Ach jak mnie cudownie bolą nogi. Siedzę i się tym sycę. Jeśli wczoraj było długo i wolno, to dziś krótko i szybko. Chociaż pojęcie krótko ewoluowało u mnie znacznie w ostatnich latach. Parę lat temu robiłem takie oszukańcze trochę treningi – kwadrans krótkich interwałów. A teraz nawet jak planuję krótkie bieganie, to jakimś cudem robi […]
Kategoria: Blog
nepal – 7 czerwca 2007
Dałem ciała. Miała być siłownia, ale nie starczyło czasu. Wstyd mi. Dzień pędził dziś nie wiem nawet jak. Śniadanie, krótkie muzykowanie z córką gimnazjalistką, potem po ciasto do cukierni, miałem jechać na rowerze z córką przedszkolakiem, ale jej się nie chciało wychodzić z domu, a ja stwierdziłem, że nie będę sam ciasta wiózł na rowerze, […]
maciejowa 2 – 9 kwietnia 2007
– I tak pan tutaj biega – zapytała para emerytów na Maciejowej w śmigus dyngus po śniadaniu. Super. Bieganie zrobiłem po śniadaniu. Na Maciejową, tym razem powrót krótszą drogą, więc 45 minut. Pod górę najpierw spotkałem samotną turystkę, widać że przyjezdną, która wspinała się z wysiłkiem. Trzy minuty wyżej młodzieżową grupę wycieczkową z wychowawcą. Nawet […]
słoń – 25 listopada 2007
W sobotę zadzwonił dzwonek, że czas kończyć roztrenowanie. W piątek ciut pobiegałem. Po odprowadzeniu córki przedszkolaka podbiegłem na Pole Wilanowskie i tam zrobiłem cztery małe podbiegi na skarpę ursynowską (po jakieś 80-100 m każdy), a potem cztery razy po minucie szybko z minutową przerwą. Taka namiastka treningu siłowego i szybkościowego, nie po to, żeby coś […]
radio – 21 września 2007
Kiedy zadzwonił do nas Arti, to wszyscy trzej zdębieliśmy. Nie wywołuj Artiego z lasu. W ramach sportu była dziś wyłącznie regeneracja. Miałem wieczorem zrobić jeszcze rozciąganie, ale chyba już zwyczajnie mi się nie chce. Zresztą wieczór miałem potwornie zapędzony. Moja Sportowa Żona pojechała na fitness, a my z córką przedszkolakiem najpierw odebraliśmy zestawy startowe na […]
Kęciek – 22 stycznia 2007
W poniedziałek rozpocząłem Plan Kęćka. Nasuwa się więc pytanie: a kto to jest Kęciek? Kęciek jest młody, coś studiuje technicznego. I biega jak maszyna. Poznaliśmy się na zawodach z dwa lata temu, biegaliśmy wtedy na podobnym poziomie czy jak wolałbym to ująć w swojej okolicy. Wyprzedzaliśmy się w środku biegu, ścigaliśmy na finiszach. Raz mieliśmy […]
wigilia – 16 kwietnia 2007
Piję. Cały dzień piję.Wigilia to czas oczekiwania. Czas na jedzenie, a przede wszystkim picie. Tyle płynów, żeby komórki napęczniały jak księżyc zanim go dwaj tacy ukradli.Moje wigilie startowe spędzam zawsze w maksymalnej bezczynności. Przed najważniejszymi maratonami staram się ruszać mniej niż średnia krajowa, która i tak oscyluje koło zera. Przed zwykłym biegiem na 10 km […]
sonda – 8 stycznia 2008
Już liczyłem, że Moja Sportowa Żona uwierzy w zimę w mieście. Ale zima się rozpłynęła. Zima trwała w Warszawie przez poniedziałek. Na trawnikach bielała kołderka puchu i pyszniły się grubaśne bałwany. Dobiegłem chodnikami do Lasu Kabackiego i tam zima dopadła mnie jak w komputerze. A ściślej: w tym, co 30 lat temu nazywano grafiką komputerową. Pamiętacie? Pokazywali to w […]
dzień – 21 lutego 2008
Dzisiaj był Dzień bez Sportu. Nie biegałem dziś, bo jest dzień przerwy. Nie pojechałem na rowerze do pani na SGGW, bo założyłem na spotkanie marynarkę, a to mi się z rowerem niezbyt zgrywa. Nie poćwiczyłem na atlasie, bo kiedy wieczorem rzuciłem córce przedszkolakowi, żeby porobiła fikołki na łóżku (a ja wtedy siadam sobie obok na […]
wunderteam – 17 sierpnia 2007
Właśnie zaliczyłem "bieganie miesiąca", tam gdzie trenowali kiedyś mistrzowie Wunderteamu. Zostawilem Moją Sportową Żonę na deserze truskawkowym w Karpaczu, samochód zawiozłem do Szklarskiej Poręby i wróciłem do niej między reglami – dwie i pół godziny, ponad 25 km. Jezu jak cudny jest las iglasty. Powiesz: góry, jak góry, ale to nieprawda. Karkonosze są całe najeżone […]