Kontuzja od NIEbiegania

Kiedy szykowałem się już w myślach na niedzielne DDD, kiedy już miałem zbierać się na pierwszy mocny trening po maratonie, dopadła mnie najdziwniejsza kontuzja ever. Kontuzja od tego, że przez ostatnie dwa tygodnie praktycznie nie biegałem.

Fizjoterapeuta potwierdza.

Chodzi o to, że moja ulubiona pozycja do pracy na laptopie wygląda tak:

Zła pozycja do pracy. Bardzo zła :-/

A człowiek podczas pracy siedzącej powinien usiąść prawidłowo przy biurku, stole, najlepiej na odpowiednio wyprofilowanym krześle biurowym. A jeśli już chce się walnąć z laptopem na kanapie, to pierwsze wstać się poruszać co 45 min., a po drugie siedzieć z kątem prostym w stawie biodrowym, a nie zaokrąglony jak wyżej.

Dobra pozycja, chociaż miejsce do pracy nienajlepsze. Kinga mi to powtarzała miesiącami, no i stało się…
  • Wszedł pan do mnie w takiej pozycji, w jakiej pan siedział na tej kanapie – powiedział fizjo. Stwierdził, że przyczyną bólu w odcinku lędźwiowym jest przeciążenie mięśnia wielodzielnego. To taki mięsień biegnący wzdłuż kręgosłupa, głęboko schowany, nie za bardzo da się rozciągnąć. Najbardziej czuje się go w czasie ataku kaszlu. Jak się zakrztusiłem w sobotę, to miałem wrażenie, że mnie tabun karateków okłada ciosami od środka.

Pomagam sobie ćwiczeniami od pana Łukasza, częstym rozciąganiem, Kinga odkleja mi powięź od najszerszego grzbietu masażami bańką chińską i jeszcze poleguję na akumacie. Z dnia na dzień jest lepiej, zaraz po wrzuceniu wpisu idę na pierwsze bieganie, 45 min. lekko, zobaczymy, co będzie dalej.

W niedzielę mieliśmy DDD. Nie dało rady wystartować, więc byłem stacjonarnym biurem zawodów. Patrzyłem z zazdrością jak wbiegają na metę biegacze z Vege Runners i nasi Podopieczni i Sympatycy. To były emocje. 19 osób w drużynie KS Staszewscy kontra 15 w Vege Runners. Było nas więcej, więc wygraliśmy klasyfikację ilościową. Ale byliśmy pewni, że w czasowej (4 najlepsze rezultaty w tym przynajmniej 1 kobiecy) zwyciężą Vege Runnersi, którzy na jesieni nie dali nam szans. Pobiegli świetnie. Ale reprezentanci Podopiecznych i Sympatyków KS Staszewscy byli łącznie o trzydzieści sekund szybsi!

Stoją od lewej na zdjęciu głównym. Opowiem od lewej. Z Krzyśkiem ścigaliśmy się na DDD z dwa lata temu, był u nas raz na treningu. No i jakoś tak po mojej Łodzi (przypomnę, zrobiłem 3:00:13) stwierdził, że w sumie też by się zakręcił wokół tego wyniku. Zaczynamy batalię o jesień. Obok Kasia – wraca po macierzyńskim i jest jak petarda, przebija przewidywania i była na DDD tylko o 2 sekundy od wyniku na podium wszech czasów (a to już 20. edycja). Robert nie dał mi szans na DDD na jesieni. A potem pobiegł maraton o jakieś 10 minut wolniej ode mnie. Usiedliśmy, pogadaliśmy… a ponieważ ja teraz pobiegłem maraton o 8 minut szybciej niż jesienią, to Robert uznał, że trenujemy razem do łamania trójki.

Na koniec – last but not least, jak mówiła pani od anglika – Antek. Pobiegł w niedzielę dychę 38:32, wow. Próbuje różnymi ścieżkami dobiec do złamania trójki w maratonie, kibicuję mu na wszystkich. Czasem zdarza nam się ze sobą startować – czy to w Kabatach, czy na parkrunie. I to właśnie „startować” jest dobrym słowem, bo ja Antka widzę tylko na starcie, potem śmiga.

Teraz idzie w ultra, przygotowuje się do biegu na 240 km. Ciarki cierpną.

Podopieczni i Sympatycy KS Staszewscy kontra Vege Runners. Najsympatyczniejsze zawody jakie znam. A to wegańskie ciasto na koniec…

W sobotę zgłosiłem się do wolontariatu na ursynowskim parkrunie. Bo i tak nie mogłem biec, a przede wszystkim, żeby pokibicować Yodzie 8.1, (osiem lat plus jeden miesiąc) w biciu rekordu życiowego. Stary chyba z początku marca – 27:35. Nowy 25:05.

Młody Yoda na ostatniej prostej parkrunu

Chrzanić kontuzję, to był dobry weekend.

Komentarze

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *