Greckie truskawki

W połowie dystansu biegnę na czele grupki, która walczy o srebrny medal. I zaczynam niepotrzebnie kalkulować: jeśli nikt nas nie dogoni, to mam miejsce w szóstce, to spełnione marzenie. A jeśli nikt z tej grupki mnie nie przegoni, to mam spełnione sny, bo marzyć bym o tym nie śmiał.

Gdyby była inna, to wstałaby w niedzielę leniwie, bo w niedzielę się człowiek nigdzie nie spieszy, zwłaszcza w Grecji, zwłaszcza na wakacjach, zwłaszcza zwłaszcza. Zeszłaby w szlafroku na śniadanie, bo gdyby była inna, to chodziłaby rano w szlafroku białym, kąpielowym. Po drodze hotelowym ręcznikiem zajęłaby najlepszy leżak, taki, który złapie dokładnie tyle słońca i tyle cienia, ile trzeba. Zjadłaby pół avocado, serek kozi skropiony oliwą balsamiczną i delektowałaby się smakiem kawy pod greckim niebem.

Ale taka Moja Sportowa Żona nie jest. Jest taka:

zdjęcie 7

A kiedy się zatrzyma i nieco zapozuje (tyłem, bo przodem się boi), to jest taka:

zdjęcie 3

Oczywiście pójdzie na to avocado, oliwki z pestką i olbrzymie greckie truskawki, ale z Biegaczką Sabiną (na zdjęciu, kto bystry) będą na śniadaniu pierwsze, na plaży pierwsze i na bieganiu też pierwsze, kiedy plaża wygląda, jakby odzyskała dziewiczość.

A Córka Gimnazjalistka była druga i to w open. Wśród dziewczynek pierwsza z przewagą 20 długości co najmniej. Pojechaliśmy na Bieg Truskawki, moja puszcza, moja puszcza, taka puszcza, taka moja. Jako że MSŻ w Grecji, to o opiekę przez 39 minut z kawałkiem (taki był plan minimum) nad Małym Yodą poprosiłem właśnie Córkę Gimnazjalistkę. A jako że jechała, to stwierdziła, że właściwie to może wystartować. Pierwszy jej bieg dziecięcy od dobrych pięciu lat. I jedna z ostatnich okazji, bo dzieckiem przestaje być z dnia na dzień.

IMG_8637

Na pierwszym zdjęciu jeszcze goni, na drugim już odpuszcza. Czasem się po prostu nie da wygrać pierwszego miejsca. Ale da się wygrać drugie. Albo inne, ale też zwycięskie.

IMG_8639

Ruszam w 3:45 min./km. Przede mną znikający Słonik, pobiegnie po swoje, złamie 35 minut, nikt nie ma tu z nim szans poza Sebastianem, który jednak biegnie w parze, czyli dziś rywalizuje w innej konkurencji. Puszcza zwęziła ścieżkę po której nieraz kończyliśmy z Dzikim wybiegania z młodości i wygrzebywaliśmy z krzaków ukryte wcześniej rowery. Wtedy to była autostrada, teraz droga leśna na dwie osoby i psa, gdyby był pies.

To nie my się starzejemy, tylko drogi się zwężają.

Na trzecim kilometrze biegnę w pięcioosobowej grupce, wysforowałem się na przód, czuję, że mógłbym nawet uciec, ale wiem, że zapłaciłbym za taki samotny bieg byciem wtupanym w ziemię, więc tylko ciągnę do przodu, ale ze wszystkimi. Po prawej jeziorko przy którym musieliśmy w stanie wojennym przerwać trening. Nie z powodu ruskiej łodzi podwodnej, gdyby była, tylko z powodu chorej nogi Dzikiego, paskudztwo mu rosło na kości i tu się właśnie ujawniło.

W połowie drogi wodopój. Biorę kubek, popijam, resztę wylewam na głowę, bo jest jednak grecki upał, tyle że złagodzony przez puszczę. I nagle jestem pięć metrów za dwójką – Andrzejem, którego znam z wyników i Wojtkiem, którego znam z napisu na koszulce – która teraz prowadzi naszą grupkę. Gonię ich i za chwilę jestem już 10 metrów za nimi. Gonię, gonię i robi się szybko 40.

Widzę, że Wojtek zostaje za Andrzejem. To mam go. Załamie się, że traci i da się dogonić. Po kilometrze znów mierzę krokami, ciągle 40 metrów. Cisnę, ale trochę nie ma z czego. Zabrakło interwałów. Będę to widział na mecie, świeży i wypoczęty, gotów do natychmiastowego przejęcia roli ojca dzieciom. A po dwóch kilometrach tej pogoni z 40 metrów robi się 70.

A może jednak w tych okolicznościach przyrody nie jestem w stanie uruchomić takiej dynamiki jak na asfalcie, w moim naturalnym środowisku biegowym? Dziś jestem gościem wśród starych drzew. To byłoby nawet dobre zdjęcie (dzięki Marcin Dąbrowski), gdyby nie to, że jestem tu już w fazie, w której zmęczenie pokonało technikę. I już jest w tym biegu pies, pies Pluto z łapkami skierowanymi grzbietem do góry.

IMG_8646

Nie oglądam się za siebie. Bo jeszcze bym nas zobaczył biegnących w młodości, przegadujących rozstania i powroty, kobiety z przeszłości i z przyszłości, która dziś stała się przeszłością. A tak naprawdę to dlatego, żeby myśleć do przodu, a nie bać się dogonienia. Staram się kontrolować sytuację – po ilu metrach od mojego przebiegnięcia nieliczni kibice krzyczą brawo i biją w ręce. Po 20-30, jest bezpiecznie.

I kilometr przed metą słyszę za plecami człowieka. W wynikach sprawdzę, że ma na imię Tomek. Oglądam się jednak, pięć metrów, nie więcej.

Samo się nie wygra. Grzeję mocno, zabrakło może interwałów, ale jest głowa. Widzę już polanę, słyszę głosy z mety, idiotyzmem byłoby teraz dać sobie zabrać to czwarte miejsce. Czwarte – podobno najgorsze. Dla mnie dziś – najlepsze, jakie mogło być, lepsze niż marzyłem. Na przedostatniej prostej widzę plecy Wojtka, znów 40 metrów. Za plecami nie widzę Tomka, który ciśnie chyba do końca, wbiega sekundę za mną, czyli pewnie te pięć metrów.

Z czasu też jestem zadowolony: 39:29. Minutę lepiej niż rok temu. Przegrana o 17 sekund z Wojtkiem, który był przede mną to tylko powód do optymizmu, bo season best on ma lepszy o ponad minutę, sprawdzałem na enduhub.com (znacie tę stronę? to poznajcie).

IMG_8641

Zdjęcie z łosiem. I naprawdę jestem zadowolony: łoś po prawej stronie.

Komentarze

30 thoughts on “Greckie truskawki”

  1. Czesc. Zerknijcie prosze – w momencie odswiezenia stronki z artykulem wraca na glowna strone serwisu (zamiast odswiezyc artykul). Sprawdzone na komorce, nie wiem jak bedzie na komputerze, pewnie tak samo. Pozdrawiam i gratuluje wyniku.

  2. @Marcin – dzięki, przekażę – ale u mnie jest dobrze i na kompie i na IOS-ie. Ty masz Androida? Sprawdzisz na jeszcze komputerze?
    A właśnie zobaczyłem, że z wrażenia i przejęcia tą walką o obronę czwartego miejsca nie podałem czasu. Zaraz wpisuję.

  3. Tu Dziki
    Klasyka gatunku! 🙂
    To przy jeziorku koło leśniczówki w Zaborowie Leśnym uruchomił się nowotwór Dzikiego jak mieliśmy 17 lat? Zapomniałem…
    John, jestem z Ciebie dumny 🙂
    Nasza Puszcza
    Nasza Puszcza
    Taka Puszcza
    Taka nasza
    (na melodię Hare Krishna)
    Dziki

  4. kolejna sprawa – menu górne. Po najechaniu myszką na element w menu, menu się przesuwa – ponieważ długość „najechanego elementu” się zwiększa o parę px (może border jest dodawany?). Też warto poprawić;)

  5. @Bart – punktu drugiego nie zrozumiałem w ogóle, przekażę 🙂 A dwa adresy – nie do końca to samo. Jest adres ksStaszewscy.pl, który otwiera stronę główną firmy. Są też dwa mniejsze adresy StaszewskiBiega.pl oraz LiczydloBiegowe.pl, które linkują na odpowiednie podstrony (a przez menu można się przenieść na stronę główną lub inną podstronę).
    LiczydloBiegowe.pl istnieje dobre cztery lata i nigdy nie było reperkusji. Więc mam nadzieję, że jest ok

  6. Fajny odcinek – pomyślę o nim dzisiaj przy odwróconej piramidce interwałów, którą muszę zrobić „za jutro” 😉 ależ mi się nie chce. W ogóle przez ME będzie ciężko upychać treningi – bo mam ambitny plan obejrzeć co się da 😉

  7. „Wyjdź proszę za drzwi i przemyśl swoją postawę. Nie to, jak ja robię zbiegi albo jak ja śmiem Ci się z tego nie tłumaczyć, kiedy chcesz mnie w sprawie zbiegów postawić jak uczniaka pod tablicą. Tylko to, jak Ty się tutaj na moim blogu od lat zachowujesz.
    A potem, jeśli poczujesz się głupio i stwierdzisz, że możesz tu wejść z życzliwością – proszę bardzo.”

  8. Anonimowo chciałbym się wypowiedzieć, że czytając Te wpisy od jakiegoś czasu mam wrażenie, że komentujący ma problemy emocjonalne z sobą.

  9. piszmy swoje, anonimy ignorujmy…

    syn prawie osiemnastoletni na wuefie 6’20 na 1,5 km, czwarte miejsce w klasie (nikt nie złamał 6′) i czwórka czyli przeciętnie ale ja byłem i dumny i zaskoczony, bo syn jako sportowiec przyszłości (e- games) nie daje się oderwać od komputera więc świetnie sobie w realu poradził, potencjał jest, tylko jak go uruchomić? przykład rodzicielski na razie idzie w piach:)

    równolegle z boomem biegowym widoczny jest spadek „wysportowania”, nie tylko wśród młodzieży – jakiś czas temu czytałem, że w teście sprawnościowym do szkoły oficerskiej nikt nie wypełnił kryterium 4′ w biegu na km! – także my, dorośli amatorzy, co prawda rośniemy w masy, ale biegamy wyraźnie wolniej niż nasi poprzednicy, co widać choćby na statystykach dużych maratonów …

    ja też na razie powolutku: 10-14 km w tempie 5’40-5’30 na tętnie 130-133 – gdzie te czasy, kiedy takie tętno odpowiadało 5′-5’05/km i kiedy powrócą?
    marsz

  10. ten anonim nie był zamierzony, jak pisałem z telefonu, to się marsz wyświetlał, jak napisałem z kompa (nie żąda logowania), to anonim

    a piszę na komputerze wojtku, bo na moim telefonie-adroidzie jest to trudne, zawodzi chyba jakiś element związany z responsywnością – dla porównania można zobaczyć stronki giżyńskiego lub olszewskiego, ma których mój telefon tego problemu nie ma, oczywiście nie zawsze da się zadowolić oba środowiska:)
    marsz

  11. Marsz, to może jakiś problem z Twoim HTC. Ja piszę z HTC one E9plus i wygląda to nie najgorzej – co nie znaczy, że dobrze. Natomiast potwierdzam , że zarówno w komórce jak i na kompie po odświeżeniu strony następuje powrót do głównej. Sprawdzone na edge/chrome/mozilla.

  12. A moze Wojtku podepnijcie disqus do komentarzy? Odfiltrujesz anonimowe wpisy, kazdy bedzie widzial swoje komentarze na swoim profilu itp itd…

  13. Tu Dziki
    A Hania, lat 9, zaliczyła dziś dwa razy podium za bieganie. Raz była druga i raz trzecia. Dziki pierwszy raz w życiu zaliczył podium za bieganie jak miałem 41 lat. Takie prawdziwe podium ze stopniami i numerkami 1,2,3, i z dekoracją na podium. Jak chodziłem do szkoły nie stawiali podium 🙂
    Brawo Hania. Brawo Dziki za Hanię! 🙂
    Dziki

  14. @Dziki – tylko dawali używane łyżwy albo piłki do nogi. Jak w III klasie LO Dziki nie mógł biec, bo noga (tak jak jest opisane w odcinku), a Kowal już był po maturze, wygrałem taki bieg na 1500 m. Niestety piłka, która by się baaaardzo przydała była za drugie miejsce, a za zwycięstwo łyżwy, których nigdy nie użyłem :-/

    A tak w ogóle, to OGLĄDACIE? Ja lubię, jak telewizor emituje mecze przy takim turnieju, jak szemrzący strumyk. To dla mnie tworzy klimat imprezy. Więc dziś po głębokim namyśle, zakupiłem zakodowane mecze z Polsacie za 99,99 pln. Nie oglądałem Walii ze Słowacją. Ale Rosja-Anglia na razie the best. Umieją grać w piłkę, szybko i efektownie.

    No a jutro to chyba nawet Biegaczki usiądą przed telewizorami o 18.

  15. nie jestem w stanie oglądać całego meczu, nawet polaków, nawet finału ligi mistrzów, mam poczucie straconego czasu – o tyle dziwne, że jeszcze kilka lat temu byłem zagorzałym fanem (a kilkadziesiąt lat temu piłkarzem-amatorem) i starłem się oglądać wszystko przykładając do tego olbrzymią wagę; przyznam, że chwilami mi tego brakuje więc może obejrzę pol-ukr, bo to będzie chyba mecz najważniejszy – byle nie o honor:)

    zadziwiające jak wielkie znaczenie przypisuje się futbolowi; francuzi ponoć postawili na dwuletni program odbudowy wartość społecznych w oparciu o sukces reprezentacji na euro 2016

    wczoraj miałem trudny trening, 10 km od 5’30 -4’50 + 6 km 4’25 któremu nie podołałem – wróciły moje biegunki i po 8 km zrezygnowałem; wieczorem, po meczu spróbowałem raz jeszcze i było trochę lepiej, ale 2 km przed końcem znowu musiałem się poddać
    marsz

  16. Pingback: free downloadable creative resources - EXCLUSIVE

  17. Pingback: haris cizmic

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *