KS Staszewscy – Trenuj Bieganie

Maraton przed remontem biodra

Serce cię oszuka, żona cię oszuka, ale maraton cię nigdy nie oszuka. Ułożyłem sobie to zdanie, kiedy po trzydziestym kilometrze Maratonu Warszawskiego wyprzedzali mnie kolejni biegacze, sekundy uciekały, a minuty wlokły się w nieskończoność. I jeszcze takie, że chociaż kocham moją żonę całym sercem, to maraton kocham szczególną miłością.

Tę historię warto zacząć opowiadać gdzieś na 31. kilometrze. Trzeba tylko wiedzieć, że mam zwyrodnienie stawu biodrowego i za tydzień idę na operację wstawienia endoprotezy. I można tytułem wstępu dodać, że mierzyłem z tym maratonem w 3:30, ale odczyty tętna regularnie powyżej 170 w pierwszej połowie trasy nie dawał szans, że ta misja się powiedzie. Poderwała mnie jeszcze do boju koło 25. kilometra starsza córka (kiedyś trenowała LA, teraz wraca do aktywności, więc banan na buzi). Ale po kilku kilometrach zatrzymała mnie ściana, na szczęście kontrolowana, zwolniłem o 30-40 sekund na kilometrze i dowiozłem 3:38.

Chory człowiek, a może

No ale na tym 31. kilometrze dobiega do mnie Podopieczna Magda. Przed starem powiedziałem jej, żeby biegła na 3:33 i liczyłem, że będę na nią czekał w strefie, a okazało się odwrotnie. I Magda krzyczy: jesteś cyborgiem. Zmotywowałem ją do walki, podobno brzydkim słowem a la Tomasz Fornal, nie pamiętam.

Gdzieś koło 35. kilometra wyprzedza mnie młody chłopak, pyta czy wszystko w porządku. Dziwię się, przecież wszystko gra, nie zwolniłem aż tak bardzo.

Na 38. kilometrze widzę człapiącego biegacza. Ale nie człapanie jest najdziwniejsze, ale że on biegnie przechylony na bok. Jak statek pijany Rimbauda. Albo jak w tej szancie: przechyły i przechyły. Dziwię się w myślach, że facet biegnie, jakby go – powiedzmy – pogięło, chociaż tak naprawdę pamiętam, że myślę brzydkim słowem. Na maratonie człowiekowi puszczają hamulce w głowie.

A pół kilometra przed metą czeka Kinga. Krzyczy prawdę prosto w oczy: Piesek! Bo taką mam w domu ksywkę. A potem przekrzywia się mocno na jedną stronę, jakby ją – powiedzmy – pogięło i pokazuje jak przechylony biegnę.

Finiszuję, za metą przechodzę do marszu, idę prosto. Ale skręcam w prawo. Znów dwa kroki do przodu i znów skręcam prawo na barierki.

Wojtek, połącz kropki. Zaczynam rozumieć wszystko. To co widać na zdjęciach i na filmiku, jaki zdołała mi nakręcić Kinga na finiszu. Całą drugą połowę trasy biegłem, jakby mnie pogięło. Jakby mnie kompletnie po… gięło. Acha, to coś takiego miał na myśli ortopeda, który zdziwił się, że muszę nieźle kompensować ruch, jeśli trenuję do maratonu. Obciążałem tylko zdrową, prawą nogę, a lewa nie pracowała w pełnym zakresie, starałem się jej nie obciążać, delikatnie się podeprzeć i wrócić do prawej, na której mogłem mocno wylądować i mocno się odbić.

Maraton prawdę ci powie

O co chodzi z tą żoną, sercem i prawdą? Zacznijmy od serca. Kocham maratony. Hemingway uważał, że są dwa sporty: walki byków i wyścigi samochodowe – a cała reszta to gry. Ja uważam, że w bieganiu jest tylko maraton, a cała reszta – wyścigi kogutów, szybkie dyszki, marszobiegowe ultra po górach itp. – to zabawy biegowe.

