Dwie godziny po wale i w upale. Naprawdę nie wiem, jak mogłem robić te treningi bez empetrójki. I tak można umrzeć z nudów. Psychika siada. Nie chciałem robić tradycyjnej trasy przez Las Kabacki, Powsin i Wilanów do Gazety. Bo ile razy można biegać to samo po tych samych ścieżkach. Gdyby człowiek był zawodowcem, to proszę […]
zwiedzanie – 7 lipca 2008
Sobotnie bieganie zapamiętam. Górskie widoki, bułgarska TIR-ówka, lekkie zawieruszenie i kompletne odwodnienie. W piątek i w niedziele nie biegałem. Bo jak się ma prawie tyle lat co maraton kilometrów, to trzeba pamiętać tez o dniach na regeneracje. Pisze o tym do znudzenia, ale chciałbym, żeby wam się wryło w głowę. Wziąłem sobie na wakacje parę […]
dętka – 15 grudnia 2008
Nie ma lekko. Musi być ciężko. Może w tym jest najgłębsza metafora ludzkiej egzystencji: nie ma lekko. Jeśli poluzujesz, powietrze uchodzi, zostaje dętka. W pracy, w związku, w życiu i w treningu. Przez lata bliska była mi filozofia Kubusia Puchatka, swoiste jakoś to będzie, bo zawsze jakoś jest, jest do przodu, bo wszystko płynie, nie […]
Zawoja – 21 lipca 2008
Mam już dostęp do internetu, łóżko z czystą pościelą, metro pod domem. Wszystko na wyciągnięcie ręki. I tylko gór już nie ma. A dla was mam sprawozdanie z całego obozu górskiego. Długie jak Zawoja, najdłuższa wieś w Polsce. Poprzedni poniedziałek był dniem bez biegania za to z jechaniem przez pół Polski. Wtorek obudził mnie w […]
stal – 21 listopada 2008
Tym razem trzy dni bez biegania. Tylko siatkówka, tenis, Stal i choroba. We wtorek oglądałem z bliska Stal Mielec. Po jednej stronie stadionu mieści się klub piłkarski, po drugiej lekkoatletyczny. Część lekkoatletyczna śmierdzi gorzej – sikami. Piłkarska skondensowanym kotletem ze ścierą. Boże, co za upadek. My tu sobie biegamy po Kabatach, parę osób ćwiczy na […]
husaria – 16 lutego 2009
Mimowolne BNP. Z fizycznego punktu widzenia, to jak klocek w poprzek. Z psychicznego – bomba. BNP zdarzyło się w piątek, więc napiszę o nim na końcu. Najpierw poniedziałek – zrobiliśmy z Kamilem skipy, wieloskoki i podbiegi. Trochę jak baby. Nie, że wolno, bo dawaliśmy z siebie wiele, 400-metrowe interwały po śniegu robiliśmy w tempie około […]
setka – 27 października 2008
Posłuchajcie. Po prostu opowiem Wam o biegu. Szósta rano w Stawiszynie. Tak jak napisała w sobotniej zajawce Moja Sportowa Żona noc miesza się z dniem. Realizm magiczny, literatura iberoamerykańska w biegowej rzeczywistości. Kręcimy dwa kółka dookoła rynku, jak grupka wariatów, sto ileś osób, a potem w drogę, w noc, we mgłę. Kiedy znika kogut na […]
po trzydziestce – 4 września 2008
Jeden bieg goni drugi w tempie, które mnie samego zaskakuje. Starty mnożą się jak króliki, a treningi bywają trudniejsze od startów. Weźmy taki wtorek. Rano nie mogłem wziąć się do pracy, chociaż nie szedłem na trening. Musieliśmy przegadać z Moją Sportową Żoną parę rzeczy. Wiecie, jak to jest. Np. w bieganiu – człowiek biega krótsze […]
Kevin sam w domu – 31 lipca 2008
Wracam do dłuższego biegania, ale trochę sobie poluzowałem kierat. Ciągle mi siedzi w głowie to, co opowiadał trener Darek K.: żeby biegać mniej, a szybciej. Nie wytrzymałem, zadzwoniłem i zapytałem go, o casus Januszewskiego. Pamiętacie – to co pisałem w poniedziałek na blogu, że nie da się 400-metrówkami przygotować do maratonu, bo taki Januszewski, mistrz […]
akty Bolka – 18 czerwca 2008
650 kilometrów samochodem, to wystarczy, żeby na nogach nie zrobić już ani kilometra. Normalnie środa to dzień biegania. Dziś był to dzień rozmów o bieganiu. Najpierw maratończyk P. z Piły. Z Piły wywodzi się Grabaż, ten od Pidżamy Porno i Strachów na Lachy, znacie, to posłuchajcie. Ja miałem sobie przed podróżą wymienić kasetę w samochodzie […]