Na początku był Rzeźnik…

Już na początku pierwszej kadencji rządów PiS rozpoczął się atak na biegaczy. W maju 2016 roku odbyła się tzw. Pierwsza Batalia o Rzeźnika. Władze Bieszczadzkiego Parku Narodowego nie zgodziły się na organizację kolejnej edycji kultowego biegu ze względu na natłok biegaczy na trasie oraz erozję gleby. Nikt w środowisku biegowym nie dysponował danymi o ruchu turystycznym ogółem ani tym bardziej o wpływie zwiększonego ruchu na glebę, dlatego środowisko spolaryzowało się – część zarzuciła nowej władzy sprzysiężenie przeciw biegaczom, część zarzuciła biegaczom brak patriotyzmu.

Sytuację komplikował fakt, iż organizatorzy Biegu Rzeźnika rzeczywiście „podłożyli się” opinii publicznej. Komercyjny rozmiar biegu, a zwłaszcza ukrywanie problemów z trasą (mimo pobrania opłat) spowodowało, że dyskusje w środowisku biegowym koncentrowały się wokół tego, kto winien – organizatorzy czy władze parku. Zwyciężyło w końcu zdanie, że krynicki Festiwal Biegowy z 50 biegami to święto sportu, a Rzeźnik z pięcioma, to degradacja przyrody nastawiona na zarabianie kasy.

Tymczasem klimat wokół biegania stopniowo się pogarszał. Najpierw w niszowych portalach sugerowano, że bieganie jest złe, ponieważ odwodzi ludzi od uczestnictwa we mszy świętej. Potem premier podczas uroczystości maryjnych na Jasnej Górze w sierpniu 2016 roku stwierdził: – Zrobimy wszystko, aby na polskiej ziemi żaden tzw. maraton nie odbył się bez rozpoczynającej go mszy świętej. Niech biegaczy polscy pokażą prawdziwą twardość. Gdy armia Władysława Jagiełły stawała do boju pod Grunwaldem, uczestniczyła nie w jednej, a w trzech mszach świętych w upale. I co? I zwyciężyła!

Na jesieni tego samego roku podczas planowania budżetów na rok 2017 duże firmy państwowe np. PKO BP i PZU zaczęły stawiać warunki religijne organizatorom biegów. Wspomina anonimowy dyrektor maratonu w dużym mieście: – Spotkałem się z przedstawicielem zarządu i usłyszałem, że jest zagrożone dalsze finansowanie imprezy. Ewentualnie można by o tym pomyśleć, ale po wprowadzeniu pewnych zmian. Start maratonu miałby zostać przesunięty o godzinę, bezpośrednio przed startem biegacze mieliby wysłuchać mszy. Udało mi się tylko wytargować, że rozgrzewkę będziemy mogli zorganizować po mszy, a nie przed nią. Ale musiałem się zgodzić na obowiązkowy start w biało-czerwonych strojach. W pierwszym roku jeszcze się to upiekło, tylko księża grozili inaczej ubranym inaczej biegaczom, ale w kolejnych latach pod kościołami przy trasie gromadziły się bojówki Milicji Katolickiej i ściągały z trasy biegaczy w kolorowych strojach. Zwłaszcza, kiedy zdarzali się prowokatorzy ubrani w modne wówczas tęczowe barwy.

Pod wielkim znakiem zapytania stanął maraton organizowany przez państwowy Orlen w 2017 roku. I okazało się, że była to jego ostatnia edycja. Firma postanowiła zmienić strategię marketingową mniej lansować się przez sport, pozostawiając jedynie piłkę nożną, a bardziej przez finansowanie spotkań młodzieży, grup maryjnych i ruchu pielgrzymkowego. Pierwsza Orlen Pielgrzymka Częstochowska wyruszyła z Płocka w sierpniu 2018 roku i uczestniczyło w niej 30 milionów ludzi. Wszyscy otrzymali pakiety pielgrzymkowe z napojami izotonicznymi i plecaczkiem pielgrzyma. Zaś na łąkach pod Częstochową rozegrano zawody biegowe dla chętnych „Kto pierwszy do Boga” z metą na podbiegu pod Jasną Górę.

Dyskusje publicystyczne tamtych czasów grzęzły w szczegółach. Działający od początku 2018 roku KOB (Komitet Obrony Biegania) zarzucał rządowi antyzdrowotną i antysportową politykę. Druga strona odpowiadała, że duże firmy same mogą decydować, w co inwestują.

