Opowiem Wam o Oldze. Tej z dopingowymi zarzutami po tegorocznym półmaratonie w Poznaniu. Wykonałem z ciekawości robotę dziennikarską. Ale na blogu nie muszę zaczynać od niusa, mogę od początku.
To była konferencja prasowa któregoś Maratonu Warszawskiego. To znaczy Tego maratonu, jesiennego, odwiecznego, niezależnego od koniunktur w polityce i ceny ropy na giełdach – tylko nie pamiętam w którym roku. Na telebimie pojawiła się Olga wówczas Kalendarova, a może już Kalendarova-Ochal, Ukrainka z krwi i kości, Polka z miłości, nowego domu i języka. Nowa nadzieja, jak powiedzieliby fani gwiezdnych wojen.
To jakaś bardzo ładna historia w ogóle. Olga, Wanda, co chciała Niemca. A ściślej Polaka z Brombergu zwanego też Bydgoszczą, Pawła Ochala. Paweł też był kiedyś nową nadzieją. Pisałem o nim i o Henryku Szoście tekst do Biegania (wydawanego przez tego samego Marka Troninę S.A., który organizuje Ten maraton), mieli wtedy tytuł mistrza i wicemistrza Polski w maratonie i półmaratonie, i było oczekiwanie, że przegonią starą elitę. Henryk przegonił, Paweł doskoczył i tyle. Czasem coś wygra, zdobędzie, ale minimum olimpijskie jest poza zasięgiem.
Olga, wydawało się, pojedzie na olimpiadę reprezentować Polskę. Bo na tym telebimie wyświetlili ją wtedy, żeby ogłosić, że wystartuje w MW jako reprezentantka Polski, ponieważ dostała już polskie obywatelstwo. Więc to musiało być już po ślubie z Pawłem.
Cięcie. Wiosną tego roku gruchnęło, że w Półmaratonie Poznańskim jest dodatni wynik próbki A, potem B i że chodzi o Olgę. Smutek mnie ogarnął. I nikła nadzieja, że jednak Olga jest niewinna. Nikła, bo przy takich aferach zawsze wszyscy są niewinni. Barszczyk-srarszczyk (młodsi: Google).
Olga wydała na Facebooku oświadczenie o niewinności, a jakże. I cisza. Aż tu w Mistrzostwach Polski we wrześniowym Półmaratonie w Pile srebrny medal zdobywa Olga Ochal.
Fot. ze strony Olgi na FB
Jak to? Przecież jak w Rio łapali na dopingu ciężarowca, to wyprowadzano go pod strażą z wioski, psy za nim szczekały, a dzieciska biegły, ciskały kamieniami i obrzucały przekleństwami, wszystko w asyście kamer telewizji całego świata. I słusznie zresztą. A jak złapali w Poznaniu, to można sobie w Pile biegać jak gdyby nigdy nic?
Najpierw pytam w PZLA. Dostaję po kilku dniach odpowiedź od Janusza Krynickiego: „obecnie sprawy dopingu są poza kompetencjami naszej komisji” z odesłaniem do Komisji Antydopingowej. Mailuję wietrząc grubą aferę… i balon pęka. Michał Rynkowski, dyr. biura Komisji odpisuje: „W oparciu o wytyczne WADA dotyczące meldonium z czerwca br. nie było podstaw do ukarania zawodniczki (stężenie substancji według WADA świadczy o jej zażyciu przed dniem 1 stycznia 2016 r., od kiedy meldonium jest zabronione).”
Dopytuję jeszcze o szczegóły. „Stężenie meldonium w organizmie Olgi 17 kwietnia było dużo poniżej 1000 ng/ml”. A WADA pozwala w tym okresie mieć nawet 1000 ng/ml, żeby można było stwierdzić, że substancja została przyjęta wtedy, kiedy była legalna. A nawet przy 5000 ng/ml WADA zaleca laboratoriom, żeby skontaktować się z ich działem naukowym przed ostateczną oceną.
Półmaraton w Poznaniu mógł odebrać Oldze nagrodę, miejsce i chwałę. Bo ma w regulaminie, że po stwierdzeniu obecności substancji w próbce, jest dyskwalifikacja. Ale Komisja Antydopingowa tego przekroczenia nie uznaje za wykroczenie, bo stało się to w dobrej wierze i przed prohibicją. Uff.
