Setka. Ale na rowerze

Najlepsze ujęcie na filmiku robię na koniec, kiedy już wracamy z Żelazowej Woli, ja i Tomek z pamiątkowymi filiżankami chopinowskimi, wszyscy po dobrym obiedzie w eleganckiej knajpie, tak eleganckiej, że głupio było wejść w lajkrach, polarach i kaskach rowerowych na głowie. Stanowiliśmy lekki dysonans. A to ujęcie to trawy bujane wiatrem, szalone, falujące jak dywan, jak Bałtyk, jak wykres tętna przy interwałach.

Wiedzieliśmy, że z Warszawy do Żelazowej Woli będziemy jechać pod wiatr i że ten wiatr będzie mocny, ponad 20 km/h, a momentami porywisty podobno do 80 km/h. Prognozy się sprawdziły. Za to wracaliśmy jak na skrzydłach, jak na żaglówkach. Nawet zrobiłem na jednej z pustych, mazowieckich dróg asfaltowych eksperyment – jadąc bez trzymanki rozpostarłem szeroko kurtkę na boki. Kiedy wiatr dmuchał porywem, człowiek dostawał przyspieszenia jak na bojerach. Ktoś powiedział: bike-kateing.

Takie drogi jak na Gassy, ale na zachód

To była jubileuszowa, 10. Wiosenna Wyprawa Wujów. To takie archetypiczne nawiązanie do klubów wyłącznie dla dżentelmenów. Jedziemy co roku kilkadziesiąt kilometrów po okolicach Warszawy, sami faceci, żadnego opiekowania się, szpanowania, imponowania, żadnych gier z podtekstami. Komu w drogę, temu rower i pedałujemy.

Już parę lat temu ustaliliśmy, że na 10. edycję jedziemy pełne 100 km. Udało się wyznaczyć naprawdę fajną trasę – ze spektakularnym celem, chociaż na zwiedzanie dworku Chopina nie starczyło czasu. Z fragmentami skrajem puszczy i po drogach jak na Gassy, najfajniejszych drogach dla rowerów na świecie – wstęgi asfaltu rzucone przez łąki i pola.

Zapis nutowy poloneza A-dur

Czy to ma coś wspólnego z treningiem? Absolutnie nie. Trening kolarski to uprawia moja koleżanka-Anka. Wylajkrowana do imentu wsiada na rower i ciśnie przed obiadem 150 kaemów z prędkością 34-37 km/h. Wszystko wyliczone jak na nas międzyczasy na maratonie. Nam średnia prędkość wyszła 16 km/h, bo mamy inny poziom, bo nie napieramy, bo było trochę Puszczy, trochę żwirów, dużo turystyki.

Nie ma się co oszukiwać, że to zastąpiło jakiś treningi wydolnościowy. Jeśli rower ma Ci zastąpić trening, to pedałuj tak, żeby jechać cały czas z tętnem 150-160. Wtedy dzielisz sobie przejechane kilometry przez trzy i rzeczywiście jest efekt wydolnościowy. Ale u mnie tętno średnie z jazdy wyszło 120, to ledwo trucht.

Tomek, Witek, Jacek, Piotrek, Wojtek i ja. Przed bramą dworku państwa Chopinów

Bieganie miałem zrobić w niedzielę. Ale zapomniałem, zamiast tego poszliśmy na godzinę rodzinnie na ping-ponga. Wygląda na to, że Mały Yoda odziedziczył po Kindze i po mnie predyspozycje sportowe do kwadratu. Chciałbym mieć taką koordynację i talent do wszystkich sportów. Było tak fajnie, że zapomniałem zrobić foty.

Pobiegałem w zeszłym tygodniu tylko dwa razy. Najpierw był mocny kros w Lesie Bielańskim, na którym nie dał mi szans Rafał. I w sobotę, kiedy ja przejechałem ostatecznie 105 km na rowerze, Rafał przebiegł dokładnie ten sam dystans na zawodach Jaga-Kora. A w czwartek udało mi się upchnąć tylko 30-minutowy trening siły biegowej w postaci Ministerstwa Dziwnych Kroków.

Chyba niechcący wszedłem w roztrenowanie. Zrobię jeszcze tydzień luzu, a do treningu wracam od czerwca. Od naszego obozu sportowego w Krutyni.

Żelazowa Wola, rower aluminiowy

Na koniec każdej Wyprawy Wujów – albo w jej kulminacyjnym punkcie – podnoszę rower. Koniec.

Komentarze

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *