Siedzę i mi się nie chce. A przede mną jeszcze wieczorny trening. Jak tylko Moja Sportowa Żona wróci z wieczornych zajęć. Już po porannych stwierdziła, że w Warszawie największa frekwencja na zajęciach fitness jest w wielki piątek. Co tym bardziej jest dla niej szokujące, gdyż na Podhalu w wielkim tygodniu życie publiczne zamiera. Wiem, że o tym pisałem, ale to było rok temu, a mam nadzieję, że przybywają tu też nowi biegacze. Więc czekam na powrót MSŻ i oglądam z córką przedszkolakiem "I kto to mówi", główna bohaterka jest już w zaawansowanej ciąży i spodziewa się rozwiązania. Właściwie to byłby lepszy film na święta Bożego Narodzenia, ale to na marginesie. Wymęczyła mnie ta młócka podwójnych treningów. Z trudem przypominam sobie, jak biegałem rano. Acha, godzina na spokojnie. Wracając z Lasu Kabackiego spotkałem kolegę z pracy, a zarazem z klasy w liceum, Piotrka S., z którym ścigałem się w liceum. Wiem, że pisałem, ale jest a propos. Piotrek po miesiącu marszobiegania doszedł do tego, że 1800 m od szlabanu do szlabanu pokonuje za jednym zamachem. I stracił cztery kilo. Przetruchtaliśmy paręset metrów razem. A w pracy robiłem dziś wywiad. Z pewnym aktorem, który w dzieciństwie trenował biegi, a dziś gra w popularnej telenoweli. Dam radę dziś spisać tę rozmowę z kasety? Zobaczymy po wieczornym treningu, 30 minut na szybko. Powinno być 45, ale chyba nie zmuszę się do tego. Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.