Zatem niewinna.
Fot. Facebook Olgi
Zapytałem jeszcze Olgę.
– Tak brałam lek a w jego składzie rzeczywiście był meldonium, lekarz wraz z innymi lekami przepisał mi go ze względów zdrowotnych, na układ nerwowy. Problemy zdrowotne związane są ze sprawami rodzinnymi , o których teraz nie chce pisać. Przyjdzie na to czas – odpowiedziała Olga.
A że popisaliśmy sobie trochę dłużej, to mogę powiedzieć, że historia jest bardzo ciekawa i mocno życiowa. Olga obiecała o tym opowiedzieć po swoim starcie w maratonie 2.10, a Marek Tronina S.A. już szykuje na to miejsce w miesięczniku Bieganie.
Ja biegnę maraton 25.09 u Marka Troniny S.A. Jestem w gazie, czuję to, chociaż nie przeprowadziłem jeszcze żadnego matematycznego dowodu. Czuję takie nogi stalowe, bez grama tłuszczu, ale wszystko wyszykowane, naoliwione i wypolerowane szmatką. Czuję na bieganiu, że mógłbym tymi nogami mocniej, z przytupem. Boję się tylko fizjologii. Hemoglobiny za niskiej, na wszelki wypadek od dwóch tygodni łykam żelazo. Tłuszczu słabego spalania, ale kilometrów natłukłem jak nigdy, regularnie 70-80, a czasem nawet blisko 90 tygodniowo. Choroby jeszcze się boję, siedzę zakatarzony i w chusteczkę siąkam, jak dziadek.
Pogoda coraz lepsza. Dziś dobiegłem do pracy z rękami osmaganymi arktycznym powietrzem. Nie będzie chyba ideału – zimno i pochmurno – ale jednak wyraźnie chłodniej niż ostatnio.
Nie bójmy się. Atakujemy 2:54. Z Pictem.
Na koniec zegarek. Trofeum z Krynicy. Dostałem do tzw. testowania czyli w dzierżawę prawie wieczystą od Garmina. Kiedy Piotr z Garmina opowiadał mi o kolejnych funkcjach modelu Forerunner 735XT, oczy robiły mi się, jak u Małego Yody. Odbiera sms-y, pokazuje pogodę ze smartfona albo kto dzwoni. Ma bajeranckie tarcze, które można wirtualnie wymieniać, jak widać na zdjęciu. Regenerację ocenia dużo dokładniej niż moja dotychczasowa 620 (tam było zawsze, że regeneracja „dobra”, a z pięć razy w życiu, że „niezła” – tutaj oprócz tych terminów dodaje ocenę w dziesięciostopniowej chyba skali). Dziś miałem dobrą plus 2. W niedzielę powinienem mieć plus 10. Nie jest niestety dotykowy, ale przy tej ilości funkcji
byłoby to pewnie gorsze.
A przede wszystkim mierzy tętno z nadgarstka. To dla mnie ważne na zawodach, ostatnio zawsze biegam z paskiem od pulsometra. Perspektywa biegania bez paska ze znajomością obciążenia wydała mi się bajeczna. Zanim opowiem o swoich doświadczeniach w tej kwestii – spytam Was. Ktoś biega z 735? I jak?
22 thoughts on “Olga, Garmin i ja”
Będę trzymać kciuki za maraton. Ja też biegnę w Warszawie z mężem i bratem, ale tym razem będę szybciej, bo tylko na piątkę. Może jakaś nowa życiówka będzie 🙂
Teraz pogoda taka, że wszyscy z chusteczkami, mniejszymi albo większymi. 😉 Ja też 🙁
A zegarek prawdziwy bajer. Jeszcze tylko umiejętności latania mu brakuje. 🙂
A w Olgę wierzyłam
Mój czwarty maraton i pierwszy bez Trenera.
Pociesz Trenerze, bo się boję tego startu, jak Układ Dobrej Zmiany:).