Nikogo więc nie zdziwiło, kiedy w roku 2019 rząd ogłosił nowy program społeczny „100 plus” finansowany z nowo wprowadzonego podatku farmaceutycznego płaconego przez koncerny oraz apteki, w których nie wywieszono krzyża. Program „100 plus” odpowiadał na ogłoszone podczas seminarium w Wyższej Szkole Medycyny Katolickiej w Toruniu postulaty zgłaszane przez Stowarzyszenie Biskupów, aby rozpropagować zdrowotne wartości otyłości. Pierwszym etapem programu miało być propagowanie w społeczeństwie sylwetki Zdrowego Polaka – osobnika cechującego się znaczną nadwagą, z dietą opartą na węglowodanach spożywanych w dużych ilościach i tłuszczu, unikającego ruchu oraz wychodzenia na świeże powietrze (przekraczające wtedy już 15-krotnie normy zatrucia ze względu na powszechne stosowanie pyłu węglowego, po wypowiedzeniu unijnych dyrektyw w sprawie ochrony środowiska).

Liczba biegów organizowanych przez samorządy lokalne znacznie spadła po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w wyborach samorządowych. Ale dopiero w roku 2020 po druzgocącym zwycięstwie wyborczym PiS (107,8 proc. głosów) biegi zostały w Polsce praktycznie zlikwidowane poza Maratonem Piastowskim w Dębnie i rozgrywanym półlegalnie na terenie kompleksu sportowego Agrykola Maratonu Warszawskiego zwanego wówczas podziemnym.

Narastająca opresyjność państwa także wobec biegaczy prowadziła do tzw. buntów biegowych. Udokumentowane są Dychy na Spacerniaku rozgrywane w Białołęce i we Wronkach. Jednak prawdziwą zmianę przyniosła dopiero Druga Batalia Rzeźnicka.

W maju 2021 biegacze potajemnie przez aplikację Signal umówili się w Komańczy i o świcie wyruszyli nielegalnie na trasę rozgrywanego tam przed laty Biegu Rzeźnika. We wczesnych godzinach popołudniowych przy podejściu na połoninę Wetlińską doszło do bójki z brygadą drwali prowadzących tam przemysłową wycinkę lasu – drwale nie chcieli wpuścić biegaczy na teren wycinki, ale nie byli w stanie ich dogonić (wg rocznika GUS średnia waga drwala w 2021 roku wynosiła 137 kg).

Takie legendy powtarzane na Snapchacie utrzymały w społeczeństwie sportowego ducha. Socjologowie byli zdanie, że był to jeden z elementów obywatelskiej mobilizacji przed wyborami w roku 2023.

Uwaga! A teraz Staszewski! Bez satyrycznej maski wieszcza:

To jest mój komentarz do wszystkich sosen, które ciosaliście mi na głowie po tekście na Newsweek.pl o przedziwnej koincydencji ultrakatolickich bredni biegowych, niechęci władz do cyklistów i wegetarian oraz kłodach rzuconych akurat w tym roku pod nogi organizatorów Biegu Rzeźnika. Niezależnie od ich przewin. Koniec.

Bieganie było w weekend w Łomiankach. Kinga poprowadziła najpierw rozgrzewkę na Biegu Łomianek – do Smoke on The Water, Ace of Spades i Eye of a Tiger w fitnessowym remiksie. Chyba wyszło, bo nikt nie uciekał, a wręcz przeciwnie, ludzie przychodzili.

lomianki

Fot. Bieg Łomianek

A ja dzień po imprezie (30-lecie matury) nie chciałem biec na maksa, bo i tak uzyskałbym słabszy wynik niż gdybym nie jadł cały wieczór białka z grilla i nie pił okazjonalnie. Poprowadziłem więc Podopiecznego Pawła na życiówkę. Plan marzeń – 39:xx – uciekł nam na czwartym kilometrze (Liczydła nie oszukasz – powtarzał za metą Paweł). Plan B – złamanie 41 minut z solidną życiówką – wyrwaliśmy. Paweł tak skutecznie, że na finiszowych 300 metrach na stadionie nie mogłem go dogonić.

Wyglądało to tak:

lomianki 1

lomianki 2

lomianki 3

lomianki 4

Fot. MSŻ

Moja Sportowa Żona tym razem nie naciskała, żeby szybko uciekać (po tym, jak przez nasz zbyt szybki odwrót z biegu w Starych Babicach straciłem szansę na stanięcie na podium po wygraniu klasyfikacji wiekowej). Nawet zachęciła mnie takim spontanicznym tekstem: – Wiesz, masz szansę w kategorii wiekowej, bo przed tobą tacy starzy ludzie nie biegli.

Pośmialiśmy się, a w kategorii byłem – na tym treningu – dwunasty.

Komentarze

4 thoughts on “Na początku był Rzeźnik…”

  1. Dzień dobry, tu gospodarz 🙂
    Witam Was pięknie.
    Ciekaw jest, kto się tu pierwszy zabłąka.
    Mam nadzieję, że podoba się Wam tutaj.

  2. Ahoj kapitanie! Bardzo mi sie podoba nowa odslona, tylko liczydlo sie strasznie lamie jak sie wejdzie telefonem 😉 Ponadto musicie koniecznie podpiac jakies uwierzytelnianie komentarzy, bo bedziecie tu mieli sieczke za chwile.

  3. Pingback: best rock from balkans

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *