Wszedłem rano do łazienki, a wyszedłem łysy. Coś jest w tym micie strong mana. Miałem dziś odwieźć srebną strzałę do warsztatu na drobną kosmetykę. I tak się na to nastawiłem, że nawet kiedy pan w warsztacie stwierdził, że samochód mogę mu przywieźć dopiero jutro – nic mnie nie odwiodło od planu dnia. Zostawiłem autko pod domem i do pracy pojechałem na rolkach, a potem na rolkach wróciłem. A że słońce tak zachęcało od rana przez okno, popieszczę ci skórę, popieszczę ci głowę – to wziąłem do ręki maszynkę i za dziesięć minut zawołałem Moją Sportową Żonę, żeby mi poprawiła żyletką na szyi. Kompletnie łysa pała. Zero absolutne, jakiego nawet Leszek Miller by sobie nie wyobraził. Spojrzałem w lustro i poczułem się sprawny jak windykator. W dzień byłem fit, tak fajnie się czułem na rolkach, że trochę jeździłem w nich nawet w pracy, nie chciało mi się ich zdejmować. A po robocie znów na rolki i do domu. A wieczorem byłem trochę strong. 20 minut na siłowni, dłużej nie za bardzo jestem w stanie, bo czuję jak mi twardnieją wcale nie mięśnie, tylko mózg. Trochę popracowałem nad czworogłowym uda oraz pasem barkowym na atlasie, a potem nad grzbietem i brzuchem na ławeczce. Chyba mi wzrósł testosteron, bo właśnie się kłócę z MSŻ na temat jutrzejszej logistyki – kto co załatwi i którym samochodem. Jesteśmy teraz w fazie pogniewania, więc nie wiadomo jak będzie. Pewne jest tylko, że rano będę biegał. Â
Nie ma możliwości dodania komentarzy do Archium Bloga.
Zapraszam do komentowania nowych wpisów ksstaszewscy.pl/blog/.