Zabił mnie, kiedy wbiegałem na most. Upał mnie zabił. Zrobiłem niezły bieg na 6 kilometrów, tylko niestety zawody były na 10.
To był ostatni dzień lata. Co roku jest taki dzień, słońce się przesila, zmienia w czerwonego olbrzyma, potem w białego karła i przychodzą czarne chmury, z każdej wielki deszcz, nawałnica, informacje na portalach o podtopieniach i połamanych drzewach. A potem nawet jak się pogoda poprawia, to to jest złota jesień, a nie skwar.
Już dzień wcześniej mówiłem Dzikiemu, że jak będzie gorąco, a wiadomo, że będzie, to z zamierzonego łamania 38 minut nic nie wyjdzie i skończy się na 38:50.
– Masz w oczach porażkę – powiedział mi Dziki. Wolałem to nazwać trenerskim realizmem. Ale realizm jest wtedy, kiedy przy półgodzinnym biegu w upale doliczymy sobie dwie minuty, a nie jedną, malutką minutkę.
Do piątek kilometra szło nieźle, 19:13 – lepiej niż wszystkie moje tegoroczne parkruny, na których najlepszy wynik mam 19:30 – w tych warunkach to nie było źle. Chociaż zrobiło się pod wiatr, wciąż to 38:50 wydawało się realne. Chociaż zrobiłem się taki gorący, że gdyby podłączyć mnie do sieci, mógłbym ogrzewać małe miasteczko przez kilka minut. Kiedy na punkcie łyknąłem wody, a resztę z kubka wylałem na głowę, to nic nie poczułem, jakby wszystko odparowało z sykiem.
Potem kilometr w zawstydzającym czasie 4:30 i nie wszystko da się wytłumaczyć podbiegiem na most czy wiatrem. Później przegonił mnie balonik na 40:00, ale biegł z nadróbką. Z tym że ja nie chcę się jeszcze zapoznawać z tym balonikiem, nie przed pięćdziesiątką proszę bardzo. A później go goniłem i skończyłem mój Bieg przez Most najszybszym kilometrem (3:43), wynikiem 39:46, 32 miejscem w open na podobno 900 osób (to nieźle) i dopiero 7 w kategorii.
Spojrzałem nawiasem mówiąc w przyszłość – jak to będzie po pięćdziesiątce. Będę walczył o pudła i mam nadzieję zagracić trochę mieszkanie pucharkami.
Moja Sportowa Żona zrobiła mi na finiszu dwa zdjęcia. Jak się pojawiam i jak znikam.
Czas słaby. Bieg z korektą niezły, daje dobre perspektywy w Maratonie Warszawskim. Tyle, że już tego nie zweryfikuję. Jedziemy wprawdzie z Moją Sportową Żoną do Krynicy (ktoś jeszcze jedzie? napiszcie, bo robimy spotkanie) na Festiwal Biegowy, ale tam biegnę tylko treningowy półmaraton po asfalcie. Nie na maksa, a zresztą maks też by tu niewiele powiedział, bo bieg jest po pagórkach.
Idę w Warszawie na całość. No, prawie na całość, bo jednak plan życiówka trzeba przesunąć na wiosnę, już na M-50. Cel na Warszawę: 2:54.
Jak znów będzie upał (ale nie będzie), przekładam na Poznań. Serio.
MSŻ miała w sobotę więcej szczęścia. Słońce niby świeciło, ale nie włączyło turbo, była zresztą 9, nie 11 rano. I jak miała cel na piątkę 22:30, to pobiegła 22:26. Zegarynka.
MSŻ w błękicie na zdjęciu z lewej. A na drugim najstarsza córka Dzikiego! Mieliśmy taki podwójnie rodzinny poranek – ja kibicowałem z Małym Yodą, Dziki z dwoma najmłodszymi córkami, a na trasie biegła MSŻ, a od Dzikiego najstarsza córka i żona („jakże piękna”), której jednak nie ująłem zajmując się dzieckiem.
Najstarsza nie tylko biega, ale trenuje, a Dziki realizuje się jako trener i mentor. Wygląda na to, że gen VO2max odziedziczyła po ojcu, w kilka-kilkanaście tygodni doszła do 23:13 na piątkę i z miny widać, że nie powiedziała ostatniego słowa.
Ja, [*****], też.
