Wakacje. Trzy pierwsze dni

Dziś przemówią fakty, bez komentarzy. Piątek 16.00, wychodzę z Ratusza prosto na wakacje. Miałem w planach biec do domu, ale rano zmieniłem zamiar – i dobrze, bo piekarnik rekordowy.

Jak jest taki upał, można biegać. Ale raczej w lesie, raczej wcześnie rano albo późno wieczorem. A nie wczesnym popołudniem przez Marszałkowską.

Na pierwsze bieganie wakacji – na razie w formie „Lata w mieście” ruszam w sobotę rano. Półmaraton treningowy do Konstancina i z powrotem. Jest chłodniej, ale znów walczę o tempo 6:00, muszę docisnąć, żeby wyszło na koniec 5:58. Dziwne, pomedytować o tym muszę ja.

Mówiłem, że z Małym Yodą obejrzeliśmy właśnie po raz pierwszy w jego ośmioletnim życiu Gwiezdne Wojny, epizody IV-VI? To mówię. Mały Yoda przejęty jest.

Kiedy wróciłem z biegania Mały Yoda naciskał na wyjście z piłką na boisko. Wyszliśmy razem z Moją Sportową Żoną (ta ksywka tu najlepiej pasuje) i trzema piłkami. Potrenowaliśmy siatkę, kosza i piłkę. Potrenowaliśmy, bo Kinga wyszukała na YouTubie naukę techniki odbijania sposobem górnym i skorygowała Małemu Yodzie odbicie.

Po południu mieliśmy sprawę w pobliskim Miasteczku Wilanów. To śmignęliśmy już tylko we dwoje na rowerach, a potem zjedliśmy sobie na kolację śniadanie w Charlotcie.

Na drugi dzień wakacji z aktywnymi znajomymi rodzicami z klasy Małego Yody wybraliśmy się na super rekreację. To pierwszy sezon, kiedy jest ona tak łatwo dostępna dla mieszkańców Ursynowa i Wilanowa. Pojechaliśmy rowerem przez nowy most nad Świder. Oczywiście z piłką do siatkówki. Niestety jednej osobie zdarzyła się przy tym w całkiem niewinnej sytuacji poważna kontuzja, o czym piszę, bo nie zawsze sport jest różowy. Trzymaj się, rycerzu!

Po odbijaniu z dziećmi udało nam się we dwóch z Tadkiem dołączyć do grupki odbijających dorosłych. Ja jednak bardzo lubię grać w siatkę. Parę piłek zepsułem, parę zagrałem dobrze, cały mecz mnie ucieszył. I na jedzenie do knajpki, a potem na rowerach do domu. W sumie 39 km, rekord dzienny Małego Yody. Czy mogą być lepsze wakacje?

Dzień trzeci czyli dziś. Rano bieganie, treningowy półmaraton. Do Konstancina oczywiście, koło ławeczki z Żeromskim. Tempo żenujące, fakt że upał, ale nie powinienem walczyć o to, żeby nie pobiec kilometra powyżej 6:30 min./km, skoro w maratonie celuję w tempo 4:15. Pomedytować o tym muszę znów.

Dobrze się zaczynają wakacje, aktywnie. Lepiej być aktywnym niż biernym. Obojętne, czy to Suwalszczyzna (z której fotkami będę Was zasypywał pod koniec tygodnia na fejsie), czy Lato w Mieście, czy życie.

Komentarze

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *