Mam od dziś w domu fajny sprzęt. Przenosi w inną rzeczywistość biegową. Wiem np., że biegałem ze średnią prędkością 5:17 na kilometr. W tym tygodniu odpoczywam, więc dziś zrobiłem tylko 13 km. Ale powoli. I zakres i to niezbyt zaawansowany sądząc z tempa. Odprowadziłem rano córkę przedszkolaka i zanim usiadłem do komputera poleciałem z nowym sprzętem do Lasu Kabackiego. Sprzęt działa tak, że w bucie jest czujnik, a w kieszeni odbiornik ze słuchawkami na uszy. Można słuchać muzyki (niestety na razie same pliki jak z plastikowej rozgłośni radiowej), można nacisnąć guzik i wtedy miła pani (raczej woman, bo Angielka) poinformuje przez słuchawki, ile kilometrów i metrów się przebiegło, ile czasu się biegnie i jakie ma się w tej chwili tempo w minutach i sekundach na kilometr. Ale czad. Nie piszę, jaki to sprzęt, niech to będzie quiz ze znajomości nowinek sprzętowych. Nie piszę dlaczego go mam, bo o tym będzie w czwartek w publicznej telewizji, plastikowym radiu, a w piątek w papierowej gazecie. Nie podam też nazwy firmy, zgadujcie. Zrobiłem dziś trening niezbyt eksploatujący. Ale nogi bolą. Wiecie dlaczego? Przyznam się. Zaniedbałem po bieganiu ćwiczenia rozciągające. Na szczęście córka przedszkolak nie zrobiła jeszcze swojego zestawu ortopedycznego. Więc jak tylko skończy się Cliford wielki czerwony pies, bierzemy się za gimnastykę wieczorną. A sprzęt jest niesamowity. Leży przede mną i cieszy oko. Ale przede wszystkim nie mogę się doczekać następnego treningu. Bieg, w którym na bieżąco mogę kontrolować tempo, to marzenie, którego przez lata nawet bym sobie nie wymarzył. Tylko grozi mi osprzętowanie na wzór radzieckiego żołnierza z 1945 r. Młodszym wyjaśnię, że Armia Czerwona miała duże upodobanie do zegarków, mój dziadek zdaje się wymienił nawet zegarek na pianino, na którym później uczyłem się grać (chociaż to może być legenda rodzinna). Bo nowy sprzęt nie da się założyć na rękę. Więc powinienem mieć jeszcze stoper z możliwością łapania międzyczasów na kolejnych kilometrach pętli kabackiej. Oraz pulsometr (pas na piersi i zegarek na ręku), który nie pokazuje niestety w wygodny sposób międzyczasów. I jeszcze przydałoby się założyć na uszy drugie słuchawki od odtwarzacza mp3, żeby włączyć radio. No i chyba chip w mózgu do połączenia z internetowymi stronami biegowymi. Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.