Archimedes wyskoczył goły z wanny i wykrzyknął Eureka, bo odkrył reguły wyporności. A ja wybiegłem z lasu z gotowym planem biegania na najbliższe miesiące. Rano miałem spotkanie służbowe w galerii Arkadia, więc pobiegałem sobie potem po pobliskim Lasku Bielańskim, starych śmieciach mojego dzieciństwa. Od rana zastanawiałem się dokąd teraz biec. To znaczy nie którą drogą przez las, tylko do jakiego celu sportowego. I jaką ścieżką treningową. Zwykle robiłem tak: mocne treningi do połowy czerwca, potem trzy-cztery tygodnie przerwy tylko z truchtaniem dwa razy w tygodniu. A potem przygotowania do drugiej części sezonu. W zasadzie zawsze na jesieni biegałem słabiej niż w wiosną. Wyjątek to życiówka 2:54 w Maratonie Warszawskim półtora roku temu, ale to się nie liczy, bo byłem na dopingu. Moja Sportowa Żona, która wtedy nie miała jeszcze tego statusu za to mieszkała 400 km stąd (a tak długich dystansów nie biegam) przyjechała do mnie na weekend, a ja jej powiedziałem, że złamię 2:55. Dałem radę bodajże o 13 sekund. Czyli wniosek pierwszy: żeby nie dać ciała w sezonie jesiennym nie robię przedwakacyjnej przerwy. Ale wniosek drugi: nie ma co teraz szykować ostrej amunicji, bo w takim upale życiówki człowiek nie zrobi. Wniosek trzeci: teraz zrobię porządny podkład, nawet porządniejszy niż zimą. Od przyszłego tygodnia zaczynam trenować wytrzymałość i siłę. Cztery treningi w tygodniu, ale długie. Dwa razy po półtorej godziny, raz godzina, a raz dwie. Muszę ponegocjować jakiś doping z MSŻ, najlepiej na rowerze. Do tego porządna siła biegowa. Dwa razy w tygodniu seria 100 skipów A, 50 wieloskoków ewentualnie zakończonych podbiegiem. Znalazłem dziś miejsce w Lasku Bielańskim, gdzie mogłem robić podbiegi po skipach i wieloskokach. Czułem, jak sobie dokładam. I jeszcze dwa razy w tygodniu siłownia domowa. Bo chwaliłem się już, jakie to cuda mamy z MSŻ w sypialni? Atlas, ławeczkę i sztangę. Na siłowni dołożę sobie na dole i potrenuję rzeźbę na górze, żeby MSŻ patrzyła z apetytem, jak się rozbiorę na plaży. Klaty i bicepsów jak strong man nie wypracuję, ale zarysy mięśni mogą się ciut pogłębić. Na tym skupię się do końca czerwca. W międzyczasie pobiegnę pewnie jakieś dziesiątki, ale to raczej przy okazji albo jako wyjątkowy szybszy trening. I wystartuję w jednej połówce – Nocnym Półmaratonie Świętojańskim w Gdyni. Muszę to tylko wynegocjować z MSŻ, będziemy wtedy na wakacjach nad morzem, więc skoczyć na bieg nie będzie daleko. Ale to będzie raczej ściganie dla przyjemności i trochę dla eksperymentu, ciekawe jak pójdzie mi półmaraton na przygotowaniu wytrzymałościowym, a nie szybkościowym jak ostatnio. Wiecie, jak to jest? Wczoraj znalazłem się na zakręcie. Wiedziałem, że biegnę dalej, ale nie wiedziałem dokąd. Dziś zobaczyłem. W mojej wersji historia o Archimedesie wyglądałaby tak: Archimedes wybiegł zza węgła, zobaczył mężczyzn kąpiących się w wannach i wykrzyknął "Eureka". Ale takiej wersji z pewnością nie dopuściłby do swojej nieskalanie heteroseksualnej wyobraźni minister edukacji.Â
iksbox
2014/03/13 01:54:54
plan treningowy na rzeźbę trenerosobistyonline.pl/product,pl,11,plan_treningowy_na_rzezbe.html