Niesamowicie brzmi muzyka klasyczna w ośnieżonych górach. Podczas półtoragodzinnego krossu. Człowiek wpada w sentymentalny nastrój Tak bardzo byłem przekonany, że dziś jest sobota, że o 10. wysłałem córce licealistce sms-a, że pobudka. Dostałem odpowiedź, że właśnie zaczyna się trzecia lekcja. Zrobiłem dziś tę trasę, którą jakieś siedem lat temu pokonywaliśmy z córką licealistką (wówczas na początku podstawówki) w ramach całodziennej wycieczki górskiej. Parę minut za Maciejową droga robi się kamienista i zaczyna wspinać pod górę, jak żywa stanęła mi przed oczami tamta dziewczynka dzielnie tupiąca do góry. Sentymentalny się robię na starość. Teraz było to długie wybieganie. Po nartach we mgle z Moją Sportową Żoną wbiegłem na Maciejową – to stok narciarski, zbyt stromy, żeby uznać to za sensowny trening wytrzymałości i zbyt długi podbieg, żeby brać go mocno i ćwiczyć siłę biegową. Podbieg zajmuje 15 minut, a zjazd na nartach 3 minuty. Zrobiliśmy sobie zresztą przy zjeżdżaniu zawody z MSŻ, ja ruszałem, a MSŻ 18 sekund (10 proc. czasu) za mną. Przeleciała koło mnie na finiszu. Na szczęście, bo wyobrażam sobie, co by było, gdyby nie wygrała. Z Maciejowej na Stare Wierchy biegnie się trochę ponad pół godziny. Droga lekko pod górę, zrobiłem spokojny pierwszy zakres. Na drzewach leżała zima, dookoła rozpościerał się idealny spokój, a na uszach muzyka klasyczna z empetrójki. Przy schronisku na Starych Wierchach w tył zwrot. A tu też ciepłe wspomnienia, pierwsza noc z MSŻ, było tak zimno, że nie szło się rozebrać. Sentymentalny się robię. Zbieg trochę żywszy, żeby utrzymać tętno na poziomie pierwszego zakresu, a nie truchtu. Poniżej 900 m zima się skończyła, spod śniegu zaczęły wystawać trawy, a do rodzinnego domu MSŻ dobiegłem po łące. Zaniedbałem rozciąganie i potem od obiadu wstałem jakby mnie pogięło. Na szczęście rozciąganie ma sens nawet wieczorem. Więc strzeliłem sobie teraz małą serię. Najpierw głęboki 20-sekundowy skłon, żeby rozciągnąć ścięgna podkolanowe. Potem przepychanie ściany, żeby rozciągnąć łydkę. Potem bocian – przyciąganie pięty do pupy w staniu na jednej nodze, żeby rozciągnąć czworogłowy uda (z przodu). Skłon ze skrzyżowanymi nogami na dwugłowy uda (z tyłu). I kucanie z rozpychaniem kolan łokciami na zewnątrz na rozciągnięcie przywodzicieli. Polecam wam to po każdym treningu. A MSŻ ze swoją mamą i siostrą pojechały właśnie na fitness. MSŻ dostała w zeszłym tygodniu godzinę fitnessu w nowym klubie w Warszawie, tuż koło naszego domu. Opowiadała, że jak poczuła charakterystyczny zapach tego klubu, to przypomniało jej się, jak zaraz po przeprowadzce do Warszawy chodziła tam jako klientka i marzyło jej się, żeby kiedyś stać po drugiej stronie. Sentymentalna się robi. Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.