Kategoria: Blog

wuef – 28 lutego 2007

Co mi to przypomina, co mi to przypomina? Acha, lekcje wuefu. Żebyście nie myśleli, że sobie odpuszczam, to piszę, że rano był mocny trening: dobieg do lasu (3 km) tam 20 odcinków po 30 sekund na maksa (udało mi się osiągać tempo ok. 3:20 na odcinek, w planie jest chyba 3:00) z 30-sekundowymi przerwami. I […]

kamienie – 11 czerwca 2007

Ze sportów był dziś tylko ping pong z córką gimnazjalistką oraz siłownia z atlasem. Czasem trzeba nie pobiegać. Rano znów miałem spotkanie z AK-owcem i opowieści o stalinizmie. Chociaż staram się w poniedziałki biegać, to dziś odpuściłem. Potem praca, a po południu umówiliśmy się na Kopie Cwila z córką gimnazjalistką. Dla tych, co nie znają Ursynowa: to taki […]

burza – 18 czerwca 2007

Kiedy niebo rozdarła błyskawica wszystko mi stanęło przed oczami. Rano pracowałem prawie że na Bielanach, robiłem ankietę maturzystom. Najlepsze było pytanie 21., podpowiedział m je niebiegający szef: "Czego wasi rodzice o was nie wiedzą i nie powinni się dowiedzieć?". Ankieta była pod imieniem i nazwiskiem, wyczułem więc w tym lekki absurd i złagodziłem pytanie: "Czego […]

portugalia – 8 września 2007

Zaraz zaczynają. Na stadionie w Lizbonie błyśnie orzeł w koronie? Jestem tym taki podniecony, że natchnienie podpowiada mi stadionowe śpiewki. Trudno skupić się na opisywaniu własnych małych sportowych kroków, kiedy jedenastka piłkarzy może uczynić wielki krok w stronę Euro. Będzie to pewnie nasz jedyny możliwy w pierwszej ćwiartce XXI wieku start w Euro, bo w […]

badminton – 1 marca 2007

Już wiem, dlaczego ludzie – to znaczy ja i wy – kochają biegi masowe. To kwestia poprzeczki. Po wczorajszej hali na Siennickiej miałem przez pół dnia trochę ciężkie nogi. Potem o nich zapomniałem, skoncentrowałem się na głowie i zbieraniu materiałów do reportażu o ministrze Szyszce (temat Rospudy nie znika, AndrzejuN – nie wiem, ile km […]

dzień po – 13 maja 2007

Co można robić dzień po „Polska biega"? Biegać. I nie tylko w sobotę wieczorem był bal „Gazety". Muzyka, catering i występy – najlepsze dali Piotr Bałtroczyk i Adam Michnik. Bawiliśmy się nieźle z Moją Sportową Żoną (wprowadzoną nielegalnie, bo zaproszenia były jednoosobowe), zostawiliśmy samochód i wróciliśmy taksówką, bo było ciut pite. Rano pobudka, dres na […]

pranie – 26 maja 2008

Do przerwy 0:1. Teraz powinien wejść Paragon. Paragon czyli kto? Smolarek? Żurawski? Krzynówek? Siedzimy z Moją Sportową Żoną przed telewizorem, a z łazienki szemrze pralka. Czerwiec miesiącem kibicowania. Właśnie zaczyna się preludium, Polska gra z Macedonią i do przerwy przegrywa 0:1. Minutę przed gwizdkiem Kuszczak obronił mocny, płaski strzał z rzutu wolnego, ale dobitka wylądowała w […]

rowerek – 23 sierpnia 2007

Dziś 14 kilometrów. Ale nie uwierzycie jakie to osiągnięcie. Nie dla mnie. Czwartek to z reguły dzień bez biegania. Odpoczynek, bo człowiek nie jest maszyną i musi się regenerować. Biegacze często o tym zapominają, nawet ci już trochę obiegani. No powiedz, nie zdarzało ci się pomyśleć: stracony dzień. Albo że robiąc dzień przerwy sobie odpuszczasz. A […]

tężnie – 28 kwietnia 2008

Do maratonu w Krakowie zostało sześć dni. Odliczanie włączone. Dziś było ostatnie długie wybieganie. Wstałem o 6.10, żeby przed porannym treningiem napisać, co miałem do napisania. Jak już się przemyje oczy i wstawi herbatę, to może być, ale pierwsze minuty to dla mnie koszmar. Podziwiam ludzi, którzy najspokojniej w świecie sobie piszą w komentarzach, że […]

ostatni mocny trening – 13 marca 2007

Dzisiejsze bieganie zaczęło się wczoraj. Dokładnie, kiedy napisałem wczorajszy odcinek bloga, zadzwoniła Moja Sportowa Żona: – Samochód mi się zepsuł! Była 21.25, MSŻ właśnie wracała z pracy pod Warszawą, na szczęście samochód rozkraczył się blisko centrum. Szybka akcja – sąsiadka-studentka-opiekunka przejęła córkę przedszkolaka, a ja wcieliłem się w pomoc drogową. Na miejscu okazało się, że […]