Co to jest BNP? Gdyby w internecie puszczać to, co mi się udało dziś rano, można by to nazwać "wzorcem metra z Ursynowa".Taki zadowolony z dobrego treningu jak dziś to dawno nie byłem. To był mój ulubiony Bieg z Narastającą Prędkością, BNP. Wyszło modelowo. Rano wstało słońce, ja, Moja Sportowa Żona, córka przedszkolak (właśnie w tej kolejności). Śniadanie ze sporą ilością płynów, ciuchy biegowe i pa pa kochanie za godzinę wracam. Jeszcze obowiązkowa wizyta w ubikacji (przełamuję to tabu z premedytacją, bo przed dłuższym treningiem wypróżnienie jest jedną z najważniejszych czynności), gdzie poczytałem sobie biegową biblię Skarżyńskiego. I postanowiłem zrobić BNP ściśle według jego proporcji.Założyłem dziś pulsometr. Można robić BNP na zasadzie "biegnę coraz szybciej". Ale dziś chciałem być aptekarzem w świecie sportu. Ruszyłem przez osiedla w I zakresie, u mnie to tętno do 156. Nogi mi się rwały jak Pegazowi, nie miałem swojego powszedniego problemu ze zbyt wolnym bieganiem, raczej przekraczałem dozwoloną granicę. Jeszcze przed dobiegnięciem do lasu, po 10 minutach biegu przeszedłem w II zakres – tętno 157-163. I tak frunąłem przez kolejne 25 minut po wymierzonej kabackiej pętli w tempie między 4:18 a 4:40 minut na kilometr. Spotkałem przy tym paru biegaczy i rowerzystów, godzina jeszcze zbyt wczesna na tłumy. Przyjemnie jest uprawiać sport, kiedy inni ludzie dopiero się podnoszą na nogi. Żeby usiąść przed telewizorem.Córka przedszkolak dziś nam trochę nudziła rano, ale w jaki fantastyczny sposób: "Kiedy pójdziemy na basen? Kiedy pojedziemy na wyprawę rowerową?". Byliśmy wniebowzięci, bo to znaczy, że dla niej już pewną oczywistością jest, że niedzieli nie spędza się na kanapie, tylko w ruchu.Po 35 minutach biegu już dość szybkiego dodałem porządnie gazu. III zakres, tętno startowe – powyżej 170. Tutaj trzeba już się nieźle piłować, żeby nie utrzymywać to tętno i tempo. Ale dziś nie wiem na fali jakiego pobudzenia nieźle mi się to udawało, raz pulsometr pokazał 169, dołożyłem mocy i znów było tyle ile trzeba. Myślałem (w trakcie tego biegu, więc nie był on tak skrajnie wykończający) jak tę intensywność przedstawić człowiekowi niebiegającemu – to chyba podobny wysiłek, co dla niebiegającego misia podbiegnięcie do autobusu. Czyli skrajna zadyszka. Utrzymywana przez 9 minut.A na koniec – to radzi Skarzyński, taki mocnieszy kilometr – przyspieszyłem. Nie wiem z czego, bo to już było chyba tempo autobusu. Żartuję, ale autobusy i samochody zaczęły mi się zlewać w jedno. Pulsometr po 3 minutach takiego maksa pokazał 184. To ponad 95 proc. tempa maksymalnego.Wróciłem do domu zlany potem i pijany szczęściem. Za sześć jedenasta. W ostatniej chwili, bo o 11. umówiliśmy się z Moją Sportową Żoną (jak wiadomo hiperpunktualną) na wyjście na badmintona. Inauguracja sezonu wiosennego.Córka trochę się na początku nudziła, bo dzieci dopiero zaczynały wychodzić na podwórko. Pod murkiem stali tylko trzej panowie z piwem, a na boisku z rozłożoną siatką my – sportowa patologia Ursynowa. Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.