Znów na swoich śmieciach. Kabaty welcome to. Definitywnie skończyłem wczoraj wakacyjne wyjazdy. Dziś trenowałem rano w Lesie Kabackim. Najpierw dwa kilometry powoli, potem trzy szybko, potem siusiu i trochę dreptania w kółeczko, potem trzy szybko i znów dwa powoli. Tak sobie wymyśliłem – żeby to był trening szybki (II zakres), ale nie bardzo eksploatujący (jak np. 10 km w II zakresie), ani bardzo krótki (czyli nie 30 minut). Biegałem około 50 minut z tym truchtem była prawie godzina. A 2 km przebiegnięte luźno na koniec spowodowały, że mięśnie teraz nie bolą. Chyba będę to stosował. Średni czas przebiegniętego szybko kilometra to 4:17. Fajnie, bo w zeszłym tygodniu bieganie w II zakresie wychodziło mi o paręnaście sekund słabiej na kilometrze. Ale po wskazaniach pulsometru widziałem, że jeszcze mógłbym z siebie trochę wycisnąć, ale nie miałem wtedy pary. Teraz miałem. Na maratonie – za miesiąc! – chciałbym każdy kilometr pobiec jeszcze z 20-25 sekund szybciej. I będę w raju. A jak wam poszło? Wiem, że co najmniej dwoje czytelników startowało w ostatni weekend w Półmaratonie Misia. I jak? Dwie godziny złamane?
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.