Zero biegania. Z wyjątkiem wbiegania na schody. I z wyjątkiem wieczornego badmintona na sali gimnastycznej z Moją Sportową Żoną. Wciąż wierzę, że sport to zdrowie, chociaż osaczają nas choroby. Córka przedszkolak dostała wieczorem gorączki, przyszła z nią posiedzieć córka gimnazjalistka. Ona jest zdrowa, ale chyba nie dlatego, że dziś definitywnie rozstała się z sekcją lekkoatletyczną […]
Kategoria: Blog
12 października 2006
Trzy dni do maratonu. Dewiza na dziś: Czym bardziej się męczysz, tym mniej się zmęczysz. Trening poranny w Lesie Kabackim. 3 km w planowanym tempie na maraton (11 minut 26 s.), przerwa 6 minut w truchcie, 3 km w tempie maratonu (11:24), minuta truchtu, 6 przebieżek na maksa po 25 sekund z przerwami po 35 […]
18 października 2006
Biegacie? Bo u mnie rano była godzina w pierwszym zakresie z Moją Sportową Żoną na rowerze. Potem ja do pracy, a MSŻ na targi pracy, bo szuka roboty (najchętniej w fitnessie, przypominam dyskretnie, bo nie zasypujecie nas ofertami). A co u was? Nie pytam o żony/mężów i ich fitnessy, tylko o bieganie. Bo ten blog […]
14 listopada 2006
Rano pochowaliśmy z MSŻ leki. Tak jakby ten magiczny czyn mógł sprawić, że będziemy zdrowi. I zadziałało. Przed południem MSŻ poszła na fitness w roli uczestniczki, żeby się dodatkowo wyżyć. A ja już, już się miałem ubierać do biegania, ale przypomniałem sobie o odstawionych świeżo lekarstwach i stwierdziłem, że jeszcze dzień poczekam. Przed wieczorem MSŻ […]
dezorient – 27 grudnia 2006
Wiecie co dziś niechcący uprawiałem? Bieg na dezorientację. Z nart nic nie wyszło, bo mechanik naprawiał samochód jeszcze w południe. A policzyliśmy z Moją Sportową Żoną, że musimy wyjechać z Rabki najpóźniej o 13., żeby dojechać do Kluszkowców (godzina), pojeździć z 2-3 godziny i wrócić tak, żeby MSŻ zdążyła na dwie godziny fitness wieczorem. Tym […]
2 grudnia 2006
‚Jeszcze o Paddingtonie’. To moja ulubiona książeczka z dzieciństwa. Kto zna? A dziś będzie ‚Jeszcze o babingtonie’. Rano Polskę przywitało mroźne grudniowe słońce. Wzięliśmy letni sprzęt do badmintona – rakietki i siatkę z masztami. I jak za dobrych, ciepłych dni wyszliśmy na podwórko. Nasze boisko (to które zaanektowaliśmy po koszykówce pod urwanym koszem) jakby na […]
2 listopada 2006
Wieczór jak z bajki. Moja Sportowa Żona właśnie dla mnie tańczy. A przed chwilą ja tańczyłem dla niej. Na pewno mniej w tym było wdzięku, ale nie o wdzięk chodziło. MSŻ opracowywała sobie układ na jutrzejszy fitness, a ja służyłem jako króliczek. Doświadczalny. Wyobrażacie sobie człowieka o ksywce Szkielet, który z gracją wykonuje kolano, kolano, […]
29 października 2006
– Po co my to robimy? – zapytał Daniel, kiedy w piątek wczesnym wieczorem kładliśmy się spać na sali gimnastycznej w Blizanowie kilka godzin przed startem Kaliskiej Setki. – Po to, żeby znaleźć się w miejscach, w których się nie bywa – taka odpowiedź przyszła mi do głowy, bo starałem się ominąć wszystkie frazesy o […]
1 października 2006
Byłem bardzo zmęczony. Doszedłem do domu walcząc z poczuciem olbrzymiej senności, chociaż był środek dnia. Musiałem się położyć, trochę podrzemać, pogapić się w tv i wypić herbatę. Dopiero potem zebrałem siły na badmintona. Po czym byłem taki zmęczony? Po gigantycznej pizzy! Serio. Nic tak nie zamula człowieka jak obżarstwo. Człowiek momentalnie zamienia się w niedźwiedzia […]
28 października 2006
Tu Sportowa Żona! Donoszę, że Mój Sportowy Mąż właśnie dzwonił z Kalisza. 10 długich godzin siedem minut i 50 sekund, życiówka poprawiona o prawie pół godziny! Brak mi słów! Ukłony dla każdego ”stumilowego” szaleńca! Dopiszę jeszcze jedno, co mi MSM powiedział przez telefon. Jak zadzwoniłam, to rozładowała mu się komórka. I kiedy oddzwonił za 10 […]