółkach. Za te ścieżki rowerowe, asfaltowe chodniki lubię mój Ursynów. Dziś Gazeta wysmażyła w wydaniu stołecznym jakiś manifest przeciw blokowiskom. A ja od dziecka marzyłem, żeby być blokersem, sprowadzić się na osiedle z wielkiej płyty jak rodzina Leśniewskich. I nawet nie wiecie, jak odżyłem, kiedy to zrobiłem. I jak się tu rozbiegałem. Â

Updated: 12 marca 2009 — 18:55

Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.

Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.