Powodzenia dla Wszystkich startujących i 2:54 dla Trenera
@pawel – pocieszać Cię nie będę, sam wiesz, na ile rzetelnie się przygotowałeś. Zyciowki życzę, napisz 🙂
A u mnie kompletna kicha. Wczoraj zwaliło mnie do łóżka, temperatura i inne fizjologie. Chyba Warszawę pobiegnę w tym roku w Poznaniu. Zły jestem
mnie lecą łzy.
trzy tyg temu nadziałem na gałąź lewo oko, przez 12h myślałem, że… (sami wiecie co), wygoiło się po tyg; dwa dni temu spuchła prawa powieka zawężając widzenie do 50%, a dziś rano wrócił ból w lewym…, zaraz lecę do lekarza, przynajmniej wizyta będzie ekonomiczna – od razu oczka dwa…
pocieszam się też wynikami niedowidzących paraolimpijczyków na 1500m, którzy udowodnili, że się da!
więc nawet jak się do wesela nie zagoi, wystarczy, że będę widział cieńką niebieską linię pod stopami.
powodzenia!
marsz
Boże, jakiś nieszczęśliwy ten koniec lata pod blogiem…
Moja złamana noga, Marsza oczy i Wojtek z gorączką kilka dni przed startem.
Marsz, lecz te oczy porządnie, okuliści czynią cuda!
Wojtek – czosnek i dużo snu!
i jak tam te oczy Marsza?
A gorączka Wojtka? Będzie Orlen Warsaw czy u mnie w Pozku?
Noga złamana też niech się zrasta!
dzięki, oczy lepiej choć w medykamentach – planów startowych na wszelki wypadek nie konsultowałem z okulistą więc ich nie zmieniam:)
marsz
@marsz – to o oczach było tak straszne, ze nie mogłem spokojnie doczytać do końca. Dobrze ze lepiej
@gz81 – na dziś mam w głowie opcje: jednak Wawa plus ew. poprawka w Toruniu. Ale zobaczymy
No ja myślę, że Warszawa, bo właśnie zrobiłem ostatni trening i nosi mnie. Jakby ktoś zdjął ze mnie 10kg i włożył mi silnik w d… Aż się dziwię. Idę spać, bo to dwie kluczowe noce dla odpoczynku. Shine on!
Ja też biegnę i też mnie nosi, oby poniosło w niedzielę.
Powodzenia dla wszystkich startujących.
Pobodzenia w Warszawie i Berlinie!!! Dobrego biegania
Powodzenia!!! I do zobaczenia na trasie 🙂 Jednak biegnę 🙂
Wojtek już na piętnastce. Prognoza 2:53. To chyba dobrze? Trzymamy kciuki!
Prognoza 2:58. Trzy kilometry do mety. Będzie walką o 3h?
3:01:34
Ależ jutro będzie fascynujący odcinek! Już to czuję…
Wojtek, gratuluję!
Sam jestem ciekawy, byłem świadkiem walki do połowy mniej więcej. Wygrać z trenerem to zaszczyt. 95 miejsce open też fajne, ale czas 2:57:21 wrażenia nie robi niestety. Tak czy inaczej było fajnie,a trasa prawie jak w Berlinie.
4:13:44 dupy nie urywa, ale jak na moje totalnie januszowe bieganie, bez trenera, planu to nie jest źle. Szacunek dla wszystkich, ktorzy ukonczyli
No i poniosło mnie: 3:08:15!
Od początku było za szybko, póżniej dogoniłem grupę na 3:10, a na końcu jeszcze przyspieszyłem i przybiegłem przed grupą. Wszystko niezgodnie z planem 🙂
Marnuję swą kawę poranną z mlekiem kokosowym, bo nie mam do niej nowego odcinka bloga! już jutro.. Ciekawe, czy będzie negatywnie o 3:01:34, czy, w świetle choroby, będzie zadowolenie…
Mezo (raper), z którym się wirtualnie porównuje, zrobił wczoraj w połówce w Swarzędzu swoją życiówkę – 1:19:11 (45 sek lepszą od mojej), a więc dał jeszcze więcej motywacji na Samsung półmaraton w Szamotułach za 3 tyg.
Pingback: najbolje od domace glazbe