Moja Sportowa Żona ma dziś urodziny. Dwudzieste dziewiąte, ostatnie w tej kategorii wiekowej. Zadzwoniła do MSŻ przyjaciółka z Irlandii. Z MSŻ łączą je tysiące wspomnień z liceum, wódka z gwinta i fakt iż obie noszą w tej chwili aparaty na zębach, aby je wyprostować. Dziewczyny pogadały sobie przez telefon o starości: – Niedługo będziemy zbierać na sztuczne szczęki. I powiemy: po co nam był kurwa ten aparat?! Ja uciekającą w tempie Marcinasa w Kabatach młodość gonię biegiem. Teraz mam czas dobrych treningów. Dwie godziny w biegowym transie w niedzielę to nie był przypadek. Dziś półtorej godziny – z domu do Lasu Kabackiego, tam godzinna pętla i powrót. Pobiegałem po mało znanych ścieżkach, tylko dwa razy złapałem na chwilę wymierzony fragment kabackiej trasy i mogłem wyliczyć swoje tempo. Zaczynałem od kilometra w 5:30. Wiem, że to ciut za wolno, ale kończyłem robiąc kilometr w 4:48, a to już przyzwoicie. Na upały nie narzekam. Odkryłem dziś świetny napój po treningu – kefir. Pijesz i czujesz, jak wsiąka w wyschnięte tkanki. A jak biegniesz najpierw przez osiedle, zaadaptujesz się przez kwadrans do tych warunków i wbiegasz do lasu – to czujesz się, jakbyś wszedł do klimatyzowanego pomieszczenia. Muszę spytać MSŻ czy na salach fitnessowych jest klimatyzacja. Jak wróci wieczorem, bo na razie jest na finessie, trzy godziny. Urodziny na sportowo zamiast postarzać odmładzają o jeden rok. Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.