VII zakres – 22 sierpnia 2007

Trzy, dwa, jeden razy trzy. Tak bym nazwał dzisiejsze bieganie. Rano trochę poprztykaliśmy się z Moją Sportową Żoną. Jej problem w Warszawie to dotkliwy brak koleżanek, obudziła się przez to w kiepskim nastroju, a stąd do kłótni niedaleko. Zaraz wyszedłem na szybkie bieganie. Najpierw trzy minuty truchtu, a potem taka zabawa: 3 minuty na maksa, jedna truchtu, 2 na maksa, jedna truchtu, 1 na maksa, jedna truchtu – i już jestem na Polu Wilanowskim. Drugi raz to samo i już wracam na osiedle. Trzeci raz to samo i jestem w domu z zaliczonym 30-minutowym treningiem (możecie policzyć). Szybkie bieganie – podejrzewam, że było to pogranicze II i III zakresu, dokładnie nie wiem, bo jakoś unikam pulsometru, nie mam teraz fazy aptekarskiej – więc szybkie bieganie jest jak mocowanie się ze wskazówką zegarka. Po odpowiedniej dawce takich treningów na każdym kilometrze maratonu będę w stanie biec o parę, paręnaście sekund szybciej. Wytrzymałość – czyli umiejętność utrzymania tego wysokiego tempa przez całe prawie trzy godziny – już wytrenowałem długimi wybieganiami, teraz tylko podtrzymuję. Szybkie bieganie to też okazja, żeby spalić złe emocje. A trucht między odcinkami – żeby sobie wszystko przemyśleć. Wróciłem do domu, poszedłem do MSŻ powiedzieć jej co wymyśliłem na temat naszego porannego problemu. I wiecie co? Awantura była taka, że jesteśmy na siebie pogniewani cały dzień. Szkoda, że mam dziś wieczorem pracę (wywiad ze znanym bramkarzem i jego synem też bramkarzem), bo wyszedłbym na bardzo szybkie bieganie. W VII zakresie.  Â

Updated: 12 marca 2009 — 18:55

Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.

Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.