bez zakwasów – 26 marca 2007

Dobry bieg to duża przyjemność. Na pewno większy niż duże lody, bita śmietana albo inne przyjemności dzieciństwa. Chodzę jeszcze dziś i przypominam sobie różne momenty z niedzielnego półmaratonu. To poczucie luzu na pierwszym, drugim, siódmym, dwunastym kilometrze. Zauważyłem jeszcze, że zrobiłem przy okazji życiówkę na 15 km – 55:58. Mój dotychczasowy najlepszy wynik, co prawda […]

narty – 10 kwietnia 2007

Quiz! Które z podanych trzech zdań jest prawdziwe. 1. Premier Jarosław Kaczyński został prezesem Związku Akwarystyki. 2. Kot premiera pojechał w Alpy na narty. 3. Ja jeździłem dzisiaj na nartach. Trzecie! Naprawdę! Wsiedliśmy z Moją Sportową Żoną w autko i w niecałą godzinę dojechaliśmy do tych ośnieżonych gór, które widziałem dwa dni wcześniej na bieganiu. […]

Vahanarra! – 25 marca 2007

Vahanarra! Vahanarra! Vahanarra! To wyżej to miało być takie Yes! Yes! Yes! sympatycznego pana byłego premiera. Tylko w wersji sportowej. Opowiem wam po kolei. 7.30 rano nowego czasu. Wstaję, w domu cisza, ja się szykuję. Mam dużo czasu. 9.53. Wpadam w ostatniej chwili na start, parkuję między dwoma samochodami na ledwo znalezionym miejscu, z przodu […]

rozciąganie – 24 marca 2007

Lubię ten dzień przed startem. Marzenia mają bezbolesną formę liczb. Biuro Półmaratonu Warszawskiego w całkiem fajnym budynku BUW. Spotykam sporo znajomych, cześć, cześć, aż córka przedszkolak się dziwi, skąd ja znam tylu ludzi. Paru z wodą w ręku, ja też mam butlę mineralnej do wypicia na cały dzień. Paru z marzeniami w głowie, na ile […]

basen – 22 kwietnia 2007

Obudziliśmy się rano dzięki córce przedszkolakowi. To nie było już rano, ale i tak dla nas za bardzo rano. Bo wczorajszy dzień kończyliśmy już po północy lekko upojeni na mojej imprezie imieninowej tańcząc z niebiegającymi znajomymi.Do kościoła pojechaliśmy samochodem, trochę chciałem namówić Moją Sportową Żonę na rower, ale w sumie nam się nie chciało. Bo […]

elita – 22 marca 2007

Po 50 złotych za marzec. Tyle powinniśmy dziś zapłacić z Moją Sportową Żoną za badmintona. Jesteśmy w górnym procencie. W górnym jednym procencie społeczeństwa. Przeglądałem w tym tygodniu z powodów zawodowych wielkie badania społeczne, jedno z pytań dotyczyło, ile złotych przeciętnie miesięcznie przeznacza pan/pani na sport. Ludzie na ten cel nie wydają nic. Jest nas, […]

festyn – 3 czerwca 2007

Niesportowa niedziela. Chmury pokrzyżowały nam szyki i jedynym sportowym akcentem byli wieczorem siatkarze w telewizorze. Macie traumę siatkówki? Bo ja tak. Pisałem pewnie o tym, kiedy nasi siatkarze walczyli o medale, ale że nie było obowiązku czytać, to przypomnę. Chodziłem do siatkarskiej szkoły podstawowej. Od V klasy na każdym wuefie (a miałem poczucie, że nawet […]

zegrze – 27 maja 2007

Lubicie to: plaża, słońce, leciutki wiatr od wody, kocyk? Bo ja nie cierpię. Rano wsiedliśmy w samochód, zajechaliśmy po znajomych M. i M. i ruszyliśmy nad Zalew Zegrzyński. Moja Sportowa Żona szykowała się na wypożyczenie deski windsurfingowej, ja ostrzyłem zęby na kajak, znajomy M. też, a córka przedszkolak i znajoma M. raczej na rowerek wodny. […]

deszcz – 2 czerwca 2007

Nie powiem, że czułem się jak człowiek z żelaza, bo człowiek z żelaza mógłby zardzewieć. Ale miałem poczucie, że mam ciało z tytanu względnie innego twardego na maksa materiału. Wczoraj po południu zadzwonił mój biegający szef P. z pytaniem, czy pobiegamy w sobotę rano. Za oknem była jeszcze Afryka i nic nie zapowiadało na dziś pory […]

hala – 11 marca 2007

Ta ostatnia niedziela. Biegać czy nie biegać. Jednak nie. Dosyć się skatowałem przez ostatnie dwa miesiące. Jeszcze w zeszłą środę na hali na Siennickiej ćwiczyłem siłę. Jedno co teraz mogę zrobić, to odpocząć. W sobotę do nocy analizowałem plan na ostatni tydzień przed sobotnią dziesiątką w Poznaniu. W końcu postanowiłem zrobić tak: w niedzielę odpoczynek. […]