Dziś święto. Moje to ślub z Moją Sportową Narzeczoną, fantastyczną i niepowtarzalną Kingą Witek, kobietą pełną miłości i energii. Zacząłem je oczywiście od biegania – na tę samą Maciejową, na którą pobiegłem sobie przed naszą pierwszą randką w Rabce Zdrój. Tyle, że – w sensie metaforycznym i dosłownym – z innego miejsca. A Wasze święto […]
Polska biega, biega, biega
Najbardziej zabiegany tydzień w moim życiu. Wtorek 6.30 zbieramy się pod pałacem kultury, mało się znamy, gadamy z Dzikim, Kamilem, obok różne grupki. Polączy nas bieganie. Na razie łączy czekanie. Po pół godzinie zjawia się ktoś z organizatorów, uśmiechy, ale nadal nic nie wiadomo. Koszulki, bluzy, buty Pumy (nie każdy jeszcze ma) dojadą, buty też. […]
Nowa droga
Nie lubię sprintu. Trzeba biec tak szybko, na zadyszce, na bezdechu, z wysiłkiem od którego aż brzuch boli. Chyba maraton jest jednak przyjemniejszym biegiem niż sprint na 5 kilometrów. No dobra, trochę się teraz popisuję. Wiem, że 5 km biegu to dystans osiągalny może dla pięciu procent społeczeństwa. Jeśli czytasz ten blog, to pewnie masz […]
Wycieczka w nieznane
Po maratonie człowiek musi się pozbierać. Nie tyle fizycznie, kuleć na lewą nogę (jakieś nadwyrężenie stawu skokowego) przestałem w środę po południu, po kilku sesjach zamrażania stopy woreczkiem. I biegać też już mogę w normalnym tempie. Ale trzeba sobie wyznaczyć nowy cel do którego się biegnie, dąży, trenuje. Powiem wam, który moment maratonu lubię najbardziej. […]
Kraków wzięty!
A teraz absolutnie egoistycznie napiszę, jak biegłem w Krakowie. Czuję się ciągle jak w jednej reklamówce prezerwatyw: "To uczucie może trwać 24 godziny". A nawet dłużej. Jestem ciągle podniecony tym startem. Może to był ostatni taki bieg. Po kolei. Niedzielny krakowski maraton zaczął się od doła. Lazur nieba nad Krakowem nie pozostawiał wątpliwości: będzie gorąco. […]
mudra
Czarno widzę. Czarno widzę krakowski maraton, chociaż forma jak nigdy, kilometrówki jak konkord. Biegaliśmy je w środę z Kamilem – osiem powtórzeń na ścieżce rowerowej do Konstancina, Kamil każde poniżej 4:00 (a najszybsze w 3:45) i dlatego zrobi życiówkę, ja każde poniżej 3:40 (a najszybsze w 3:28), ale czarno widzę swoją życiówkę przy upalnym słońcu, […]
sportowa niedziela
Dawno, dawno temu w Peerelu tak się nazywał program, w którym telewizja pokazywała mecze ligowe. Nawiasem mówiąc, to jakiś skandal, że w kraju Lubańskiego, Laty i Bońka normalny człowiek nie może obejrzeć meczu w telewizji. I piszę o tym nie dlatego, że w piątek pierwszy raz od roku grałem z chłopakami w piłkę, cały szczęśliwy, strzeliłem cztery […]
trans
Obóz jest jak trans. Normalnie wydaje mi się, że pięć treningów w tygodniu oprócz normalnej pracy zawodowej, to już takie bohaterstwo, że prezydent powinien przyznać za to order za ofiarność i odwagę. Zawsze można by go było w razie czego odesłać. A w tym tygodniu mam już w nogach siedem treningów, przed sobą jeszcze cztery w […]
obóz i trzy sarenki
Z tego wszystkiego zapomniałem życzyć wszystkim dobrych świąt. Dziś to już musztarda po kiełbasie. Człowiek zabiegany trochę. Religijny aspekt wielkanocy trochę mi w tym roku umknął, moja nadzieja na istnienie Boga jest chyba w jakimś dołku. A święto wielkanocnego króliczka, cukrowego baranka i zastawionego stołu, to nie dla mnie. Tym bardziej ucieszyły mnie dziś rano […]
mistrzyni wysoko ustawionej poprzeczki
Kiedy w poniedziałek po południu zadzwoniła sekretarka z zaproszeniem na rozmowę do niebiegającego szefa, ciut się zestresowałem. Jechaliśmy akurat z córką przedszkolakiem na basen i wyjątkowo miałem wejść z nią za niewykorzystane wejście w marcu. Córka przedszkolak pół godziny ćwiczyła pływanie z deską, a ja zrobiłem osiem basenów, utwierdziłem się w przekonaniu, że pływać ani […]