znów kabaty – 29 grudnia 2006

Godzina na nizinach. W nocy zjechaliśmy z gór. Tak mówią profesjonalni sportowcy: zjechać z gór. Wtedy podobno – zaraz po zjechaniu z gór – osiąga się najlepsze wyniki w konkurencjach wytrzymałościowych. Na dzisiejszym treningu jakoś tego nie zauważyłem. Zapomniałem założyć pulsometr, ale na oko biegałem pierwszy zakres. Na wymierzonym fragmencie trasy wyszło, że w tempie […]

dezorient – 27 grudnia 2006

Wiecie co dziś niechcący uprawiałem? Bieg na dezorientację. Z nart nic nie wyszło, bo mechanik naprawiał samochód jeszcze w południe. A policzyliśmy z Moją Sportową Żoną, że musimy wyjechać z Rabki najpóźniej o 13., żeby dojechać do Kluszkowców (godzina), pojeździć z 2-3 godziny i wrócić tak, żeby MSŻ zdążyła na dwie godziny fitness wieczorem. Tym […]

Kluszkowce – 26 grudnia 2006

Opowiem wam, jak zostałem narciarzem. Szybko. W całej Polsce jest teraz chyba jeden region, gdzie leży śnieg. To Podhale. Na całym Podhalu w drugim dniu świąt było jedno miejsce, gdzie otworzyli wyciąg. To Kluszkowce. Pojechaliśmy tam z rana. Moja Sportowa Żona, jej coraz bardziej sportowa siostra ze snowboardem i mega sportowa koleżanka, która ma w […]

na Maciejową – 22 grudnia 2006

Zima może być do połowy pusta albo do połowy pełna. Tak jak szklanka. Wyjeżdżamy ciemną nocą, mijamy Radom, Kielce, Kraków, Myślenice. Dalej cepry prują zwykle zakopianką, ale góralki wiedzą, że lepiej odbić w Lubniu na Mszanę. I nad ranem zbliżamy się do Rabki Zdrój, gdzie rodzą się kobiety sportowe, ambitne i piękne. Moja Sportowa Żona […]

trzeci trening – 20 grudnia 2006

Grudniowa noc nad Polską. Rano pisałem i na bieganie zebrałem się dopiero przed trzecią. Wtedy już deszcze niespokojne potargały sad. Ciężko wyjść w taką pogodę, ale potem bieganie daje mi jeszcze większą satysfakcję: że jeszcze umiem, że jeszcze potrafię biegać w deszczu, że jeszcze nie mam takiego przymusu komfortu i wygody, żebym nie dał rady […]

15 grudnia 2006

Biegamy?! Słuchajcie. Najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy na bieganiu. Ale ten dopadł mnie w codziennej bieganinie. Ze sportów dziś było tylko 15 minut jazdy rowerem do warsztatu samochodowego, żeby odebrać samochód. Rower wracał na bagażniku dachowym. Więc słuchajcie dalej. Mam pomysł wpisujący się w ideę społeczeństwa obywatelskiego i oddolnych spontanicznych inicjatyw. Biegajmy razem z […]

11 grudnia 2006

Lepszy Wisłok w garści niż Wisła na dachu. Obudziłem się rano w pięknych okolicznościach Rzeszowa. Lubię to miasto, ma dla mnie odpowiednią skalę. Dość duże, żeby czuć się jak w aglomeracji – ładna Starówka pełna gastronomii, dwu-trzypasmowe ulice i moje ukochane blokowiska dookoła. I dość kameralne, żeby je schować do kieszeni. Obce miasta lubię pozwiedzać […]

5 grudnia 2006

Łodź. Miasto fabrykantów, pamiątka po ziemi obiecanej, wieczny front między Widzewem i ŁKS-em, wieczna nienawiść z Warszawą i raczkujący maraton. Nie lubię maratonu w Łodzi. W pierwszym biegłem tuż po tym, jak pierwszy raz złamałem 3 godziny. Była ostatnia niedziela maja, spadł szatański deszcz, rozpuścił numery startowe, zmroził członki. Do ponownego złamania 3 godzin zabrakło […]

30 listopada 2006

Dzisiaj był tylko badminton. A na blogu będzie o wyższości biegania nad badmintonem. Na halę przy Mandarynki, gdzie chodzimy co tydzień pograć przychodzi kilkanaście osób. Ale trochę trudniej o taką dawkę sportowej radości, jaką daje bieganie. Dlaczego? Stajemy na przeciwko z Moją Sportową Żoną, pierwszego seta wygrywam z wyższością polskich siatkarzy, a w drugim przegrywam […]

25 listopada 2006

Cudna sobota. Ciepło jak we wrześniu i sportowo jak we wrześniu. Pisałem tekst do Gazety do późnej nocy, więc rano Moja Sportowa Żona dała mi się wyspać. Wzięła córkę przedszkolaka na ogłoszony w przedszkolu darmowy przegląd zębów, wróciły dopiero po dziesiątej. Wtedy na niebie świeciło już tropikalne jak na listopad słońce. I tak jak w […]