bobo – 3 stycznia 2008

Po świątecznych feriach bolą mnie nogi. Ale kark przestał. I to wcale nie wychodzi na zero. Wracaliśmy cały środowy wieczór i pół nocy. Radio Kraków opowiadało w kółko o monstrualnych korkach na zakopiance, więc pojechaliśmy w kółko – przez Mszanę, Dobczyce do Myślenic. Krążenie po Podhalu to już moja specjalność. W środę w dzień jeszcze sobie pobiegałem po wzgórkach, półtorej godziny. Klasyczny kross, bo dużo było przeplatanych podbiegów i zbiegów. Tak mnie znużyło przedzieranie się przez śniegi, że zapomniałem o obowiązkowym rozciąganiu po treningu. A ponadto rano pojeździliśmy na nartach. Więc nie ma się co dziwić, że nogi bolą mnie do teraz. Nie tylko naruszone w sylwestra kolano, ale dopadło mnie wreszcie zwyczajne zmęczenie mięśni. Dlatego czwartek jest przepisowym dniem odpoczynku. A co z tym bólem karku było? Nie pamiętam, czy skarżyłem się wam przed świętami, ale kłuło mnie coś potwornie. Przez kilka dni myślałem, że to może od złego spania albo zawiania. Dopiero siostra cioteczna, po rehabilitacji na AWF-ie wyprowadziła mnie z błędu: typowe przeciążenie komputerowe. Bierze się z ustawienia monitora na skos, z ciągłego operowania myszką. Człowiek się zgina jak dziób pingwina, mięśnie przykurczają i zaczynają boleć. Ból bólowi nierówny. Ten w nogach jest zdrowy, czym bardziej boli, tym młodszy jestem, sprawniejszy, bardziej wypełniony energią. Ten w karku był schorzeniowy, wynaturzony, geriatryczny. Był – bo przeszedł. W górach nie było tak oczywistego dostępu do komputera, bo w pokoju z tym urządzeniem śpi malutki bobas. I od razu kark zdrowy. W samochodzie Moja Sportowa Żona opowiadała mi, jak się na Podhalu straszy małe dzieci. Babcie-terrorystki z całej Polski mówią dziecku, żeby nie wchodziło do ciemnego pokoju, bo tam są duchy, strachy, czarownice. A na Podhalu się mówi, że tam jest bobo. Przecież to czysta poezja. I wracaj tu człowieku do pracy. Szukam teraz – zarzucając sieci w internecie – rodziców, którzy mieli problemy z nianią. Na przykład straszyła dziecko, że pożre je bobo. Niania, która miała problemy z rodzicami też może być. Jeśli ktoś chciałby opowiedzieć historie swoje lub znajomych, to proszę o kontakt: ajanatobiegam@agora.pl. MSŻ też wróciła do pracy, chociaż ostatnio ubyło jej trochę godzin w fitnessie. Ale akurat dziś koleżanka poprosiła ją o zastępstwo, więc właśnie prowadzi wzmacnianie oraz brzuch/uda/pośladki. Rezygnujemy więc z wieczornego badmintona. A córka przedszkolak właśnie biega po mieszkaniu. Boi się robala, który podobno przechodził właśnie po parapecie. A nie żadnego bobo.  Â

Updated: 12 marca 2009 — 18:55

Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.

Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.