Jedną rzecz straciłem przez wyjazd na Suwalszczyznę. Maraton w Osace. Chyba. Bardzo lubię oglądać lekkoatletyczne imprezy. W ten weekend zaczęły się mistrzostwa świata w Osace, zdaje się, że pobiegli już maratończycy. Zdaje się, bo nigdzie żadnych wiadomości – w portalu, ani w poniedziałkowej prasie (ten niedzielny odcinek piszę w poniedziałek rano). Przynajmniej zobaczę 10 […]
Kategoria: Blog
grzbiety – 22 kwietnia 2008
Dzień bez sportu. Nawet córka przedszkolak nie dała się wyciągnąć na rolki. Dwa razy wyszedłem dziś do przedszkola – odprowadzić i przyprowadzić. A potem komputer, komputer, komputer. Napisałem dzielnicowych. Najbliższy duchem był mi Darek z Krakowa, który od drzwi przeszedł ze mną na ty, potem posadził mnie przed komputerem, żeby pokazać mi swoją pasję – […]
wybieganie – 12 marca 2007
Pamiętacie to z dzieciństwa? Budujecie wieżę z klocków, dokładacie ostatni klocuszek, żeby budowla była piękna i wykończona. Taki mały kolorowy trójkącik, bajeczna dachówka. Tylko trochę krzywo, trzeba poprawić i… klocki leżą w gruzach. W najbliższą sobotę pierwszy ważny start sezonu, dziesiątka w Poznaniu. Po dziesięciu, a nawet kilkunastu tygodniach przygotowań. Plan ułożony pod ten start. […]
muzyka – 8 lutego 2008
Niesamowicie brzmi muzyka klasyczna w ośnieżonych górach. Podczas półtoragodzinnego krossu. Człowiek wpada w sentymentalny nastrój Tak bardzo byłem przekonany, że dziś jest sobota, że o 10. wysłałem córce licealistce sms-a, że pobudka. Dostałem odpowiedź, że właśnie zaczyna się trzecia lekcja. Zrobiłem dziś tę trasę, którą jakieś siedem lat temu pokonywaliśmy z córką licealistką (wówczas na […]
stachanowiec – 13 marca 2008
Mam syndrom stachanowca (młodsi niech sobie wpiszą w Google). 130 procent normy. Zaczęliśmy dzień od porządków świątecznych zwanych też z laicka wiosennymi. Ja mam stałą fuchę mycie okien. Biegania rano nie robiłem, zostawiłem je sobie na wieczór, na zajęcia u trenera R. Bo półtora tygodnia temu trener R. mówił mi w Wiązownie, że trenują o […]
młócka – 21 marca 2008
Siedzę i mi się nie chce. A przede mną jeszcze wieczorny trening. Jak tylko Moja Sportowa Żona wróci z wieczornych zajęć. Już po porannych stwierdziła, że w Warszawie największa frekwencja na zajęciach fitness jest w wielki piątek. Co tym bardziej jest dla niej szokujące, gdyż na Podhalu w wielkim tygodniu życie publiczne zamiera. Wiem, że […]
Otylia – 16 kwietnia 2008
Ranek w Rabce przywitał mnie mgłą. Śniadanie i na bieganie. Zaliczyłem Maciejową. To taka góra nad domem rodzinnym Mojej Sportowej Żony. Wbiegłem ostrym podbiegiem przez Tatarową, od razu ubłociłem buty, spodnie, a kurtka biegowa zdążyła mi zmoknąć, ale tylko z wierzchu, bo jest dobra. Za Tatarową (15 minut biegu) jest 15 minut łagodniejszego podbiegu na […]
orzeł – 19 stycznia 2007
Prawie wywinąłem orła w Dolinie Kościeliskiej. Dało mi to dużo do myślenia. Pół piątku rozmawiałem z góralami – bacami oraz urzędnikami, ale tak czy inaczej góralami z ciała i krwi – o oscypku. O 15.50 dotarłem do wlotu Doliny Kościeliskiej, wcześniej na stacji benzynowej przebrałem się w dres. Ruszyłem na godzinne bieganie w pierwszym zakresie. […]
orka – 15 stycznia 2008
Zaorałem w te dwa dni. Teraz będę siał, a w niedzielę pierwsze zbiory. Warszawa w poniedziałek obudziła się jakby wiosną. Słońce, lekki plus, prawie że pączki na krzewach. Dopiero jak po 15 minutach biegu znalazłem się na Polu Wilanowskim spotkałem zimę, drzewa mrozem ścięte, trawy szronem pobielone i zlodowaciała ścieżka. Ale to nie tak źle, bo […]
przed chomiczówką – 20 stycznia 2007
Chomiczówka, Chomiczówka… – śpiewał w świetnej i hitowej zarazem piosence Sidney Polak. Ja też mam tu swoją legendę. Bieg na 15 km na warszawskiej Chomiczówce odbywa się w najbliższą niedzielę. To moje pierwsze starty w tzw. biegach masowych (poza maratonami, bo najpierw zacząłem biegać maraton, a dopiero rok później dowiedziałem się, że są organizowane różne […]