obóz – 10 września 2007

Obóz czas zacząć. Zaraz wychodzę na trening. Drugi trening. Mój guru, trener Jerzy Skarżyński zawsze powtarza: odpocznij. Wyluzuj. Biegaj mniej. Trenuj lżej. Pamiętaj o superkompensacji (sprawdźcie w googlu co to). Ale ile razy próbowałem tej filozofii, to na zawodach popłynąłem. Ja muszę inaczej. Dołożyć sobie. Dlatego ten tydzień będzie najcięższy tego lata. Stacjonarny obóz treningowy. Coś takiego, na co profesjonalni albo półprofesjonalni biegacze jadą w góry do Kenii albo do Szklarskiej. W wariancie miejskim wygląda to tak: rano trening długi i wolny, a wieczorem krótki i szybki. Tak przez dwa dni, trzeci będzie odpoczynkowy, czyli tylko poranny trening. Potem znów dwa dni na ostro i jeden z jednym treningiem. Ten system podpatrzyłem kiedyś u zapaśników na obozie w Zakopanem. Rano było jakieś 15-16 km w tempie ok. 5:15-5:30 kilometr. Pobiegłem na stadion przy Koncertowej, żeby wykalibrować sprzęt firmy-bogini. Bo wiecie, jaki mi dystans zmierzył na wczorajszym półmaratonie? 18 km 260 m. A wiecie ile ma półmaraton? Prawie 3 km więcej. I na stadionie spotkałem kolegę z pracy. Trenuje do sztafety w Maratonie Warszawskim. Oj, będzie się biegało. Zrobiliśmy razem z pięć kilometrów, potem go odbiegłem (to znaczy odprowadziłem biegiem) pod dom, a potem wróciłem do domu. I stuknęło mi półtorej godziny I zakresu. Teraz czekam aż Moja Sportowa Żona wróci z dwóch godzin fitnessu. I mam nadzieję, że wtedy deszcz przestanie padać. A potem ruszam w noc. Nie lubię takich treningów po nocy. Wolę biegać rano. Ale z drugiej strony kocham te obozy razem z tym nieprzyjemnym nocnym bieganiem, kiedy ciemność zatyka oczy. Bo czym większą pracą coś się okupi, tym bardziej się to ceni. To znana prawda psychologiczna. Fajnie ją poczuć na własnych mięśniach.  Â

Updated: 12 marca 2009 — 18:55

Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.

Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.