13 thoughts on “Ostatni taki upał”
Niestety nie mogłam Cię znaleźć w tym tłumie, choć próbowałam. Widzieliśmy się w czasie biegu i to dwa razy, ale biegłeś w przeciwnym kierunku. 😉 Nie zatrzymywałam. Wyglądałeś na takiego, któremu się spieszy. 🙂 Głośno dopingowałam.
W niedzielę chyba wszyscy osiągnęli gorszy wynik. Mimo to jestem zadowolona. Mój czas pozwolił na 1 miejsce w K40, a mąż stanął na 3 schodku w M40. Ale życiówek nie ma. 🙁
@Marzena, to już wiem, która Marzena, FB mi często wyświetla twoje finisze i pozostające dla mnie poza sferą marzeń czasy i miejsca twojego męża. I to bez sprawdzania w wynikach 🙂
Stałem na ostatnim zakręcie przed metą z Małym Yodą, kiedy MSŻ rozdawała za metą ulotki KS Staszewscy (dostałaś?) , a w biegowy tłum wszedłem tylko na chwilę, bo musieliśmy prędko jechać do mojego Ojca.prl.
Do zobaczenia przy kolejnej okazji
Oczywiście, że dostałam. 🙂
Byłam tak zmęczona upałem, że zastanawiałam się, skąd Kinga zna moje imię. 😉 A miałam je napisane na numerze 🙂
Do zobaczenia na kolejnym biegu 🙂
Niestety nie ostatni taki upał… we Wro (na maraton) zapowiadają 30. Tradycyjnie, k…. , a pobiec trzeba.
Tu Dziki
John, na wiosnę będziesz jeszcze w tej fatalnej M-40. Żniwa dopiero od października 2017 🙂
ostatni najszybszy, nie jest źle:)
marsz
Jednak nie ostatni… dzisiaj lampa, jutro lampa, w niedziele duchota, a połówka w Tarczynie właśnie w niedzielę.. I pewnie tak oczekiwane przełamanie po półrocznej przerwie na pieluchy trzeba będzie odłożyć. Ale kupno wózka coraz bliżej i mały Spejson będzie miał trening .;-)
To był ostatni dzień lata. Co roku jest taki dzień, słońce się przesila, zmienia w czerwonego olbrzyma, potem w białego karła i przychodzą czarne chmury, z każdej wielki deszcz, nawałnica, informacje na portalach o podtopieniach i połamanych drzewach. A potem nawet jak się pogoda poprawia, to to jest złota jesień, a nie skwar.
Pięknie napisane! Ale wygląda na to, że ten dzień jeszcze przed nami 😉
Wojtek w Krynicy. Johnson w Krynicy. I pewnie jeszcze parę osób w Krynicy…
A TY!!! ok123 masz już drążek? Ćwiczysz?
Ja kombinuję jak przebiec ten upalny maraton bez strat. Bo mam pomysły na bieganie w tygodniu po…
O Pjachu, jak fajnie, że o mnie pamiętasz!
Dzisiaj mija równo dwa tygodnie od wypadku.
Niestety kilka dni temu ortopeda na kontroli zdjął mi mniejszy gips założony w Zakopanem i zagipsował mi nogę na amen aż pod samo kolano. Jedyną nadzieję wiążę z tym, że kazał przyjść już za tydzień, może mi to zdejmie. Poczytałem trochę o gipsie syntetycznym („lekki gips”) – będę walczył.
Drążka wprawdzie nie mam, ale ćwiczę codziennie – brzuszki, pompki z nogami na kanapie, rowerek, ćwierćprzysiady na zdrowej nodze… Nic wielkiego, ale regularnie.
A na piękne wrześniowe lato patrzę sobie z balkonu… 😉
Miłego weekendu wszystkim życzę!
K…a, w Zakopanem nie ma już chirurgów. Byli. „Skończyłosie” dobre leczenie w tym szpitalu. Ktokolwiek, cokolwiek (czego nie życzę) to niech wieje do siebie. Do swojego szpitala.
Ok123 jesteś kolejną osobą, którą trzeba poprawiać po udzieleniu jej pomocy przez ten przybytek. We wspinaczkowym środowisku panuje zła o nich opinia.
Co tam w Krynicy?
Pingback: free downloadable creative resources - EXCLUSIVE
Pingback: best rock from balkans