Bieg pod prąd

Bieg Niepodległości, tu nie ma zaskoczeń. Biegniesz, co wytrenowałeś. Jeśli nie zdarzy się upał (jak tu biegam ćwierć wieku, to raz było za ciepło), jeśli się nie zdarzy choroba (tej jesieni jestem zdrowy jak na izolacji), jeśli się nie zdarzy nic nieprzewidzianego – na mecie odbierasz premię za cały sezon. Albo 1+ od redaktorów Sport.pl po meczu piłki nożnej.

Rozgrzewka z Podopiecznymi, słowo trenera zagrzewające do walki o sekundy i idę na start. W ostatniej chwili, ale to dobrze – najlepiej działam właśnie pod presją czasu. Hymn, wystrzał i start.

Ustawiam się zgodnie z nowym zwyczajem lekko z tyłu, wolę wyprzedzać, wolę mieć psychologiczną przewagę nad balonami. Nawet kosztem tłoku na pierwszych dwóch kilometrach. Taki tłok nie jest zły – nie pozwala zacząć za szybko.

Pierwszy kilometr w 3:50. Drugi w 3:50. Tłok się zmniejsza i trzeci w 3:42. Czwarty z podbiegiem na estakadę w 3:55. Na tym podbiegu zawsze mocno zwalniam, tempo momentowe mam pewnie około 4:30. Tracę przez to z 10 sekund, ale się nie zakwaszam dodatkowo. A zakwaszenie odcina potem sporo zasilania. Połowę z tej straty odbijam sobie na zbiegu czyli trzymam swoje. Piąty kilometr znów w 3:50, bomba.

Do tego dochodzi narastająca po kilka mniej więcej dwie sekundy na kilometrze korekta. Nie dyskutujemy, tylko doliczamy. Żeby złamać 39 minut na 10 km muszę biec średnio w 3:54. A nawet z tą korektą wychodzi mi nadróbka. Na macie na piątym kilometrze jestem w 19:22. Świetnie. Bo po pierwsze to tylko 16 sekund wolniej niż czas na 5 km w Biegu Ursynowa, po drugie czuję się świetnie, po trzecie był jednak lekki wiatr w twarz.

Kawałek przed połówką wyprzedzam Kubę, Sympatyka i niegdyś Podopiecznego. Kuba zadzwoni do mnie po biegu i zapyta, jak ja liczę te sekundy. No właśnie tak, cały czas. Tu kilometr na Garminie, tu korekta przy fladze, tu korekta na macie, więc bardziej wiarygodna.

Zawracam, przestałem już wyprzedzać ciągle, dogoniłem swoją grupę. Ale idę jak przecinak. Szósty 3:49, siódmy 3:49. Ósmy znów z podbiegiem, wychodzi 3:53. I kiedy zbiegam z górki, to czuję, że trasa jest moja. Że mam to, że złamię 39 minut. Nie wyobrażałem sobie, że to będzie tak na spokojnie do zrobienia. Roiłem o ciężkiej walce na poziomie 38:57-39:07, nie posprawdzałem nawet moich szybszych wyników.

Dziewiąty jest najszybszy – 3:39. Dziesiąty też niezły 3:43, chociaż teraz wydaje mi się, że mogłem szybciej. Ale tak się zawsze po biegu wydaje. Zostaje mi 19-sekundowa korekta, przez co wiem, w jakim tempie finiszuję – 3:11.

Pierwsza liczba, która mnie ekscytuje już na mecie to czas 38:34. Oczywiście zaczynam żałować tych czterech sekund, czy na pewno nie mogłem tego urwać? Nie mogłem, jakbym mógł, to bym urwał. Samo złamanie planowanych 39 minut z takim zapasem to powód do euforii.

Druga rzecz, to negative split. Sprawdzam w wynikach, żeby mieć pewność – druga połówka o 10 sekund szybsza od pierwszej. Marek, Sympatyk niegdyś Podopieczny, który słynie z zającowania negative splitem przesyła mi kudosa. Sam biegł chyba tempo maratońskie, ma czas trochę poniżej 40. A Kubie, o którym tu już było brakuje paru sekund do złamania 39. Kamilowi, z którym mam to super zdjęcie – niewiele więcej, robi wiceżyciówkę.

O sukcesach Podopiecznych przeczytasz na Facebooku: KS Staszewscy – Trenuj Bieganie

Patrzę w domu na wyniki z przeszłości. Ostatni raz szybciej pobiegłem cztery i pół roku temu, ale tylko o 2 sekundy – 38:32. Gdybym to wiedział. Sześć i pół roku temu w Starych Babicach miałem czas co do sekundy taki sam jak teraz. Wyraźnie szybszy byłem dopiero – patrząc w przeszłość – w Biegu Niepodległości 10 lat temu (37:16).

Jak odwrócić strzałkę czasu? Trenować efektywnie i z zaangażowaniem. U mnie to znaczy – dużo i wolno. Naprawdę dużo i naprawdę wolno, dziś rano zrobiłem rozbieganie startu i rozruch przed Maratonem Kampinoskim (z kim się widzę?) w 7:30 min./km.

No i kupić te cholerne buty z karbonową podeszwą. Cały czas czuję potrzebę, żeby się z nich tłumaczyć, ale cały czas znajduję wytłumaczenia. Jak mi wstawią endoprotezę stawu biodrowego, to mam nie zaliczać sobie wyników, bo oto wspomaganie? Po to jest legalna technologia żeby jej mądrze używać.

Teraz jeszcze wspomniany Kampinos. I oddech. Przed nowym sezonem, w którym też będzie pełno liczb, oby jak najprzyjemniejszych.

Komentarze

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *