Lubię dni postawione na głowie. Zaczynające się pracą o 5 rano z całym wolnym popołudniem. Tylko wolę, kiedy trening daje się zrobić jednak przed południem. Dziś się nie dało. Rano pisanie tekstu, potem rodzinne śniadanie, na którym była też córka gimnazjalistka i po raz kolejny roztoczyła wizje, jak to fajnie byłoby trenować. Ja już nawet […]
po puszczy z dzikim – 14 stycznia 2007
Stare przysłowie pszczół mówi: co masz zrobić jutro, zrób dziś. A przysłowie biegaczy: nie chciało się biegać w czwartek, trzeba nadrabiać w niedzielę. Niechcący przeszedłem od początku stycznia na pięć treningów tygodniowo (w tym jeden to start na 10 km). To dobrze, bo pora już brać się do pracy. Od następnego tygodnia zaczynam już plan […]
wigilia – 16 kwietnia 2007
Piję. Cały dzień piję.Wigilia to czas oczekiwania. Czas na jedzenie, a przede wszystkim picie. Tyle płynów, żeby komórki napęczniały jak księżyc zanim go dwaj tacy ukradli.Moje wigilie startowe spędzam zawsze w maksymalnej bezczynności. Przed najważniejszymi maratonami staram się ruszać mniej niż średnia krajowa, która i tak oscyluje koło zera. Przed zwykłym biegiem na 10 km […]
góral – 1 czerwca 2008
Góral to było chyba 50 złotych, ktoś pamięta? Ale dziś będzie o innym góralu. Miałem biegać, ale nie muszę. I przyjechał mi do głowy pomysł, żeby zamiast treningu zrobić sobie czystą rekreację. Pożyczyłem od teściowej rower górski, naprawdę fajny, chociaż bezmarkowy, ale kupiony w znanym markecie sportowym na D. Przerzutki ładnie chodzą (firma brzydkie słowo na […]
krutynia II – 11 maja 2008
Druga część bajeczki była dłuższa, a i tak się za szybko skończyła. Z jeziora znów wpłynęliśmy na rzekę. Jak te krainy się na jeziorach zmieniają, jak kolejne karty opowieści. Nad jednym brzegiem jeziora ciemny bór sosnowy, przy następnej zatocze już jaśniejszy chyba z domieszką modrzewia, nad następną mieszany, wszystko razem jak z fototapety. Krutynia za […]
tężnie – 28 kwietnia 2008
Do maratonu w Krakowie zostało sześć dni. Odliczanie włączone. Dziś było ostatnie długie wybieganie. Wstałem o 6.10, żeby przed porannym treningiem napisać, co miałem do napisania. Jak już się przemyje oczy i wstawi herbatę, to może być, ale pierwsze minuty to dla mnie koszmar. Podziwiam ludzi, którzy najspokojniej w świecie sobie piszą w komentarzach, że […]
grzbiety – 22 kwietnia 2008
Dzień bez sportu. Nawet córka przedszkolak nie dała się wyciągnąć na rolki. Dwa razy wyszedłem dziś do przedszkola – odprowadzić i przyprowadzić. A potem komputer, komputer, komputer. Napisałem dzielnicowych. Najbliższy duchem był mi Darek z Krakowa, który od drzwi przeszedł ze mną na ty, potem posadził mnie przed komputerem, żeby pokazać mi swoją pasję – […]
sześć – 21 kwietnia 2008
W czasach Szkolnej Kasy Oszczędnościowej SKO bodajże właśnie kwiecień był miesiącem oszczędzania. Niezły paradoks. Nie dość, że musiałem w sobotę zapłacić zwrot podatku i OC za samochód, to jeszcze oddałem go dziś do przeglądu przed przeglądem. I kolejne sześć setek zniknęło z mojego konta. A chwilę wcześniej tłumaczyłem Mojej Sportowej Żonie, jak lubię cyfrę sześć. […]
zagubienie – 30 grudnia 2007
Czy można przekombinować kombinację beskidzką? Udało mi się to w piątek. Zagubiłem się. Przypomnę, bo nie ma obowiązku czytać bloga codziennie: kombinacja beskidzka to pozjeżdżanie sobie na nartach, a potem powrót z wyciągu biegiem do domu przez okoliczne góry i doliny. Tak to sobie wymyśliłem po przyjeździe do Rabki. I uprawiam to od tygodnia. W […]
pięta – 17 kwietnia 2008
Szukam swojej własnej pięty. Achilles. Popisałem, zakupy, na obiad do gazety z Moją Sportową Żoną, a potem w szkołach dzwoni ostatni dzwonek, ostatni nauczyciele opuszczają mury, wśród nich Daniel, a pod szkołą czekałem ja, podrzuciła mnie tam MSŻ po drodze do naszej ciotki. Pojechaliśmy we dwóch do Lasu Kabackiego. Daniel ma za 10 dni maraton […]