kot – 25 marca 2008

Uwaga, dziś będę zniechęcał do biegania. A tytułowy kot będzie na końcu. Mam dzień wolny, a chciałoby się pobiegać. Bo ja to kocham, bo na długich treningach wpadam w mantrowy nastrój, na ostrych czuję, że żyję. Kiedy świeci słońce, mięśnie mi się cieszą. A kiedy leje i wieje hartuje mi się duch. Dzień wolny to stan nienaturalny, to odpoczynek po męczącym treningu/treningach, to oczekiwanie na następne. No kocham biegać. A nie cierpię brzuszków, siłowni, masy ćwiczeń, które są nieodzowne dla zawodowców i byłyby przydatne dla amatarów. Wiem, że pobiegłbym lepiej w niedzielę, gdybym łoił brzuszki na zmianę z grzbietami. Bo wtedy środek ciała jest mocno osadzony, nogi mielą jak u strusia. Ale nie robię tych brzuszków. Kilka zrywów w roku – a to okres ławeczkowy, a to łóżkowy, a to piłkowy – to nie jest prawdziwe wzmacnianie mięśni brzucha. I jeszcze ważniejszych mięśni grzbietu. Dziś mógłbym sobie zrobić porządną serię brzuchów i grzbietów. Ale za nic nie mam na to ochoty. Sport, zwłaszcza ten rekreacyjny, to ma być przede wszystkim przyjemność. Czasem perwersyjna, wykańczająca, żmudna – ale przyjemność. Dlatego zniechęcam wszystkich, którzy próbują się przekonać do biegania, robią to dla męża/żony/sylwetki/zdrowia. A codziennie mają opór we wszystkich mięśniach przed wyjściem na trening. Nie macie chęci na wszystkie plusy które daje bieganie – sprawność ciała, przyjemności duchowe – to nie wmuszajcie sobie tego. Może bieganie – tak modne, tak proste – wcale nie jest waszą drogą. Może jeśli już chcecie wstać sprzed telewizora, odnajdziecie ścieżkę przez inne sporty. Jest tyle innych dyscyplin olimpijskich, a ponadto kilkadziesiąt odmian fitnessu, jogi, tai-chi, squash i nordic walking. Gdyby naukowcy dowiedli, że najlepsze dla organizmu jest robienie brzuszków, Fundacja Maratonu Warszawskiego organizowała zawody w brzuszkach na czas, a Piotr Pacewicz zainicjował w Gazecie akcję Polska Robi Brzuszki – to przysięgam wam na prezesa Kaczyńskiego, że nie dałbym się do tego przekonać. A bez przekonania to nie ma sensu. Razem z Michałem S. (biegacz z przewlekłą kontuzją) i Małgosią S. (nie biega, ale ma żartobliwą potrzebę tłumaczenia się z tego) obmyślaliśmy dziś plan wiosennej akcji Polska Biega. Kogo ze znanych osób można by namówić na bieganie. Zaczęliśmy od Dody po czym przez Szymona Majewskiego dotarliśmy do polityków. Powstała wizja prezesa Kaczyńskiego biegnącego w odmianie kani crossu z kotem w uprzęży biegowej. I na tym poprzestańmy.  Â

Updated: 12 marca 2009 — 18:55

Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.

Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.