Nie pamiętam, czyje to powiedzenie, ale kojarzę, że kogoś, kto ma ą i ę w nazwisku. Przyszło mi do głowy jako najlepszy komentarz biegowy do zakończenia sezonu. Właśnie dlatego biegnę w tym tygodniu w Biegu Niepodległości, a za tydzień w Maratonie Kampinoskim.
Rozmawialiśmy dziś z Kingą przy obiedzie, czego ludzie szukają w bieganiu. Bieganie jest jak pudełko czekoladek – możesz wyciągać z niego różne rzeczy. Ktoś biega dla samej przyjemności ruchu, higieny sportowej. Ktoś przygotowuje się do biegów górskich, leśnych startów, żeby uciekać od miejskiej dżungli. Ktoś na tych krosowych biegach lubi powalczyć – o miejsce w kategorii, o czas lepszy niż w poprzednim roku, o co się da w takich niewymiernych warunkach. A ktoś chce powalczyć na asfalcie, na szybkiej trasie, urwać parę sekund z gałęzi, do której dosięga.
Ja wybieram te wszystkie czekoladki.
W najbliższą sobotę startujemy w Biegu Niepodległości. Las, normalnie las. Las rąk się podniósł we wtorek na Treningu Wspólnym, kiedy poprosiłem, żeby podnieśli rękę wszyscy, którzy startują w piątek. Zrobiliśmy solidne interwały – mocne, ale nie za dużo, żeby zdążyć z regeneracją.
Biegniemy też z Kingą. Kinga celuje w wynik poniżej 49 minut, ja poniżej 39 minut. Oboje będziemy musieli wysoko wyskoczyć, żeby tam dosięgnąć. I o tę czekoladkę tu chodzi, o cel, który jest osiągalny, ale wymaga wysiłku.
Wcześniej – o 10.45 na rondzie Babka (przy wylocie Al. JP2, od strony Woli, nie Wisły) – zapraszamy Podopiecznych i Sympatyków na rozgrzewkę. To podnosi motywację. A gdzie biec na maksa, gdzie sięgać gwiazd, gdzie odebrać wisienkę i truskawkę na zakończenie sezonu – jak nie w Biegu Niepodległości. Szybka trasa, niemal 100-procentowa gwarancja dobrej, chłodnej pogody. Polecimy jak orły i orlice, zobaczycie.


A tydzień później kończymy sezon z zupełnie inną czekoladką. Na liście startowej Maratonu Kampinoskiego oraz Półmaratonu Kampinoskiego z grona Podopiecznych znaleźliśmy Ewę, Kasię, Maćka, Andrzeja i Tomka plus paru Sympatyków. My z Kingą też startujemy. Jaki masz cel – zapytałem Kingę. Pozachwycać się puszczą. Czuję w tym lekką manipulację, bo chcę Kingę rozkochać w Kampinosie od lat, ale co tam jesteśmy, to ona wypatruje tam skalistych turni i wydyma usta, że niczego takiego nie ma. Może tym razem te bagna ją zaczarują.
Ja chciałbym być w pierwszej dziesiątce. Pobiec poniżej 3:30, co oznaczałoby start na poziomie mojej życiówki – miałem tam coś koło 3:20-3:25, ale na trasie o co najmniej kilometr krótszej od maratonu, a teraz ma być co najmniej kilometr dłużej niż maraton.
Ale tu liczby nie są dla mnie najważniejsze. Tak, na serio. Bo to moja dobra, stara Puszcza Kampinoska. Kiedy biegaliśmy tam z Dzikim w liceum, zapisywałem trasy w zeszycie w niebieskiej okładce. Tras nie pamiętam, było ich kilka, zmieściły się chyba na jednej stronie. Ale cały zeszyt zapisałem wirtualnie biegając po tej puszczy latami w różnych składach rowerowych, biegowych, samemu. Już jestem myślami przy tej chwili, kiedy biegacze przede mną znikną za zakrętem, kiedy przestanę słyszeć biegaczy za sobą i znów będę miał 25 albo 35 lat, i będę biegł, biegł przez ten las, oddychał liściastą wilgocią i wypatrywał szlaków na drzewie, tak jak kiedyś z tatą, z Jankiem. Wszystkie zdjęcia – i te z Puszczy, i te z Biegu Niepodległości – zrobione przez Janka.
To będzie zupełnie inne bieganie niż piątkowy Bieg Niepodległości. Jeśli jeszcze chcecie dołączyć, to można. Na Bieg Niepodległości zapisy są TUTAJ. Na Kampinos TUTAJ. Wpisujcie się jako KS Staszewscy, jeśli macie ochotę. Do zobaczenia. Na kawie albo na herbacie.