Obiecałem policji, więc nie było wyjścia. Zaczęło się w czwartek późnym wieczorem. A było tak. Wczoraj opowiadałem, że jadę na wywiad z trenerem piłkarzy ręcznych. Ciekawiło mnie, co ma do powiedzenia na temat różnic polsko-niemieckich. Sam reprezentował oba kraje, mieszka w Niemczech, czuje się Polakiem, a w pamiętnym finale przegrał właśnie z Niemcami. Niestety, kiedy po trzech minutach rozmowy zadałem pytanie, jak dostał niemieckie obywatelstwo, usłyszałem "To moja prywatna sprawa". OK, każdy może tak uważać, szkoda tylko, że nie powiedział mi wcześniej, że nie chce mówić o sobie (a mówiłem o jaką rozmowę mi chodzi), a jedynie o drużynie, przygotowaniu kondycyjnym, planach treningowych, strategii czy Bóg wie o czym jeszcze, o czym pisze się na kolumnach sportowych. No dobra, pędzę do samochodu. A zaparkowałem go na zakazie postoju, tak jak 15 innych kierowców, bo na przebudowywanym Okęciu nie znalazłem wjazdu na parking wielopoziomowy. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przy moim samochodzie stoi radiowóz i spokojnie czeka. Dokumenty proszę, daję. A tu następna wpadka – tymczasowy dowód rejestracyjny srebrnej strzały stracił ważność tydzień temu. I jak to określił policjant jest teraz bezwartościowym świstkiem. Jak to się stało, że nie zapłaciłem mandatu, to sam nie wiem. Obiecałem policjantowi, że dziś wymienię dowód tymczasowy na normalny. Więc tak zaczął mi się dzisiejszy dzień. Potem odwiedziny u taty na drugim końcu miasta. A skoro już tam byłem, to trening zrobiłem sobie po Puszczy Kampinoskiej. W tym borze inaczej się oddycha przyrodą i przestrzenią. Zielone płuca Warszawy. Dzisiaj rozgrzane. Zrobiłem coś około 22-23 km, w 2 godziny i 10 minut. Powoli, jak lokomotywa buchająca parą i rozżarzona niczym hutniczy piec. Na takie treningi powinno się brać coś do picia. Nigdy tego nie praktykuję, chociaż mam nawet pas z trzymadłem na bidon, nagrodę za ubiegłoroczne Grand Prix w Kabatach (drugie miejsce w kategorii wiekowej). Ale nie cierpię biegać z obciążeniem. Wytłumaczyłem sobie, że to trening biegania w stanie odwodnienia. W samochodzie wypiłem litr wody. W pracy poprawiłem kefirem i colą. Tego żaden żołądek nie wytrzyma. Upały nie zabierają mi zapału do biegania, ale – muszę przyznać – odbierają zapał do pracy. Czuję się, jakbym od tygodnia prowadził strajk włoski niczym pracownicy supermarketów. Znów wzięło mnie dzisiaj na zazdrość. Zazdroszczę ludziom, którzy uprawiają sport zawodowo. Oni po treningu idą spać albo leżeć. A ja dopiero wtedy muszę się zebrać do pracy. Moja Sportowa Żona piękna i wypoczęta pojechała właśnie na dwie godziny fitnessu. Wróci zresztą jeszcze piękniejsza, bo włosy układają jej się od potu w małą burzę. Może ktoś mi podpowie: jak nakłonić kobietę, która co rano przez godzinę prostuje włosy, żeby zaniechała tego zabiegu? Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.