złodziej – 12 czerwca 2008

Smutno mi Boże. Dla mnie na Zachodzie rozścieliłeś tęczę blasków promienistą. I teraz ten Zachód, ten sam Zachód wobec którego mam ciągle wschodnioeuropejski kompleks pokazuje mi, że może mi zrobić wszystko. Może mnie potraktować mocno niecenzuralnie wraz z 35 milionami rodaków w tym naturalizowanych Brazylijczyków. Roger, jesteś wielki, ty nasz Jasiu, tylko przyłączyłeś się do […]

miasto moje, a w nim… – 29 września 2008

– I że cię nie opuszczę, aż do śmierci – powiedział mi Daniel-źrebak na 12. kilometrze maratonu. Uśmialiśmy się jak konie. Ciągle żyję wczorajszym biegiem. Jesienne święto, Maraton Warszawski, szykowałem się do tego od czerwca. Przeżyłem odwodnienie w Bułgarii i w Gorcach, wstawałem rano zdobywać Lasek Grunewald, trzaskałem podbiegi na Agrykoli (z Danielem-źrebakiem), w Lesie […]

oni są parą, a ja przypadkiem – 25 września 2008

Ani słowa o bieganiu. Obiecuję. Z powrotu z weekendowej imprezy (tej z witaniem jesieni) umknął mi strzęp poezji. Podwoziliśmy do metra mocno pijaną Kaśkę, środek nocy, droga długa, Kaśka ze trzy razy rozmawiała przez telefon ze swoim chłopakiem, że już dojeżdża itp. W pewnym momencie chłopak usłyszał chyba mój głos, obecność mężczyzny go zaniepokoiła, zaczął […]

pogoń za źrebakiem – 1 września 2008

Pewnie biegający rano to potwierdzą: bez porannego treningu dzień nie ma struktury i rozsypuje się jak kontuzjowane kolano. W piątek był dzień przerwy w bieganiu. Kiedy miałem pięć treningów w tygodniu tak liczyłem czas: trzy dni biegania, dzień przerwy, dwa dni biegania, niedziela. Teraz do Maratonu Warszawskiego chcę biegać sześć razy w tygodniu i zmieniło […]

drina goni drin – 29 czerwca 2008

Biegałem. Naprawdę dziś biegałem, no może joggingowałem. A było to prawdziwe wyzwanie. Ale po kolei. Po północy dojechaliśmy taksówką do domu. Wcześniej było prawie jak w tej starej hip-hopowej nawijce: "Drin goni kolejny drin/ Tonik, browar, wóda, gin". Sto lat, Kamil, wypasiona impra była! Łatwo się domyślić, co było rano. Moja fizjologia pozwala mi nawet wstać […]

dwie godziny – 10 czerwca 2008

Do pracy mam dwie godziny. Przez Natolin, Powsin i Wilanów. Wiem, że w planie, który sam ułożyłem nie było przewidywane, żeby dziś biegać. Ale wtorkowy odpoczynek w pierwszym tygodniu przygotowań wymyśliłem dla tych, którzy pierwszy raz będą uprawiać tę orkę, potem siew, a potem prawdziwe żniwo. Pierwszy raz zdecydują się na trening biegowy, a nie […]

mróz – 8 stycznia 2009

Jak biegać na mrozie? Tak samo. Temperatury takie, jakich jeszcze w historii tego bloga nie było. Minus dziesięć to norma, ostatnio biegałem przy minus trzynastu, rekord odnotowany w komentarzach pod blogiem to minus 22 i to przez osobę, która wybiera się właśnie na maraton w ciepłych krajach. Ot paradoks. Każdy już na sobie doświadczył jak […]

czary mary – 9 marca 2009

Czasem człowiek ma już dość kręcenia się w kółko. Dotyczyć to może w takim samym stopniu biegacza jak i córki przedszkolaka. Właśnie odebrałem córkę przedszkolaka z basenu, przepisaliśmy ją od dziś z meduz do kijanek. Na meduzach ciągle były te same ćwiczenia z makaronem, z zatykaniem noska, z przepływaniem półtora metra z deską. Wodne przedszkole. […]

odrzutowiec – 5 marca 2009

Zanim dojdziemy do herbaty z miłością będzie trochę o treningach. Nie będę wam opowiadał o wtorkowym treningu, bo co jest ciekawego w tym, że ktoś przed pracą wychodzi z domu, biegnie godzinę w wolnym tempie, zahacza o Las Kabacki, a tam nowe zlodowacenie, więc wraca. I nie ma nawet czasu pójść na tenisa, bo jedzie […]

kurs – 12 stycznia 2009

Krótki kurs, jak zrobić treningi, kiedy kompletnie nie ma na to czasu. Wyszło idealnie: siła, wytrzymałość i szybkość. Na początku był piątek. Dzień, w którym doceniłem, że mam wolny zawód. Rano popracowałem, potem był obiad w gazecie z Moją Sportową Żoną, potem jasełka w przedszkolu, potem Fasolki, potem córka licealistka i wieczorna coroczna okołowigilijna impreza […]