Kiedy decyzji o operacji nie dało się już dłużej odkładać (mijają właśnie 3 lata od pierwszej diagnozy zwyrodnienia biodra), bałem się, że to będzie koniec biegania maratonów. Że owszem, pan sobie potruchta, lekko, może jakąś dziesiątkę, dla zabawy. Ale żadnego ścigania, a już na pewno na 42 kilometry. Pan się nie będzie chciał posłuchać, to pan sam zobaczy, jak będzie bolało. Z trasy pan zejdzie, chociaż nigdy pan nie zszedł.

Medyczne stwierdzenie ortopedy, który będzie mnie w przyszłym tygodniu operował: „Bieganie nie jest przeciwwskazaniem po założeniu endoprotezy” zdjęło mi kamień z serca. Mam dostać endoprotezę dla aktywnych, operacja będzie metodą, która nie ograniczy mojej aktywności. Wszystko super, oby się powiodło.

Ale nawet jeśli ten maraton nie jest ostatni, to bardzo chciałem w nim pobiec. Bo jest warszawski, bo jest mój, bo jestem z nim związany sercem od lat. Nawet jeśli wynik, na jaki mogę liczyć jest daleki od tego, co mnie niedawno cieszyło.

Na ile biec maraton? Dwa tygodnie wcześniej na półmaratonie w Tarczynie było 1:39:23. Wrzuciłem wynik w nasze Liczydło Biegowe – wyszło 3:38:27. Ale ja mam trochę lepszą wytrzymałość niż średnia biegaczy, więc może być trochę szybciej. I gdybym wystartował na 3:35, to pewnie dowiózłbym taki wynik do mety. No ale sam się oszukałem, sercem tak pragnąłem zobaczyć na zegarku złamane 3:30, że w to uwierzyłem.

Kinga nie wierzyła, ale serce kazało jej podać mi pocieszającą matematycznym wdziękiem prognozę: 3:33:03. To był mój plan B.

Ale w maratonie to jest piękne, że nic sobie nie robi z takich planów. Pobiegniesz w najlepszym razie to, na co jesteś gotowy. A jeśli zaczniesz za szybko, pobiegniesz trochę poniżej swoich możliwości. Więc zamiast realnego 3:34-3:36 wyszło karne 3:38:38. Dziewięć sekund poniżej wskazania liczydła, więc mogę się tylko ucieszyć, że liczydło działa, ale ja nie wykorzystałem swojego kuponu bonusowego z racji większej wytrzymałości.

Do zobaczenia za rok w Warszawie

W przyszłym tygodniu operacja, potem rehabilitacja i truchtanie. Kiedy powrót do treningów, kiedy do startów? Dopytam w szpitalu, ale z pierwszej rozmowy wynika, że na wiosnę już się będę mógł ścigać. Chciałbym wrócić do lepszych liczb. Dziesiątka poniżej 40 minut? Trudno będzie. Ale chociaż piątka poniżej 20. Połówka poniżej 1:30? Łatwiej niż z dziesiątką, ale może już to się nigdy nie stanie.

A maraton? Rok temu pisałem, że 3:15 to nowe 3:00, liczyłem, że zostanę w tej strefie przynajmniej do wejścia w M-60. Chciałbym, ale na razie sięgam tam tylko marzeniami. Boję się, że wrócę do walki o złamanie 3:30. Tak jak było w pierwszych latach biegania, kiedy przed dobre 8 lat kręciłem się wokół tego wyniku. Raz złamałem i byłem uśmiechnięty, raz nie złamałem i byłem uśmiechnięty inaczej.

Zobaczymy już za rok, w Warszawie. Do zobaczenia!

Acha, żeby była jasność. Na tych wszystkich zdjęciach wydawało mi się, że stoję albo biegnę prosto jak struna. Głowa też nas może oszukać.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *