Jak święta, to życzenia. Dla bliskich, dla najbliższych i dla Polski. Z najbliższymi życzyliśmy sobie dobra wczoraj, przy wigilii. Jednym, żeby się sprawy wyprostowały, drugim energii do bycia szczęśliwym, trzecim ludzi, z którymi można to szczęście dzielić. W podarkach choinkowych odnaleźliśmy całe multum sportowych rzeczy. Senior rodu dostał kijki do nordic walkingu, były rękawice narciarskie, gogle, czapeczka do biegania (zgadnijcie dla kogo?), fitnessowa koszulka (też łatwo zgadnąć), buty, spodenki sportowe. Fajnie być w takiej sportowej rodzinie. Żartowaliśmy sobie, że nawet Mikołaj jest najwyraźniej w układzie, bo połowa prezentów miała charakterystyczne logo znanej niemieckiej firmy sportowej. Bliskim i dalszym znajomych z biegowych ścieżek – także wirtualnych – życzę wiele sportowej satysfakcji. Nie tylko z życiówek, miejsc na zawodach. Ale też z codziennych treningów, z tego, że kiedy inni nie ruszą się sprzed telewizora – bo zimno, bo mokro, bo chce się posiedzieć – to my dajemy radę. A ponieważ nie jesteśmy zawodowymi sportowcami, każdy ma swoją pracę – to życzę nam wszystkim, żeby to "dawanie radę", ta moc, ta twardość procentowała też w życiu zawodowym. I życzę wszystkim, żeby rodzina była po waszej, sportowej stronie życia. A nie przeciw wam. My z Moją Sportową Żoną w poniedziałek i wtorek zaliczyliśmy narty. Bo w wigilię wyciąg chodził do 14. (jeździliśmy z dwie godziny około południa, razem z córką przedszkolakiem i znajomą matką z dzieckiem). A w pierwszy dzień świąt od 14. – wybraliśmy się z dwoma siostrami, jednym szwagrem, rodzicami oraz grupką znajomych o 14.01. Tym razem bez córki przedszkolaka, którą zabrał na cały dzień drugi tata. Zaraz wróci uradowana i obładowana prezentami. A Polsce życzę, żeby się umiała uczyć od samej siebie. Wiem, że to brzmi patetycznie jak orędzie prezydenta, ale posłuchajcie. Gadaliśmy sobie przy stole o realiach Krakowa (gdzie mieszka starsza siostra MSŻ), naszej Warszawy i podhalańskiej Rabki (gdzie mieszka młodsza siostra z rodzicami). Będzie nam się żyło lepiej, kiedy Podhale nauczy się od miasta, że wartości rodzinne, to nie program LPR, ale np. ojciec odprowadzający dziecko do przedszkola. MSŻ sama się zdumiała, kiedy sobie przypomniała, ilu to w Rabce można było spotkać tatusiów w przedszkolu. Żadnego. Będzie nam się też żyło lepiej, kiedy zapędzeni pracownicy korporacji zrozumieją, że nie samym komputerem człowiek żyje. Kiedy umówienie się ze znajomymi na cokolwiek nie będzie wymagało wielotygodniowych uzgodnień. A kiedy w Warszawie będzie można w święta zadzwonić o 11. do kilku osób i umówić się za trzy godziny na stoku – i wszyscy chętnie przyjdą pozjeżdżać – to uznam to za cud. I wcale nie dlatego, że musiałaby nam wyrosnąć w Lesie Kabackim góra z wyciągiem. Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.