Kategoria: Blog

rok – 30 grudnia 2008

Kończy się kolejny rok, który mnie odmłodził. Nie chodzi mi tu o Moją piękną Sportową Żonę, która jest ode mnie o jedną czwartą młodsza, a wygląda jakby o połowę. Tylko o bieganie. MSŻ wygląda inaczej. Normalnie w Warszawie ciągle jest w fitnessowych ciuchach, a tutaj raz tylko wpadła na fitness do Agaty nazywanej tu czasem […]

Kevin sam w domu – 31 lipca 2008

Wracam do dłuższego biegania, ale trochę sobie poluzowałem kierat. Ciągle mi siedzi w głowie to, co opowiadał trener Darek K.: żeby biegać mniej, a szybciej. Nie wytrzymałem, zadzwoniłem i zapytałem go, o casus Januszewskiego. Pamiętacie – to co pisałem w poniedziałek na blogu, że nie da się 400-metrówkami przygotować do maratonu, bo taki Januszewski, mistrz […]

stal – 21 listopada 2008

Tym razem trzy dni bez biegania. Tylko siatkówka, tenis, Stal i choroba. We wtorek oglądałem z bliska Stal Mielec. Po jednej stronie stadionu mieści się klub piłkarski, po drugiej lekkoatletyczny. Część lekkoatletyczna śmierdzi gorzej – sikami. Piłkarska skondensowanym kotletem ze ścierą. Boże, co za upadek. My tu sobie biegamy po Kabatach, parę osób ćwiczy na […]

zrobieni w łomnicę – 2 stycznia 2009

Zamiast piątkowego biegania były narty. Niezapomniane niestety. Niby jesteśmy w Unii Europejskiej, Słowacy nawet od wczoraj mają euro, co wywołuje u mnie upokorzenie narodowe, że my jeszcze nie. A czasem spomiędzy unijnych standardów wyłazi bura wiocha. W środę uprawiałem kombinację beskidzką. Jeśli ktoś nie pamięta z zeszłego roku, to schemat jest taki: najpierw jedziemy z […]

puszcza o bieganiu – 14 czerwca 2008

Jeśli dziś sobota, to jedziemy do puszczy. Kampinoskiej. O 11. wychodziliśmy z Moją Sportową Żoną na festyn w Powsinie. Z okazji dnia Ursynowa występowały znów fitneski z MSŻ na czele (naprawdę na czele – jak ona to robi, że w jednej chwili przejmuje kierowniczą rolę czy to w domu, czy w pracy). Zostałem na trochę […]

prehistoria sportu – 19 czerwca 2008

Maratończyk P. opowiadał mi przedwczoraj, co mu się działo po kawie. Wspominam o tym nie bez powodu. Bo w prehistorii sportu masowego oni nie za bardzo wiedzieli, czego używać. Poszła fama, że dobra jest kawa z glukozą. Maratończyk P. nie pijał kawy, ale pomyślał: spróbuję. Próba dała efekt w postaci problemów jelitowych. Dobiegł siódmy. A […]

odwał na linie – 16 czerwca 2008

Piszę przed meczem. Bo wolę pisać z głupią nadzieją niż z oczywistą goryczą. Dzień miałem tak w biegu, że zapisałem sobie po kolei w kalendarzu kilkanaście punktów, jakbym był jakimś prezesem. Skończyłem pracę przed chwilą – ale jaka to praca. Najpierw kulomiot z szansami większymi niż nasza reprezentacja Tomasz Majewski podnosił sztangę – na jednym […]

z górki na pazurki – 28 czerwca 2008

Dniem w galeriach handlowych nie będę się chwalił. Akcenty sportowe były dwa: że syn licealista przyjechał z torbą z ciuchami po treningu brazylijskiego juijtsu i że Kamilowi D. (Tokowy dziś świętuje 35. urodziny) kupiliśmy prezent w sklepie sportowym. Nie napiszę dziś jaki, bo jeszcze przeczyta przed wręczeniem. Myślę, że źle bym się czuł, gdybym całą sobotę […]

memento mori – 15 października 2008

Umarł człowiek. Myśleliśmy od wczoraj, że maratończyk, a ściślej rolkarz, który startował w półmaratonie. Okazało się, że nie. I co, mam napisać, że lżej na sercu? Posłuchajcie, to wam opowiem. Najpierw usłyszałem plotkę w pociągu z Poznania – że na trasie umarł rolkarz. Plotkami się człowiek nie przejmuje. Ale kiedy następnego dnia Magda Ż. z […]

śnieg – 26 grudnia 2008

Do śniegu na bieganiu najbardziej pasuje mi Szopen na empetrójce. Święta na sportowo. Szykowaliśmy wigilijną wieczerzę (na Podhalu jest ona trochę inna niż na Mazowszu – zamiast 12 przystawek potężny trzydaniowy obiad), obrałem ziemniaki, a z sobotnich Wysokich Obcasów wyciągnąłem sianko. I żeby skrócić rytualne oczekiwanie – dzieci na Mikołaja, dorosłych na rodzinne biesiadowanie, a […]