30 września 2006

No i po Kabatach. Urokliwa ścieżka poprzez leśne ostępy (patrz wpis z czwartku) zamieniła się wczoraj o 11.00 w trasę zawodów. Stanęło nas na starcie z 200 osób i pognaliśmy jak dziki tabun. To jest dopiero czad, to stado biegaczy, które nagle rusza z kopyta, ten testosteron, to libido, ta sportowa chuć. Każdy kto startuje […]

1 października 2006

Byłem bardzo zmęczony. Doszedłem do domu walcząc z poczuciem olbrzymiej senności, chociaż był środek dnia. Musiałem się położyć, trochę podrzemać, pogapić się w tv i wypić herbatę. Dopiero potem zebrałem siły na badmintona. Po czym byłem taki zmęczony? Po gigantycznej pizzy! Serio. Nic tak nie zamula człowieka jak obżarstwo. Człowiek momentalnie zamienia się w niedźwiedzia […]

29 września 2006

Dzień bez sportu. Nie trenowałem, bo zbieram energię na sobotni start na 10 km w Lesie Kabackim. Nie robiłem grzbietów, bo mi się nie chciało. Nie zagraliśmy w badmintona, bo kupa piachu (patrz wpis ze środy) leżała ciągle na naszym boisku. Na marginesie: miałem w nocy koszmar, że robotnicy sprzątnęli piach, ale przy okazji zdarli […]

6 października 2006

Daliście dzisiaj czadu? Pomyślcie. Głęboki oddech i przed przeczytaniem następujących akapitów, pomyślcie: czy daliście dzisiaj czadu i w jaki sposób. Co zrobiliście najbardziej czadowego. To taki mały konkurs. A teraz szczegóły konkursu. Ja dałem czadu w taki sposób. O 8.45 spotkaliśmy się na skraju Lasu Kabackiego we trzech: mój biegający szef, mój biegający kolega z […]

O mnie

Kim jestem? 20 lat temu pod koniec studiów zostałem dziennikarzem, od dziesięciu lat jestem reporterem „Gazety Wyborczej’, a ściślej „Dużego Formatu”. Od pięciu lat pracuję też przy gazetowo-telewizyjnej akcji Polska Biega. Bo jestem maratończykiem-amatorem. Pierwszy maraton przebiegłem w 1996 roku, teraz mam ich na koncie około 40, mniej więcej tyle co lat. Żeby nie pisać […]