Kategoria: Blog

4 października 2006

W Warszawie od rana deszcze niespokojne. Udało mi się między dwoma deszczami zrobić półgodzinny szybki trening. Stwierdziłem, że w razie opadu atmosferycznego lepiej ochronią mnie drzewa niż blokowisko, więc podjechałem do Lasu Kabackiego i pobiegałem tak: trzy i pół minuty szybko, półtorej powolutku – wszystko powtórzone sześć razy. Nigdy nie powtarzam pięć albo siedem razy. […]

31 października 2006

Znów dzień bez sportu. No, prawie… Rano tylko porobiliśmy rodzinną gimnastykę. Córka-przedszkolak musi robić codziennie zaleconą przez ortopedę serię przysiadów i wymachów. Moja Sportowa Żona towarzyszyła jej w ćwiczeniach. Ale nie jak pan na lekcji WF z gwizdkiem w zębach – tylko robiąc te same przysiady i wymachy. To jest zresztą jej zasada na fitnessie, […]

23 listopada 2006

Tematem miała być dzisiaj krew. A jest: dziecko pogryzione przez psa. Tak czy inaczej trochę jak Fakt i Superexpress w jednym. Nie znoszę psów. Wiem, że są ludzie, którzy psy bardzo kochają. Ja ich po prostu nie lubię. A za to, jak zagrażają – np. biegaczom – po prostu ich nie znoszę. Z pół roku […]

znów kabaty – 29 grudnia 2006

Godzina na nizinach. W nocy zjechaliśmy z gór. Tak mówią profesjonalni sportowcy: zjechać z gór. Wtedy podobno – zaraz po zjechaniu z gór – osiąga się najlepsze wyniki w konkurencjach wytrzymałościowych. Na dzisiejszym treningu jakoś tego nie zauważyłem. Zapomniałem założyć pulsometr, ale na oko biegałem pierwszy zakres. Na wymierzonym fragmencie trasy wyszło, że w tempie […]

przywodziciele – 19 grudnia 2006

Jak rozciągać przywodziciele? Pytanie ważne, bo bolą. Dziś był dzień odpoczynku. Ale zaniedbane wczoraj rozciąganie po treningu dawało mi w kość. A ściślej w mięsień, a ściślej w przywodziciel. Po całodziennej bieganinie (praca, kupowanie marynarki, bo właśnie przywieźli do sklepu rozmiar 46, mniejszych nie ma, znów praca) dorwałem Moją Sportową Żonę: – Pokaż mi kochanie […]

18 listopada 2006

Dlaczego sobotni blog pojawia się w sieci dopiero w niedzielę? Wieczorna impreza albo inny czad? Nie. Organizm zażądał regeneracji. W sobotę wstałem przed siódmą, bo praca (spotkanie o 7.30). Brrr. Jak wróciłem pojechaliśmy z Moją Sportową Żoną na rozmowę kwalifikacyjną do powstającego właśnie klubu fitness. W tej branży taka rozmowa nazywa się castingiem. Fajne, co? […]

8 listopada 2006

8.45 przy szlabanie w Lesie Kabackim. Miała być mała grupka pracownicza, ale dojechał tylko mój biegający szef. Przed nami 10-kilometrowa pętla w żółtych płomieniach liści. To co? Umawiamy się na spokojny bieg w I zakresie, a na końcu trzy mocne przyspieszenia po minucie (z przerwą po dwie minuty w truchcie). Mój biegający szef zawsze trenuje […]

30 września 2006

No i po Kabatach. Urokliwa ścieżka poprzez leśne ostępy (patrz wpis z czwartku) zamieniła się wczoraj o 11.00 w trasę zawodów. Stanęło nas na starcie z 200 osób i pognaliśmy jak dziki tabun. To jest dopiero czad, to stado biegaczy, które nagle rusza z kopyta, ten testosteron, to libido, ta sportowa chuć. Każdy kto startuje […]

11 października 2006

Dziś rano odjechałem. W całkiem niesportowy klimat. O 7.05 wsiadłem w pociąg do Krakowa i cały dzień rozmawiałem o poezji, muzyce i pastelowych martwych naturach. Przyjaciele śp. Marka Grechuty przenieśli mnie w świat sztuki. Grechuta zresztą był fanatycznym kibicem sportowym. Andrzej Sikorowski z grupy Pod Budą (sam też kibic) zapewniał mnie, że Grechuta znał rezultaty […]

3 listopada 2006

Róbta co chceta! Minister Giertych był dziś łaskaw nawiązać do tego hasła. Oczywiście z agresją, kpiną, drwiną. To obsesyjne myślenie totalitarnej prawicy o Człowieku – że jeśli powie mu się, żeby robił co chce, to on na pewno będzie robił złe rzeczy. Dlaczego? Prawica musiałaby uczciwie odpowiedzieć: bo Człowiek jest z gruntu zły. Otóż ja […]