Godzina to jest bariera mentalna. Potem zaczyna się bieganie długodystansowe.Znów sobie to dziś zrobiłem: półtoragodzinny trening. Bo trzeba podciągnąć wytrzymałość. Wziąłem pulsometr, żeby biec z tętnem 145-155. Zwykle ludzie biegają za szybko, ale ja jestem leń i bez kontroli biegam za wolno. Poleciałem przez Pola Wilanowskie do Lasu Kabackiego od tyłu, tam na wymierzonym kilometrze sprawdziłem tempo. 4:50-4:55 min na kilometr to wystarczająco dobrze na I zakres.Po godzinie tzw. biegu ciągłego postanowiłem zacząć się katować. Siła biegowa, nowy zestaw 6 serii po 100 skipów (A) i 50 wieloskoków. A na koniec sześć przyspieszeń po 30 sekund z 30-sekundową przerwą w truchcie. I stoper pod domem pokazał półtorej godziny, rozciąganie w windzie.Kabacką pętlę biegłem dziś pod prąd, a większość ludzi biega w tym kierunku co na zawodach. Zachwyciłem się tym tłumem: przez niecałe pół godziny w lesie spotkałem 19 osób, w tym dwie grupki, a reszta samotnicy lub pary. Niektórzy nie wiedzieli, że biegacze pozdrawiają się starym, turystycznym "cześć" z rzymskim gestem dłoni na powitanie. Czyli nowi na szlaku, dopiero zaczynają. Las Kabacki biega, Ursynów biega, Polska biega.Do domu dotarłem padnięty. Moja Sportowa Żona już wróciła po porannym fitnessie, a nawet zdążyła już trochę odpocząć i poruszała się po domu z pełną energią. Z emfazą opowiadała, jak pani w sklepie nie chciała jej sprzedać żeberek twierdząc, że nie ma i jak pan z magazynu przyniósł na jej prośbę te żeberka w trzy minuty. Zawsze mówię, że jak MSŻ się za coś weźmie, to wszyscy chodzą jak w zegarku. A nawet w pulsometrze.Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.