Będzie tydzień luzu. Treningi co dwa dni. Pamiętacie, wczoraj się zastanawiałem, co zrobić, skoro niechcący zaliczyłem w zeszłym tygodniu dodatkowy szósty trening i to ostry – wyścig na sześć kilometrów. I wymyśliłem – wyluzować w tym tygodniu. Poniedziałek bez treningu. Wtorek biegacza, w środę przerwa, a potem się zobaczy. Gdzieś w sierpniu wyciągnąłem z archiwum […]
trans – 21 sierpnia 2007
Takiej nienawiści do Mojej Sportowej Żony już dawno nie czułem. Rozłożyła mnie w badmintona, wygrała cztery sety, a ja zero. Czułem się jak zero. Kiedyś pisałem już jaką to jesteśmy sportową patologią na naszym podwórku między blokami. Dziś popołudnie spędziliśmy na boisku do badmintona, gdzie MSŻ złoiła mi skórę, jak szczeniakowi. Miałem dużo nienawiści, no […]
polska – 22 lipca 2007
Polska to mały kraj. Akurat, żeby biegać. Jest taka sztafeta, nazywa się Kwietny Bieg. Nie kojarzę dokładnie, ale chyba przez czas jest związana z kwietniem, a przez intencję z papieżem Polakiem. Polega na obiegnięciu Polski dookoła. Udało się to bodajże już dwa razy, nie wiem niestety z jakim skutkiem czasowym i frekwencyjnym, gdyż mieszkam w […]
kac – 25 lutego 2007
Dzień walki z kacem. Bo się obraziłem. Niedziela zaczęła mi się tak: koło północy wylądowaliśmy z bardzo fajnym towarzystwem w dość fajnym klubie nieco już upojeni. Tańce, muzyka i piękna kobieta, Moja Sportowa Żona. Wirujący seks, Dirthy Dancing V. No i się zaczęło. MSŻ po wódce ma tak, że lubi sobie zapalić papierosa. Kiedyś paliła, […]
badminton – 1 marca 2007
Już wiem, dlaczego ludzie – to znaczy ja i wy – kochają biegi masowe. To kwestia poprzeczki. Po wczorajszej hali na Siennickiej miałem przez pół dnia trochę ciężkie nogi. Potem o nich zapomniałem, skoncentrowałem się na głowie i zbieraniu materiałów do reportażu o ministrze Szyszce (temat Rospudy nie znika, AndrzejuN – nie wiem, ile km […]
obóz VI – 15 września 2007
O 11. były dziś zawody w Kabatach. Więc biegaliśmy od 10.15. Dwa dni temu zadzwonił do mnie biegający szef: – Słuchaj, a może byśmy w sobotę… – W sobotę jest dycha w Kabatach. – Wiem. I dlatego mam pewien pomysł. Spotkaliśmy się przy szlabanie o 10.15. i ruszyliśmy na ośmiokilometrowe bieganie po lesie. W łagodnym […]
kij – 20 sierpnia 2007
Właśnie wróciliśmy z rowerku z córką przedszkolakiem. Rowerek jest na dwóch kółkach i jednym kiju. Podpowiadam: to świetny pretekst do rozpoczęcia biegania. Rano córka przedszkolak obudziła nas z nadaktywnością wyspanego malucha. Wierci się wtedy między nami jak japońska zabawka. Ruchliwość jest u nas rodzinna. Przed pracą podjechałem do Lasu Kabackiego na szybki trening. Często planuję sobie […]
odpływam – 20 czerwca 2007
To już dziś. Po 273 dniach codziennej żeglugi w necie, wysiadam na chwilę. W czwartek wstajemy o piątej, kiedy Polska będzie jeszcze spała. Kiedy Polska będzie biegać, my będziemy dojeżdżali do Ostródy. Kiedy ja zwykle biegam, będziemy się zbliżali do Gdańska. A kiedy słońce przypiecze (oby), dotrzemy na Półwysep Helski, ściśle do Jastarni. W piątek […]
100 proc. – 16 czerwca 2007
Melduję o wykonaniu 100 proc. normy. Nie lubię odpuszczać treningów. Nie lubię nie wykonać tego, co sobie założę. Lubię, kiedy wszystko się uda tak jak w tym tygodniu. Miały być cztery treningi – i były. Z czwartego wróciłem przed chwilą, chociaż przez to ranek stał się napięty. Ale ja jestem rozluźniony w środku i zadowolony […]
rozpuda – 25 sierpnia 2007
Sobota na Rospudzie. A było tak. 4:50 pobudka. 5:59 podjeżdżamy do Wojtka, pod jego domem umówiliśmy się z jeszcze jednymi znajomymi, w trzy ekipy wyruszamy na spływ na Rospudę. Dla mnie to dzika godzina, ale dla Wojtka ostatnio normalna. Od dwóch tygodni Wojtek (40/175/80 – gdzie poszczególne liczby oznaczają wzrost, wagę i wiek, tylko że […]